Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radość Życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radość Życia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lutego 2014

Zawód? Kura domowa




      Dziękuję Losowi, że kiedyś tam... ze trzy lata temu zesłał nas do tego mieszkania. Oczywiście mieliśmy mieszkać tutaj tylko chwilę, ale jak wiadomo, chwila pojęciem względnym jest. Nasza chwila trwa już trzy lata. Mieszkanie to ma wiele wad. Ogrom wręcz. Wada na wadzie. Ale ja chcę tylko jeden pozytyw przytoczyć tytułem wstępu do poniższych rozważań. Plusem są ogromne okna. I tak, w sypialni, mamy okno, które zajmuje 3/4 ściany :) a ściana też niczego sobie. Dzięki temu, mogę sobie spoglądać spod kołder i koca na świat. Na słoneczny ogród, na błękitne niebo... tak tak, taką mam teraz pogodę! To nie żadne majaki chorej! :)
A, no właśnie, bo jak się człowiek rwie do pracy wbrew sygnałom organizmu, to ląduje na powrót w łóżeczku. Wylądowałam, leżę. Ale nie tak do końca, bo ileż można? Szalem się owijam i spełniam kurze obowiązki :) Oczywiście nie wszystkie, bo kochani, trzeba się szanować. Nie wszystkie też lubię... ale kiedy ja wiem, że byłoby lepiej coś lubić, na przykład prasowanie, to sobie wymyślę jakąś pokrętną ścieżkę, i polubię :) I Fejsa, wyobraźcie sobie, do tego nie potrzebuję! Ha!

Spędzając czas w domu, doszłam do wniosku, że mogłaby być taką kurą domową :) ale taką kurą sukcesu! Bo ja bym nie poprzestała na sprzątaniu! I gotowaniu! Rozwijałabym swoje kreatywne pomysły {co z resztą czynię, zobaczymy co z tego wyjdzie!}. Będąc w domu, można być i kurą sukcesu i kurą pracującą.

Oczywiście, grunt to organizacja. Cenny czas należy dobrze podzielić. Wszystkiemu nadać odpowiedni priorytet. Należy pamiętać, że kura sukcesu ani kura pracująca nie śpią do południa! Wstają raniutko i całyyyymi skrzydłami zagarniają co daje dzień.

Będąc w domu nie tracimy czasu na przemieszczanie się do pracy. Wstajesz i już. Jesteś! To lepsze i szybsze niż teleport! Od Ciebie tylko zależy jak wykorzystasz swój nowy zawód. Czy będziesz projektować? Czy malować? Pisać? A może nauczysz się robić na drutach albo szyć? Pomyśl! Od tego wszystko się zaczyna! :)

Siedzisz w domu? Myślisz? Nie zapomnij, że na myśleniu skończyć nie wolno! Kury sukcesu i kury pracujące działają :) Nie, nie szukają wymówek!

Pamiętaj też, że kura sukcesu nigdy nie wygląda niechlujnie! Dres? Oczywiście, przecież wygodny. Ale dres dresowi nie równy, nie oszukujmy się :) Listonosz może przecież zapukać! Albo nowa sąsiadka...

Ok. Siedzisz w domu? Zrób z tego swój atut :) wykorzystaj to! Poszukaj swoich talentów i przekuj je w coś co zaskoczy nawet Ciebie!






Ja tak właśnie robię :) choć w poniedziałek znowu się przekwalifikuję... postanowiłam trzymać się swoich nowych odkryć! Co i Wam polecam! Pamiętajcie, Leo DiCaprio został odrzucony podczas pierwszych swoich stu {100!} castingów! A teraz co? :) Hm, daje do myślenia? :)

Pozdrowienia spod kołdry
podpisano jak kura pazurem


Mała Mi




P.S. Nie radzisz sobie z organizacją czasu? Napisz! :) może wspólnie coś wymyślimy?



***

Z ostatniej chwili!
Kochani, bardzo dziękuję każdemu, kto poświęcił dla mnie 1,23 pln :) niestety kolejny etap zamknął mi jak tafla wody nad głową topielca... Widziałam, że u szczytu w kategorii "Ja i moje życie" blogi o dzieciach... a ja ani jednego nie mam :) Nic to, może za rok!
Dziękuję Wam wszystkim za zabawę :)

niedziela, 1 grudnia 2013

BiznesWoman




           Dawno dawno temu pisałam o tym, że z dziką rozkoszą świadczyłabym pewną usługę...
...taaaak... z przyjemnością robiłabym zakupy za innych :) Uwielbiam robić wszelakie listy, uwielbiam planować, no i lubię robić zakupy :) Wiem również, że są ludzie, którzy do sklepów chodzić nie znoszą, a Internetowym sklepom nie ufają. Sprowadzono mnie jednak na Ziemię wyjaśniając, że taki pomysł w małej mieścinie nie ma szans. Bo kto by mi za to płacił? Pomyślałam, że może to i racja... trudno. Nie tak, to inaczej :)

Nie, nie musicie się obawiać, nie zamierzam przedstawiać Wam biznesplanu szalonego biznesu Małej Mi. Spokojnie... odetchnijcie i czytajcie dalej :)

Wczoraj bowiem spróbowałam swoich sił {i pokładów cierpliwości} z mniejszym kalibrem przyjemności. Mniejszym tylko namacalnie. Ponieważ odczuwanie smaku Żurawiny połączonej węzłem miłości z Czekoladą jest wprost proporcjonalnie odwrotne do wielkości samych słodyczy...
Sił wystarczyło i pokładów cierpliwości {o dziwo!} też. Spędziłam czas tak, jak planowałam :) Przyjemnie ciepło, w oparach smakowitych zapachów, co jakiś czas oblizując palce pokryte aksamitem rozpuszczonej czekolady. Nie utonęłam jednak, jak się tego obawiałam. Wypłynęłam na powierzchnię i nawet brzytwy nie musiałam się chwytać!

Chwytać za to dziś musiałam za blaszki, na których na pergaminie poukładałam moje małe dzieła... wyjątkowo zasmakowały mojej Przyjaciółce :) "Tylko jedno... na próbę" mogło skończyć się klęską nieurodzaju na owych pergaminowych polach... ale Przyjaciółce przecież nie odmówię... będę więc pewnie dorabiać. Znaczy się doprodukowywać.
Choć z tym dorobieniem to nie głupi jest pomysł.... Przyjaciółka już poradziła, żeby policzyć koszty wytworzenia zgrabnej paczuszki ubranej w ładne pudełeczko, które zabierała ze sobą :)

I wiecie co? Chyba tak zrobię... policzę... bo ja czuję w sobie zew tworzenia! Działania :) Myślenia, planowania, uprzyjemniania! A nuż zostanę Małą BiznesWoman? :)





Tymczasem pomysły kiełkują...

a na wymarzony aparat fotograficzny zbieram do słoika :) choć niektórzy dobrotliwie radzą zbierać do wiaderka...



niedzielnie, choć prawie poniedziałkowo


Mała Mi

piątek, 15 listopada 2013

Przepis na weekend / {LUKSUS}




          Gdyby dziś było inne, pewnie nie namawiałabym Was do tego.
Gdyby ostatni czas był inny, pewnie nie namawiałabym Was do tego.
Ale nie był, nie jest :) nie mogę więc dłużej się opierać. Przecież mnie się oprzeć nie można!

Ja sama też kilku rzeczom i osobom oprzeć się nie mogę, a ostatnio doszła do tego nawet pewna czynność. Doświadczyłam jej wczoraj. Nie, nie jadłam prażonych robaków, nie piłam krwi węża, nie goniłam się z bykami... Doświadczyłam wczoraj czegoś równie dla mnie egzotycznego - czekania połączonego z nicnierobieniem.

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że czekanie nie robi na mnie wrażenia. Trenowałam czekanie latami :) między  jednym sportem a drugim. Czekanie na trening. Czekanie na pociąg. Czekanie na kogoś. Jako jednak, że jestem nadaktywna {jak mawia mój Ulubiony Kolega Zza Szybki} moje czekanie musi być konstruktywne. Czekając czytam. Czekając oglądam, dzwonię i rozmawiam.

A wczoraj? Czekając czekałam.
Mogłam włączyć radio. Nie włączyłam. Mogłam napisać smsa. Nie napisałam. Siedziałam i czekałam. Na samo wspomnienie oczy robią mi się rozmarzone... błogi uśmiech zaczyna się błąkać po twarzy...

Czujecie to?

Kiedy sprzątam, równocześnie rozmawiam przez telefon z Mamą.
Kiedy idę do pracy, równocześnie czytam książkę.
Kiedy jestem w pracy równocześnie piszę i rozmawiam. Jem i pracuję.

I nawet nie chcę tutaj  nawiązać do tego ileż to my Kobiety potrafimy robić rzeczy na raz {a potrafimy!}! Ogólnie stajemy się ostatnio wielofunkcyjni. Jedni bardziej, inni mniej - nie ma co się oszukiwać ;D


A taka jednofuncyjność? Ot, po prostu czekanie... Rozkosz... To jest LUKSUS! Nie przesadzam! :)
Nieczęsto możemy sobie pozwolić na takie cudowne trwanie.





Podarujcie sobie odrobinę tego Luksusu :)

Dior, Chanel, chwilowa jednofunkcyjność...


Pięknego weekendu!



Rozmarzona

Mała Mi

środa, 23 października 2013

Prezenty szyte na miarę




           Podobno szycie jest piękne :) tak deklarują osoby twórcze i z wprawnymi rączkami. Nie mam takich rączek... mam za to takie, na których pompkę potrafię zrobić ;D albo nawet kilka. Doceniam jednak to piękne szycie, oj doceniam...

Szycie na miarę to luksus ponad wszelką wątpliwość. Trzeba jednak krawcową dobrą dorwać i termin wolny u niej.

Tańcowała Igła z Nitką... od takich baletów palce pokaleczone... ale za to jakie efekty czasem można otrzymać!

Jednak ja w zasadzie o szyciu pisać nie chciałam :)

Chciałam o prezentach. Bo już za chwilę znicze znikną z półek... albo co najmniej przecenią zniczopodobne przetwory, na niższych półkach ustawią lub na wyprzedażowych paletach na samych środkach sklepów.
I co w związku z tym? Ano to, że Przyroda {albo raczej przestrzeń handlowa} pustki się nie uznaje. Puste miejsce po zniczach musi być zajęte natychmiast. Z obserwacji wiemy, że ledwo wiatr zdmuchnie płomień świeczki na cmentarzu... a w centrach mniejszych i większych od razu pojawią się świąteczne dekoracje! Gdyby tak nasi piłkarze mieli taki refleks... i tacy czujni byli...


Ale do rzeczy! Do prezentów :) Tymi cmentarzami nie chcę bynajmniej do ostatniej woli nawiązać :) chcę Wam tylko delikatnie {?} przypomnieć, że Listopad dyszy nam w karki! A wiadomo co jest po listopadzie? Wiadomo :) toż to Grudzień...

A co niesie Grudzień ze sobą prócz śniegu {teoretycznie}, mrozu {oby nie!} i skrobania szyb {Losie uchowaj!}? Mikołaja niesie i Boże Narodzenie :)

Nie dla wszystkich te dwa święta są równoznaczne z prezentami, jednak nie oszukujmy się, dla większości z nas tak jest. Poza tym, któż z nas nie lubi prezentów?! Właśnie... nikt ręki nie podniósł, tak myślałam ;)

Dlatego, kochani, czas powoli brać się do roboty!

Przedstawię Wam moje etapy kupowania prezentów. Krok po kroku jak co roku:
* lista osób, które chcemy obdarować
* lista pomysłów komu i co? {polecam ewentualnie dyskretny wywiad}
* tworzenie budżetu {jeśli chcemy kupować, a jak wiemy, na drzewach to raczej cytryny*, a nie pieniądze... niestety...}
* tworzenie listy zakupów rzeczy, z których zamierzamy tworzyć {w tym celu punkt drugi również jest nieodzowny!}
* szukanie w Sieci {można troszkę zaoszczędzić}
* rozglądanie się po sklepach w celach porównawczych
* zakup {Sieć lub żywy sklep}


Wolą sobie pozwolić na rozwlekłe  r o z m y ś l a n i e,  m y ś l e n i e  , s z u k a n i e , z d a ń  z m i e n i a n i e... niż potem z obłędem w oczach i chęcią mordu biegać bo sklepach. Bo jaka to przyjemność na ostatnią chwilę kupować byle co?




Żeby prezenty grubymi nićmi szyte nie były! Tylko na miarę! Na miarę szyte prezenty : )


Ja już powoli zaczynam myśleć...

A Wy?

Poczyniliście już jakieś przygotowania? : )
Jakie są Wasze etapy?



Mała Mi






* temat cytryn również TUTAJ :)

wtorek, 8 października 2013

eNERGIA Z KOSMOSU




         Siedzę sobie, przerzucam te swoje robocze papiery... i myślę... czasem wnętrze mojej głowy wygląda jak ten zaczarowany ogród...




... zapala się jedna lampka pomysłu / myśli za drugą :)

I wczoraj jedna z takich zapalonych żaróweczek uświadomiła mi coś o mnie. Otóż chyba jestem muzykopatką :) na jednych ludzi wpływa pogoda... potrafi ich wprawić w chmurny nastrój, potrafi spowodować, że krok mają sprężysty. Potrafi... no, wiele potrafi i pewnie wielu z Was doskonale to wie.

Na mnie tak wpływa muzyka. Potrafię z błyszczącymi od łez oczami słuchać ballady, ale również podryguję w takt czegoś skoczniejszego stojąc na peronie i czekając na pociąg :) {także jeśli kiedyś... na jakimś dworcu zobaczycie podrygujący czerwony płaszcz, to duża szansa, że będę to właśnie ja!} Mimo iż w warunkach domowych... przy robieniu obiadu, sprzątaniu, czytaniu i innych tego typu przyjemnych zajęciach lubię słychać na przykład jazzu, trąbkowych smęceń czy doktorowatego Hugh Laurie {szczególnie przy kąpieli!}, idąc do pracy mój umysł i moje ciało potrzebują muzycznego Redbulla! I takiego też Redbulla sobie funduję :) Działa niezawodnie!

Nie o swoich gustach muzycznych chciałam jednak pisać :) spokojna Wasza głowa!

Chciałam Was podpytać... czy odkryliście już co ma wpływ na Wasze nastroje, samopoczucia? :)
Jak się nakręcacie?
Bo muszę przyznać, że odkąd sobie to uświadomiłam, nie muszę już czerpać energii z kosmosu {choć nigdy nie pogardzę ;)}! Haha :)
Muzyka, rytmiczny krok, pozytywne skojarzenia, uśmiech na twarzy i kiedy docieram do pracy, koleżanki przy kawie pytają co łykam rano ;p


Dlatego zachęcam Was do odszukania Waszego osobistego, prywatnego, nadwornego Redbulla :)


A w moich uszach "... everybody get up let's party ..."


Mała Mi



sobota, 5 października 2013

Grunt to plan.... B




Taki jest plan {patrz poniżej}
i tego się będę dziś trzymać!
A co! :)






Pięknego weekendu Wam życzę!

Mnie się dziś udało na za sadzie "kto rano wstaje..."
Kuchnia zalana... na szczęście Słońcem!
Jest cudownie :)

Zaraz ruszam w weekendową podróż!

Odpocznijcie,
naładujcie baterie,
odetchnijcie pełną piersią
lub nawet dwoma ;D 
uśmiechajcie się do znajomych i nieznajomych!


Mała Mi



P.S. Lista z mojego ostatniego tekstu nadal otwarta :) Im więcej, tym lepiej, prawda? :)

środa, 2 października 2013

AKCJA : Lubię swoją pracę!



           Jak w tytule ;) pomyślałam, że może byśmy moc naszą blogerską i czytelniczą wykorzystali i stworzyli listę. Uwielbiam tworzyć listy. Zakupów, rzeczy do zrobienia, prezentów... Uwielbiam!

Dlatego poniżej przedstawię Wam moje osobiste, subiektywne powody, dla których lubię SWOJĄ pracę :) ale proponuję stworzyć ogólną listę! Otwórzcie umysły ;D nawet jeśli powody uwielbienia {hihi} pracy będą się powtarzały to nic! Posegreguję listę i to da nam możliwość zobaczenia za co najczęściej lubimy swoje miejsca pracy :)



Za co lubię swoją pracę? To proste....

* zazwyczaj jest mi ciepło w naszym biurze

* moje biurko jest przy oknie

* większość ludzi, z którymi pracuję to świetni ludzie

* codziennie dowiaduję się czegoś nowego dzięki ludziom, z którymi pracuję

* codziennie poznaję jakąś nową muzykę, bo prawie każdy przynosi coś od siebie

* bo mam Szefową, z którą mogę normalnie rozmawiać i wiem, że to skarb {szczerze :) Szefowa raczej mnie nie czytuje}

* bo mogę podczas pracy bywać tutaj :)

* mogę się w naszym biurze śmiać na głos i prowadzić rozmowy na wieeeele tematów

* mogę przy swoim biurku wypić pyszną kawę zrobioną często podczas spotkania z Przyjaciółkami

* poznałam tutaj Bardzo Mądrego Mężczyznę {pracujemy razem, choć w innych miastach} i Przyjaciółkę

* bo codziennie mam okazję do spaceru {z dworca do biura i odwrotnie :)}

* bo mi za nią płacą!!! {oczywiście mogliby więcej, ale liczę na to, że sprawa jest rozwojowa ;D}

* bo nie muszę nosić uniformu - ubieram się tak, jak czuję i lubię

* mogę czasem wyjść wcześniej lub przyjść później {odrobina elastyczności nie zaszkodzi}

* bo tutaj ciągle się coś dzieje! :) a nawet jeśli nie, to i tak jest ciekawie!



Mogłabym jeszcze wymyślać, ale chcę dać Wam szansę :) dziś mamy środę - idealny dzień na taką listę! Nie sądzicie? Środek tygodnia, na horyzoncie widać już weekend...

Dopisujcie Wasze odczucia, a może uda nam się stworzyć coś, co w szary poniedziałek, albo gorszy dzień... {na przykład pierwszy po urlopie} pomoże się pozytywnie nastawić :)
Lista będzie dostępna cały czas!




Nie ograniczajcie się do ogółów. Ludzie. Pieniądze. Atmosfera. Rozwój. Piszcie o swoich szczegółach :) może ktoś dzięki Wam dostrzeże, że może podobną satysfakcję czerpać w swojej pracy!

Co Wy na to?
Zaczynamy? :)


Mała Mi



P.S. Pracuję w biurze :) więcej biurowej tematyki TUTAJ.

poniedziałek, 30 września 2013

Energia nasycona kolorami // w sam raz na początek dnia!




To zdjęcie napełnia mnie pozytywną energią!
Pełne nasyconych kolorów,
pełne smacznej, niepryskanej dyni :)

Poza tym, 
samochód stoi w polu.
Pewnie jest tam cicho, 
delikatnie wieje wiatr,
pachnie nagrzaną ziemią.

Niby nic się nie dzieje, ale dla mnie
ten świat tętni Życiem :)




Weekend minął mi bardzo smacznie ;) 
I szybko.

A Wam?

Tydzień ruszył. I to ruszył pozostawiając mnie z tyłu!
Daleko z tyłu. Z rękami, z których wszystko dziś leci
i ze skarpetkami na stopach, każdą z innej pary...
Ale to na szczęście!
Na to liczę.


Pięknego tygodnia Wam życzę :)


Mała Mi



P.S. Atmosfera pozytywnego Poniedziałku króluje również TUTAJ :)

poniedziałek, 23 września 2013

Urodzinowy Dzień na co dzień




          Ależ ja mam dziś dzień! Namnożyło mi się telefonów do wykonania, rzeczy do napisania... i to nie z własnej mojej niedbałości wyniknęło... właściwie sama nie wiem skąd... :)
Wiem natomiast co mnie uratowało. Spokój. Kilka wdechów i wydechów, szybkie ustanowienie listy priorytetów i już. Na tą chwilę ogarnęłam rzeczy duże, drobne i drobniejsze.



Pomogła mi też znaleziona wczoraj grafika:




Wydaje mi się wprost idealna na poniedziałek. Jak i na każdy kolejny dzień tygodnia ;p Prawda?
Mnie będzie nawet łatwiej wprowadzić tę cenną radę w Życie, ponieważ czeka mnie jeszcze jedno urodzinowe przyjęcie {spóźnione, ale szczere}, no i stworzenie listy wymarzonych zaległych prezentów!

Wprost nie mogę się doczekać!


A Wy? Co zrobilibyście gdyby dziś były Wasze urodziny? :)
Myślicie, że to wykonalne?


Urodzinowego tygodnia
Wam życzę :)


Mała Mi

środa, 18 września 2013

Sposób na brak słońca & akcja POWIEDZ KOMPLEMENT!




          Dziś krótko i na temat. W moim Świecie na niebie króluje dziś Słońce! Dosłownie i w przenośni :) Co więcej, czuję się dziś jak soczewka, na której skupiają się prawie wszystkie promienie tegoż świecącego cudu.
Ależ ze mnie szczęściara! Chętnie się z Wami podzielę. Co mnie nakręca?

Dziś ogromny wpływ na mój nastrój i poczucie szczęścia miał KOMPLEMENT :)
O tak... lubimy słuchać miłych słów... lubimy, kiedy ktoś miło mówi o nas!

Jednak moje samopoczucie jest dziś wywołane czymś, co zadziałało jak odbicie lustrzane. Powiedziałam Koleżance komplement i sprawiłam jej tym taką przyjemność, że sama poczułam się cudownie! Niesamowite!

Dlatego, moi drodzy :) bierzcie się do roboty! Jeśli u Was Słońce jeszcze się ukrywa, to być może błysk oka uśmiechniętej osoby, obdarzonej miłym słowem, zrekompensuje Wam jego brak :)

Jak to działa?
* na zasadzie powracającej fali
* poczucie spełnienia "dobrego uczynku" daje satysfakcję
* uśmiech jest zaraźliwy

U mnie zadziałało!



A może spotkało Was coś podobnego?? Koniecznie się podzielcie!



Rozkręcona i nakręcona
dla Was

Mała Mi



P.S. A może to ten mój róż na paznokciach tak pozytywnie na mnie działa, a mój wywód to jednak wielka nadinterpretacja kobieca? Hahaha :)

poniedziałek, 16 września 2013

Decyzje przez duże D




          Kamień z serca! Nie pozostałam samotna na moim wyklikanym placu boju :) jakże Wam dziękuję!

Daleko mi było do klawiatury z prostego względu. Musiałam paluszków moich użyć do przebierania, przekładania, przeszukiwania... ofert. I gdyby to były oferty zakupu torebki lub butów... nie, to zły przykład, bo to niełatwe decyzje... ;D gdyby to były oferty zakupu lodów {tutaj już pomaga preferowana marka! Przynajmniej mnie ;)} mogłabym pstryknąć tymi moimi paluszkami i wrócić tutaj ;) z pucharkiem jogurtowych na ten przykład... moich ulubionych...

Ale nie... nam się zachciało domu! W sumie... któż by nie chciał? Znam tylko jedną osobę, która mogłaby sobie pozwolić na dom, a nie chce... reszta wszech znanego mi świata chce domu.
A dom i kwestie okołodomowe oznaczają masę, ogrom, tony decyzji. I to trudnych, bo najczęściej związanych z kolejnymi ogromami pieniędzy...
Bo czy budować czy kupić gotowy? Czy nowy, od dewelopera czy używany? Czy parter czy piętro? A do tego jeszcze lokalizacja! Przecież to, że już wiem jaki nie oznacza jeszcze, że wiem gdzie! A jeśli już wiem gdzie to znaczy, że tam będzie dla mnie miejsce... i tak na okrągło!

Zaoszczędzę Wam godzin, dni i miesięcy naszych

- może budujmy... {bez przekonania ja}
- ja nie mam zamiaru osiwieć przez budowlańców {z protestem na ustach Bardzo Mądry Mężczyzna}

Oczywiście szpakowate ma urok... ale zrozumiałam w lot przekaz, bo przecież bystra jestem :)

- to może kupmy od kogoś... {kombinował On}
- kupmy, ale gdzie znajdziemy taki jak chcemy? {zastanawiałam się po godzinach przemęczonych na portalach nieruchomości i innych takich...}


Szukaliśmy, PRAWIE podejmowaliśmy decyzję, zmienialiśmy zdanie, kalkulowaliśmy, stwierdzaliśmy krytycznie, że do decyzyjnych to my nie należymy ;D i tak mijał czas...

Morze ofert na rynku nieruchomości pełne jest pułapek. Albo nieaktualne, albo jeszcze niewybudowane, albo wybudowane, ale w taki sposób, że gołym moim  okiem laika widać, że komuś nie wyszło, albo oferty atrapy, żeby tylko kontakt z klientem złapać... Można się zniechęcić!

Ale ale {!!!}... jak się czegoś pragnie, trzeba dążyć do celu!

Więc dążymy! Po tych miesiącach zbliżyliśmy się o kilka milowych kroków w drodze do naszego domu :) mamy już wytypowany :) rozmowy w toku! Plany są {w mojej głowie, bo ja to już mebluję ;p}* Teraz tylko nam brakuje TAK.

Mam nadzieję, że to już niebawem....




Mała Mi



* dobrze, że mam TO miejsce, mogę sobie marzyć, meblować i planować i wnętrzarsko sobie używać!

piątek, 22 lutego 2013

{It will be a good day} To będzie dobry dzień



           Dotarłam do pracy! :) sukces! Mając na uwadze pogodę i moją orientację w terenie - sukces :)
Wspaniale było sunąć drogą przecinającą lasy... ośnieżone, skrzące się drzewa po obu stronach. Dwa pasy w ramach pola do popisu. Nawet powyprzedzać można było...
Mail in English wysłany! Jeden z moich pierwszych {ciągle się uczę!} - sukces :)
Ludzie po drugiej stronie {Hiszpanie, którzy tak na prawdę są Francuzami} zrozumieli! Ha! Sukces :) i choć odpisali tylko "Ok, Thank you" {a ja liczyłam na dialog! haha} i tak satysfakcja jest porażająca. Czuję buzującą w moim wnętrzu dumę!

To będzie dobry dzień. Jestem tego pewna. Cieszę się jak dziecko :)

Od wczoraj jestem upojona ruchem! Endorfinami. W moich żyłach, zamiast krwi, krąży mieszanka prozaku i amfetaminy ;) przynajmniej tak się czuję... To będzie dobry dzień... Mam tylko nadzieję, że ta moja mieszanka ma jako taką temperaturę zamarzania... bo po paru godzinach, przyjdzie mi opuścić ciepłe, jasno oświetlone biuro... Przyjdzie mi zmierzyć się z śnieżną zamiecią i Księciem Mrozem... być może auto odśnieżyć...

Tymczasem rzucę się między moje kochane papierzyska, będę przekładać, analizować, układać nowe stosiki, które następnie będę opracowywać, przerabiać, aby w końcu oddać je w kolejne dobre ręce... do dalszego obrabiania :)





To będzie dobry dzień.
To idealny dzień na to, by mieć dobry dzień! Nie sądzicie?

I kolejne dwa również :)


Życzę Wam wspaniałego Piątego Dnia Tygodnia
oraz jeszcze lepszego weekendu



Naenergetyzowana 
Mała Mi


niedziela, 20 stycznia 2013

Nudna na chwilę




           Nastaje nowy tydzień. Weekend, który minął, jak i kilka ostatnich dni utwierdziły mnie w nieskromnym przekonaniu jak bardzo interesująca Kobieta ze mnie. Podobno tylko te nudne z nas mają ład i porządek w mieszkaniach... trzymam się desperacko tej teorii, zwłaszcza w takich chwilach jak ta, obecna.
Kiedy sterta prasowania mogłaby służyć za prototyp wieży w Pizie...
Kiedy choinkowy bukiet prosi się o rozbiórkę.
Kiedy mam wrażenie, że na łazienkę braknie mi Domestosa.
Kiedy skarpetki zdradzają swoje pary.
Kiedy śnieg za oknem nie jest jedyną puchatą kołderką... konkurencję robi mu kurz na naszych meblach.

Bossa nova w tle... a ja jestem nader interesującą Kobietą :) O tak...

I mimo, iż BARDZO lubię sprzątać (poważnie! :)), należy mieć w Życiu priorytety, zasady, prawda?

Spotkanie z Przyjaciółmi czy sprzątanie?
Ciekawa książka czy sprzątanie?
Rozmowa O Ważnych Sprawach czy sprzątanie?
Najnowszy odcinek "Mentalisty" czy sprzątanie?

Dla mnie wybór był oczywisty. To stawia mnie w jeszcze lepszym świetle. Nie dość, że nie nudna to jeszcze z zasadami! Choć jeśli nadal tak pójdzie to i światło w naszym mieszkaniu zmętnieje... wtedy już tylko ja będę błyszczała ;D
(Może Bardzo Mądry Mężczyzna w końcu powie do mnie "Słonko ty moje"?)

Nie... nie mogę sobie pozwolić na TAKIE słowa pod moim adresem Z TAKIEGO powodu. Lepiej byłby usłyszeć je ot tak... po prostu :)

Dlatego jutro po pracy zamienię się w super hiper nudną panią domu ;D

Ale dziś... jeszcze porozkoszuję się swoją własną interesującą atrakcyjnością :)




:) jutro posprzątam wszystko!
WSZĘDZIE!
Obiecuje!

No chyba, że nuda ze mnie wyparuje...
]:->


Moi Mili
życzę Wam bardzo interesującego tygodnia :)





Mała Mi


sobota, 19 stycznia 2013

Cosy weekend




Moi Drodzy :)

Nie mogłam zostawić "na tapecie" poniższego nieSMACZNEGO tematu...

Na szczęście przypomniało mi się pewne słowo.
~ COSY ~

Lubię jego brzmienie i znaczenie!
PRZYTULNY, PRZYJEMNY





wEEKEnD się rozpoczął
proponuję więc
puścić w niepamięć wszelkie NIEsmaczności
Szkoda życia :)


Życzę Wam przytulnego i przyjemnego weekendu!
HAVE A COSY WEEKEND!



Mała Mi


niedziela, 6 stycznia 2013

Bo do brydża trzeba czworga!


       W
siąknęłam. Kompletnie. Już w noc sylwestrową się zaczęło. W tę noc, kiedy to postanowiliśmy przełożyć naszą prywatną północ na "po rozgrywce" :)

Północ wybiła, sztuczne ognie huknęły. I huczały jeszcze jakiś czas. W radio słyszeliśmy radosne i podniecone (przecież tak należy (?!)) odliczanie... My też liczyliśmy... karty!
Z zaplanowanego sylwestra filmowego* wieczór spontanicznie zmienił nam się w sylwestra brydżowego! Aż dziw, że zgodnie, we czwórkę z radością przyjęliśmy tę nagłą zmianę planów. Wszystkim dogodzić niełatwo. Podobno.
My sobie bowiem dogadzaliśmy. Ponad dziesięć godzin! Uczymy się podstaw. Bardzo Mądry Mężczyzna nas uczy. Biedny... musi się nudzić przeokropnie kiedy my, podekscytowani każdym ruchem liczymy, przeliczamy, kalkulujemy, przewidujemy... ;)

Nie spodziewałam się, że aż tak wsiąkniemy. Kolejna partia cementująca naszą przyjaźń. Kolejne wspólne coś. Łączące. Bo do brydża trzeba czworga!
Macie takie własne, prywatne woreczki cementu, które w jedyny, niepowtarzalny sposób łączą Wasze przyjaźnie? :)


I dziś, kompletnie niewyspana, czuję piasek pod powiekami przy każdym mrugnięciu... Zmęczona na myśl o przyszłym tygodniu. Zmęczona brakiem snu w tabletce (najlepiej musującej!).
Zmęczona i zadowolona :)
Zmęczona po kolejnych godzinach, spontanicznego spotkania, spontanicznego grania okraszonego wybuchami śmiechu.
Zmęczona, ale zadowolona!








Czas mi wrócić do pozakarcianej Rzeczywistości :) Nowy tydzień przed nami! Mój zapowiada się bardzo pracowicie! Nie zamierzam jednak zapominać o przyjemnościach! O nie! Na główkę rzucam się w jego wir!

A Wasz tydzień? Jak się zapowiada?
Mam nadzieję, że nagrodzi mnie takim "przyjemnym" zmęczeniem jak mijający weekend :)




Mała Mi


* Część planowanych filmów zobaczyliśmy w innym terminie :)

środa, 2 stycznia 2013

Ze szczęściem mi do twarzy





          Czasem na zimne stopy nie pomogą wełniane skarpety. Nie pomoże też puchata kołdra. To takie zewnętrzne...
Zewnętrzne czynniki są oczywiście ważne i często pomocne. Jednak nic tak nie wspomoże rozgrzania się jak kilka łyków dobrej nalewki. Takiej wytrawnej, co by nie zemdliła słodyczą. Należy dbać o własne Wnętrze!
Bo teraz, kiedy nam jest ciepło, możemy ogrzać Kogoś :) Tym samym egoizm przeistacza się w altruizm. A to wszystko za sprawą kilku łyków! Czary to i magia, nie sądzicie? Co by się działo po wypiciu większej ilości! Ha ;) no, może nie powinnam się zapędzać...

Nie zapędzę się jednak pisząc tutaj wszem i wobec, że ze szczęściem nam do twarzy.
Dbanie o innych przychodzi znacznie łatwiej wtedy, kiedy najpierw zadbamy o siebie.
Nasze własne spełnienie zwraca się co krok, pełniejszą umiejętnością dopingowania naszych ukochanych.
Nasz własny wolny czas za zakrętem zwróci się lepiej poświęconym czasem komuś, kto nas potrzebuje :)
Nasze własne zdrowie może zaowocować w chwili, kiedy być może przyjdzie nam troszczyć się o zdrowie Kogoś.
Wewnętrzna Harmonia, którą sobie wypracujemy latami balansowania na granicy burzy myśli i spokojnego westchnienia, ukoi być może czyjeś skołatane nerwy.

Ale, żeby to mogło nastąpić musimy pamiętać, że wszystko zaczyna się od NAS :)



Dlatego... wypadałoby zapytać:
CZY ROZGRZAŁEŚ / ROZGRZAŁAŚ JUŻ SWOJE STOPY? :)





Przesiadłam się już w Nowy Rok niczym w piętrowy czerwony autobus ;) ale nie dlatego to wszystko piszę. Nie w kontekście postanowień. Te czasem jakoś nie chcą się dać spełnić... prawda? Nie wiedzieć dlaczego...

Ważne jest by obudzić Świadomość :) bo świadomość błędu / celu to już duża część sukcesu, hm?



Moi Drodzy
Ogrzewajcie swoje stopy!
Tego Wam właśnie dziś życzę
I oczywiście 
miłego dnia :)


Mała Mi





Niniejszym oznajmiam, iż był to mój trzechsetny tutaj tekst ;)

poniedziałek, 3 września 2012

And once again?




Są pewne okazje, które wywołują pewne myśli.
I tak przy okazji tworzenia Urodzinowej Listy Moich Wymarzonych Prezentów przyszła mi do głowy Myśl. Nie do końca przyjemna ta Myśl, mimo iż przyjemności dotycząca... ale czy aby na pewno?

No właśnie... Lubimy robić to i owo, prawda? Lubimy. Czasem nawet bardziej owo niż to... a szczególnie już wtedy kiedy MUSIMY zrobić jakiekolwiek TO! Ale do rzeczy :)
Czytaliście kiedyś dwa razy tę samą książkę? Oglądaliście kilka razy ten sam film? Ja owszem. Pisałam kiedyś nawet o mojej prywatnej tradycji bożonarodzeniowej... (namiętnie zaczynam czytać od początku całą serią o Harrym Potterze w wieczór wigilijny :))

Czytuję więc regularnie tę samą książkę...
Oglądam drugi raz jeden z moich ukochanych seriali...

Czasem zaczynam się zastanawiać czy to aby nie jest strata czasu? Czy nie lepiej byłoby oglądać / czytać w tym czasie coś NOWEGO? Poznawać NOWE rzeczy? Sytuacje? Prowadzić NOWE rozmowy?
Męczą mnie wtedy te moje Myśli... oj męczą... A kiedy już zaczynają rozbijać się między "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" i "repetitio est mater studiorum" (powtarzanie jest matką nauki) mam ochotę krzyknąć STOP!

Bo czyż Życie nie jest za krótkie, żeby odmawiać sobie tak drobnych przyjemności?
Ależ jest... owszem... ale jest również za krótkie, aby je marnować na powtarzanie!
Być może... ale relaks i odpoczynek są bardzo ważnymi składowymi naszego Życia.
Odpoczywać można poznając nowe książki i seriale...


... muszę kończyć, bo tutaj ugrzęznę! W tym "za" i "przeciw" :)

W takich momentach wolę trzymać się argumentu numer jeden! I staram się na nim kończyć rozmyślania...
Mam nadzieję, że hedonistyczna część mojego Ja tego nie pożałuje!

Jedno z piękniejszych zdań, które możemy wypowiedzieć brzmi "niczego nie żałuję!"...





... czego Wam i sobie życzę :)
na ten rozpoczynający się tydzień
i znacznie dłużej!




piątek, 17 sierpnia 2012

Zupełnie nieobiektywnie, całkowicie subiektywnie - Praga




Witam pourlopowo :)
Namaste Moi Mili!

Czas upływa(ł) w niesłychanie odpowiednim tempie. Żadnych spritnów, ani zadyszek. Niczym wytrawny* biegacz :) Już dawno nie miałam szczęścia odczuwać czegoś tak wspaniałego... A może byłam zbyt wybredna? To przecież nie grzech...

... a nawet jeśli... cóż... Ideałem nie jestem... Ideały są (jeśli w ogóle) nudne, nie sądzicie? :)

Cieszę się, że byliśmy i cieszę się, że wróciliśmy.
Praga była dla nas piękna. Tak, dla nas. Tak czułam. Była dla nas. Pachniała mieszanką perfum, które wdychałam na każdym kroku. Smakowałam złotym (i nie tylko) piwem***. Dała nam okazję do gubienia się i odnajdywania... (czyż to nie cudowne?).
Praga to na pewno Kobieta. Z krwi i kości. Dystyngowana, z klasą, bez zadzierania nosa. Lekko humorzasta.

A oto Praga spomiędzy moich* mrugnięć :)













Przywieźliśmy:
~ zmęczone nogi, zadowolone dusze!
~ napatrzone oczy
~ kilka(naście) piwek
~ chęć zakupu aparatu fotograficznego w celach rozwojowych
~ mam wrażenie, że kilka dodatkowych kilogramów, choć nie sprawdzałam... i nie zamierzam ;p
~ serki
~ pamiątki innej maści :)
~ postanowienie nie kupowania przewodnika wypróbowanego tym razem wydawnictwa... znowu nas nie zadowoliło... (czyżby znowu odzywała się wybredność?)

Zostawiliśmy:
~ dotąd nie zauważyłam braków :) to chyba dobry znak...

Uroczyście więc kończę swój urlop. Bez żalu, spełniona :)

A Wy? Jak mijają Wasze urlopy? Minęły czy jeszcze przed Wami?
A może w trakcie?

Wróciliście już czy dopiero się pakujecie? :)






* widać myśli krążą wokół wina...
** podkreśliłam "moich" ponieważ, co jest rzadkością, zdjęcia są całkiem moje. Moje ujęcia, moje pstryknięcia, mój palec. No, może czasem Bardzo Mądrego Mężczyzny :)
*** muszę przyznać, że Włochy smakowały mi bardziej, ale to dlatego, że nie jestem miłośniczką mięsa... piwo wspaniałe!

poniedziałek, 30 lipca 2012

Poranek porankowi nierówny



Dziś dla odmiany poranek jest ożywczy.
Lekki.
Pachnący świeżością.
Zwiewny.
Czujecie to?


Podczas tego weekendu poznałam zapach Słońca!
O tak, to nie gra słów.
Nic tak nie pachnie jak Słońce wplecione w pościel...

Udało mi się jednak tę pachnącą Słońcem pościel porzucić
Pierwszy sukces!
Jeśli tak zaczynam to co dopiero będzie potem?!
Szaleństwo :)

Do boju kochani!
Wasze Dziś czeka na zdobywcę!

Udanego dnia :)



niedziela, 15 lipca 2012

Przepis na damsko-męski wieczór filmowy - wybornie! :)


         
       S
ą takie dni kiedy sięga się po paczkę ciastek i kubek lodów nie patrząc na zegar i nie licząc kalorii.
Po prostu się sięga i już samo to sięganie jest przyjemne. Cieszy :)

Miałam ja taki dzień bardzo niedawno temu. Do moich najważniejszych potrzeby należały wtedy wspomniane pudełko ciastek, kubek lodów, miękka ciepła dłoń w pobliżu i coś, bo pomogłoby mi wyłączyć się, przenieś w inny świat, oderwać...

To było cudownie nieplanowane. Wieczór bez planów zamienił się w spontaniczny wieczór filmowy. Tego mi było trzeba. Słodkiego (dosłownie) lenistwa pełnego ekranowych emocji.

I nawet jeśli w tej chwili Wasze potrzeby obejmują zupełnie inne obszary... i tak polecę Wam dwa bardzo dobre filmy :) czuję moralny obowiązek! Nie napisać o tych filmach to jak gdyby nie napisać Czekoladowym Szoku! Jak gdyby pozbawić świat Pozytywnych Informacji. Byłby to grzech :) A że ja wolę inne grzeszki...




... pierwszy film wybrałam ja :) I tak jak cieszę się stale, ciągle i nieprzerwanie z zakupu tuszu do rzęs tak do tej pory mam w pamięci "Kocha, lubi, szanuje". Przez chwilę obawiałam się głupiej komedii romantycznej. Ale tylko przez chwilę... Już dawno żaden film nie wywołał u mnie tak wspaniałych i silnych emocji. Śmiech, wzruszenie na przemian. Oczywiście film jest o miłości, ale nie tylko. Przede wszystkim jest o ludziach. O ich wyborach, o tym jak czasem udają kogoś, kim nie są. O ich błędach. I o skutkach błędów. Relacje międzyludzkie to magia. Czasem Czarna Magia, a czasem...
Film opowiada o rozpadającym się małżeństwie, o pierwszych krokach "na wolności" (rozwodzić będzie się chciała NIESAMOWITA Julianne Moore). O klubowym playboyu (w tej roli NIESAMOWITY Rayan Gosling), o młodzieńczej fascynacji, o nastoletniej namiętności. O dojrzałej miłości.
Świetne teksty, porywające dialogi, zabawne sytuacje :) No i obsada. Czego chcieć więcej? Hm?
Nawet Bardzo Mądry Mężczyzna był zadowolony!




Drugi film wybrał On. Klimat zmienił się diametralnie. Otarłam łzy i z szeroko otwartymi oczami śledziłam pościg policji - pierwsza scena z "Dorwać gringo" (uroczy tytuł ja na oryginalny "How i spent my summer vacation"). A kogóż ścigano? Mela Gibsona we własnej osobie! To znaczy może nie we własnej... ale w osobie głównego bohatera, który jako Amerykanin trafia do meksykańskiego więzienia... I zaczyna się. Więzienie bynajmniej nie składa się z cel i innych takich krat czy korytarzy. TO więzienie to całe miasto. Jest tam wszystko. Sklepy, mieszkania, dilerzy... knajpy. Nowy więzień tym bardziej pragnie przeżyć, ponieważ gdzieś tam... pozostały góry pieniędzy, za których kradzież trafił do więzienia. Obserwuje więc bacznie. Zaprzyjaźnia się z chłopcem, który dużo wie i jeszcze więcej widzi. Oczywiście jak to bywa w takich filmowych (nie znam szczegółów prawdziwych) więzieniach, zawsze znajdzie się ktoś ważniejszy niż sam zarządca. Mafia rządzi. A chłopak okazuje się dla nich niezwykle cenny...
Ciekawy wątek przyjaźni, ciekawa intryga, ciekawe więzienie.
Ten film należy do nieco mocniejszych niż "Kocha, lubi, szanuje", jednak równowaga damsko-męska musiała zostać zachowana :)
Wartka akcja, strzelaniny i pościgi były. Jednak nie były one kwintesencją filmu. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że film bardzo mi się podobał i nie nudziłam się ani sekundy!




Panie i Panowie! Powyżej idealne filmowe połączenie damsko-męskiego wieczoru :) Oboje będziecie zadowoleni :) Będą Państwo zadowoleni... A może już jesteście? Bo już widzieliście? :)

Mam ostatnio stanowczo hedonistyczne skłonności... :) zwłaszcza weekendami! Wracam zatem im się oddawać... Dziś też planujemy film ("Człowiek na krawędzi"). Jeśli będzie dobry - napiszę :)



Pozytywnie szalonego tygodnia
Wam życzę :)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...