Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piękne Kobiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piękne Kobiety. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

Siła jest Kobietą, a Kobieta jest Siłą



    Kobieto, to nie są puste słowa. Bo ostatnio takich bardzo nie lubię. Puste mogą być kieliszki. A i te nie powinny długo pozostawać w takim stanie. Słowa nigdy. Dlatego niektóre z nas mogłyby mieć języki z chińskiej porcelany. Rozsądniej by wtedy nimi mieliły ;) Czasami nie wiemy co włożyć na siebie stojąc przed pękającą w szwach szafą. To nie jest przejaw ordynaryjnego niezdecydowania. Po prostu w danej chwili nie wiemy jeszcze kim tego dnia chcemy być. A możliwości wyboru mamy tyle, ile my, Kobiety, potrafimy rozpoznać kolorów. A potrafimy wiele. Przebieramy w dodatkach, czasem zapominając, że najlepszym i najbardziej efektownym jest nasz szczery uśmiech :) To samo dotyczy makijażu. Krem, podkład, tusz, cień, pomadka, konturówka i co tam jeszcze producenci podsuną. Kobieto! Uśmiechnij się, a zobaczysz co znaczy idealny make up! Bez niego nawet wizażystka Ci nie pomoże! Nie, nie myśl o tym, Photoshop też będzie bezsilny! Nie myśl o zmarszczkach. Mimicznych czy nie. Nie myśl. Serem jesteś, żeby się ktoś nad Twoim wiekiem zastanawiał?!
Ubrana w wybraną Siebie, umalowana uśmiechem i wiarą we własne piękno pamiętaj - brodę, piersi i standardy zawsze trzymaj wysoko. Perfekcyjną Panią być nie musisz. Któż Ci każe? Bądź perfekcyjną Sobą. Codziennie lepszą :) Codziennie mądrzejszą, codziennie piękniejszą. Codziennie jedyną w swoim rodzaju!
Kompleksy? Każda z nas je ma. Ale kompleksy są jak Mężczyźni. Żyjemy z nimi na co dzień, mają wady i zalety. Akceptujemy je. I ich tym samym :) Miej sobie kompleksy, skoro tak bardzo tego chcesz, ale pamiętaj, że są ważniejsze rzeczy. Jedzenie na przykład.
Dieta? Noż oszalałaś chyba! Kobieto! Chyba miałaś na myśli zdrowy tryb Życia! Jesteś prawdziwą Kobietą czy nie? Właśnie, a prawdziwa Kobieta je! Zapamiętaj to sobie raz na zawsze. Możesz też zapamiętać, że nie potrzebujesz Mężczyzny. Jesteś z nim, bo chcesz, bo kochasz. I on chce, i kocha. On bowiem potrzebuje Szyi... kocha swoją Szyję.
Straciłaś swoją Głowę? Twoja Głowa znalazła sobie inną Szyję? Nie płacz... masz zbyt drogą maskarę na rzęsach... albo płacz... co sobie będziesz żałować? Gdzieś te nasze emocje ujść muszą! A mamy i przecież tak wiele. Chyba nawet więcej niż kolorów, które potrafimy rozróżnić i nazwać! :) Znajdzie się inna Głowa. I jeśli będzie to Ta Głowa bądź mu wtedy damą za dnia, a dziwką w nocy. Tylko my, Kobiety, tak potrafimy ;)
Kobieto, masz w sobie moc! Większą niż Diabeł nawet, bo przecież podobno czasem się nami wysługuje... naiwniak... On tylko myśli, że się nami wysługuje... Nic przecież nie jest niemożliwe dla zdeterminowanej Kobiety, prawda? :) Nie od dziś wiadomo, że są dni, kiedy jesteśmy Superbohaterkami. Superman też miewa gorsze momenty, na wadze przybyło, niebieskie wdzianko z charakterystycznym "S" nie chce się dopiąć, a Świat ratować trzeba... Świat lubi przecież równowagę.
Dlatego by zrównoważyć te wszystkie role, które odgrywasz w przedstawieniu pod tytułem "Życie", te codzienne wysiłki, ten ciężar myśli, który nosisz w sobie, te miliony rzeczy, o których pamiętasz, świętuj :) regularnie. Z okazją lub bez okazji. Celebruj bycie Kobietą. Szczęście jest produktem hand-made!


Z wyrazami szacunku i uwielbienia {bo jesteś boska}
z pozdrowieniami i podziękowaniami
{bo mogłabym tak do Ciebie pisać i pisać,
i wiem, że mogłabyś mnie czytać i czytać}



podpisano

Ja, Kobieta





***

Z okazji Dnia Kobiet
Nie tylko dla Kobiet :)


Mała Mi



czwartek, 6 lutego 2014

Zawód? Kura domowa




      Dziękuję Losowi, że kiedyś tam... ze trzy lata temu zesłał nas do tego mieszkania. Oczywiście mieliśmy mieszkać tutaj tylko chwilę, ale jak wiadomo, chwila pojęciem względnym jest. Nasza chwila trwa już trzy lata. Mieszkanie to ma wiele wad. Ogrom wręcz. Wada na wadzie. Ale ja chcę tylko jeden pozytyw przytoczyć tytułem wstępu do poniższych rozważań. Plusem są ogromne okna. I tak, w sypialni, mamy okno, które zajmuje 3/4 ściany :) a ściana też niczego sobie. Dzięki temu, mogę sobie spoglądać spod kołder i koca na świat. Na słoneczny ogród, na błękitne niebo... tak tak, taką mam teraz pogodę! To nie żadne majaki chorej! :)
A, no właśnie, bo jak się człowiek rwie do pracy wbrew sygnałom organizmu, to ląduje na powrót w łóżeczku. Wylądowałam, leżę. Ale nie tak do końca, bo ileż można? Szalem się owijam i spełniam kurze obowiązki :) Oczywiście nie wszystkie, bo kochani, trzeba się szanować. Nie wszystkie też lubię... ale kiedy ja wiem, że byłoby lepiej coś lubić, na przykład prasowanie, to sobie wymyślę jakąś pokrętną ścieżkę, i polubię :) I Fejsa, wyobraźcie sobie, do tego nie potrzebuję! Ha!

Spędzając czas w domu, doszłam do wniosku, że mogłaby być taką kurą domową :) ale taką kurą sukcesu! Bo ja bym nie poprzestała na sprzątaniu! I gotowaniu! Rozwijałabym swoje kreatywne pomysły {co z resztą czynię, zobaczymy co z tego wyjdzie!}. Będąc w domu, można być i kurą sukcesu i kurą pracującą.

Oczywiście, grunt to organizacja. Cenny czas należy dobrze podzielić. Wszystkiemu nadać odpowiedni priorytet. Należy pamiętać, że kura sukcesu ani kura pracująca nie śpią do południa! Wstają raniutko i całyyyymi skrzydłami zagarniają co daje dzień.

Będąc w domu nie tracimy czasu na przemieszczanie się do pracy. Wstajesz i już. Jesteś! To lepsze i szybsze niż teleport! Od Ciebie tylko zależy jak wykorzystasz swój nowy zawód. Czy będziesz projektować? Czy malować? Pisać? A może nauczysz się robić na drutach albo szyć? Pomyśl! Od tego wszystko się zaczyna! :)

Siedzisz w domu? Myślisz? Nie zapomnij, że na myśleniu skończyć nie wolno! Kury sukcesu i kury pracujące działają :) Nie, nie szukają wymówek!

Pamiętaj też, że kura sukcesu nigdy nie wygląda niechlujnie! Dres? Oczywiście, przecież wygodny. Ale dres dresowi nie równy, nie oszukujmy się :) Listonosz może przecież zapukać! Albo nowa sąsiadka...

Ok. Siedzisz w domu? Zrób z tego swój atut :) wykorzystaj to! Poszukaj swoich talentów i przekuj je w coś co zaskoczy nawet Ciebie!






Ja tak właśnie robię :) choć w poniedziałek znowu się przekwalifikuję... postanowiłam trzymać się swoich nowych odkryć! Co i Wam polecam! Pamiętajcie, Leo DiCaprio został odrzucony podczas pierwszych swoich stu {100!} castingów! A teraz co? :) Hm, daje do myślenia? :)

Pozdrowienia spod kołdry
podpisano jak kura pazurem


Mała Mi




P.S. Nie radzisz sobie z organizacją czasu? Napisz! :) może wspólnie coś wymyślimy?



***

Z ostatniej chwili!
Kochani, bardzo dziękuję każdemu, kto poświęcił dla mnie 1,23 pln :) niestety kolejny etap zamknął mi jak tafla wody nad głową topielca... Widziałam, że u szczytu w kategorii "Ja i moje życie" blogi o dzieciach... a ja ani jednego nie mam :) Nic to, może za rok!
Dziękuję Wam wszystkim za zabawę :)

piątek, 17 stycznia 2014

Projektantem być // Kolekcja Weekendowa



    O
, tak. Dokładnie tak. Dokładnie tak jak na poniższym zdjęciu. Pewnie tak właśnie nam minie ten weekend :) Przebiegnie lekko i zwiewnie. Muśnie jedynie chwilą relaksu. Przytuli kołderką wytchnienia po całym tygodniu. Weekend i Tydzień pracują bowiem na zmiany. I tak, kiedy Tydzień kończy swoją, schodzi z wybiegu, Weekend z gracją i tylko jemu znaną lekkością wkracza na scenę.
Wszystkie oczy są utkwione w Weekendzie. Z wytęsknieniem czekamy na nową kreację. Czym nas zaskoczy tym razem - pytamy sami siebie :) Kolekcja zimowa ze względu na aurę zbyt ciepła być nie musi, więc stąd ta zwiewność... Ot prawo projektanta, twórcy :)






Ja, jako główna projektantka kolekcji Weekend,
zamierzam stworzyć sobie stylizację wygodną acz umożliwiającą aktywność, 
inspirującą i jednocześnie kojącą :)

Mam nadzieję, że Wasze kreacje stworzycie
 na miarę Waszych potrzeb i pragnień!



Dobrego weekendu Moi Drodzy :)




Mała Mi


piątek, 15 listopada 2013

Przepis na weekend / {LUKSUS}




          Gdyby dziś było inne, pewnie nie namawiałabym Was do tego.
Gdyby ostatni czas był inny, pewnie nie namawiałabym Was do tego.
Ale nie był, nie jest :) nie mogę więc dłużej się opierać. Przecież mnie się oprzeć nie można!

Ja sama też kilku rzeczom i osobom oprzeć się nie mogę, a ostatnio doszła do tego nawet pewna czynność. Doświadczyłam jej wczoraj. Nie, nie jadłam prażonych robaków, nie piłam krwi węża, nie goniłam się z bykami... Doświadczyłam wczoraj czegoś równie dla mnie egzotycznego - czekania połączonego z nicnierobieniem.

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że czekanie nie robi na mnie wrażenia. Trenowałam czekanie latami :) między  jednym sportem a drugim. Czekanie na trening. Czekanie na pociąg. Czekanie na kogoś. Jako jednak, że jestem nadaktywna {jak mawia mój Ulubiony Kolega Zza Szybki} moje czekanie musi być konstruktywne. Czekając czytam. Czekając oglądam, dzwonię i rozmawiam.

A wczoraj? Czekając czekałam.
Mogłam włączyć radio. Nie włączyłam. Mogłam napisać smsa. Nie napisałam. Siedziałam i czekałam. Na samo wspomnienie oczy robią mi się rozmarzone... błogi uśmiech zaczyna się błąkać po twarzy...

Czujecie to?

Kiedy sprzątam, równocześnie rozmawiam przez telefon z Mamą.
Kiedy idę do pracy, równocześnie czytam książkę.
Kiedy jestem w pracy równocześnie piszę i rozmawiam. Jem i pracuję.

I nawet nie chcę tutaj  nawiązać do tego ileż to my Kobiety potrafimy robić rzeczy na raz {a potrafimy!}! Ogólnie stajemy się ostatnio wielofunkcyjni. Jedni bardziej, inni mniej - nie ma co się oszukiwać ;D


A taka jednofuncyjność? Ot, po prostu czekanie... Rozkosz... To jest LUKSUS! Nie przesadzam! :)
Nieczęsto możemy sobie pozwolić na takie cudowne trwanie.





Podarujcie sobie odrobinę tego Luksusu :)

Dior, Chanel, chwilowa jednofunkcyjność...


Pięknego weekendu!



Rozmarzona

Mała Mi

środa, 23 stycznia 2013

Krótko o Kobietach




Są takie wieczory kiedy łamie się wszelkie żywieniowe zwyczaje.
Są takie wieczory kiedy mimo śnieżycy hulającej za oknem je się lody.
Co ważne, poznając nowe smakowite połączenia. Chałwa - malina!
Ona randkuje, ja bloguję.

I niech mi ktoś powie, że Kobiety nie są cudowne!
Tylko my, Kobiety, potrafimy potrafimy zaparkować tak, że nie potrafimy wyjść z samochodu!
I tylko my, Kobiety, potrafimy zaśmiewać się z tego na środku parkingu :)





Czyż to nie jest cudowne!!??

Jedyne w swoim rodzaju :)

I tylko my poprzez analizę, układanie w stosy* naszych myśli, przeżyć, potrafimy skomplikować sobie Życie.


A następnego dnia znowu piasek pod powiekami...

Udanego czwartku i piątku!



Mała Mi



* więcej o stosach przeróżnej maści TUTAJ.

niedziela, 10 czerwca 2012

One



Bo podobają mi się te zdjęcia, bo podoba mi się ich styl, bo podobają mi się One :)



 Julianne Moore



Sarah Jessica Parker


 
Jennifer Aniston


Katie Holmes


Kobiecość, szaleństwo, styl, moda, osobowość, pomysł na siebie, Marzenie :)
To mam dziś w głowie!
A Wy?


WYŚMIENITEGO TYGODNIA WAM ŻYCZĘ!

niedziela, 3 czerwca 2012

Kolor na dziś - Biały Miś




          Zwykle kiedy zamyka się oczy, widzi się ciemność. Przynajmniej w pierwszej chwili :) potem już zależy... gdzie się leży... w co się wierzy itp.
Ja widzę jasność! Tak, jestem optymistką. Tak, szukam pozytywów w życiu. Tak, lubię BIEL.
Ale...
... tym razem moje widzenie nie jest związane tylko z optymizmem i szukaniem / odnajdywaniem pozytywów. Tym razem BIEL spędza mi sen z powiek. Wręcz dosłownie.

Już wyjaśniam :)

BIEL = jasność, czystość, przestronność, ogromną możliwość łączenia z innymi kolorami, rozświetlenie, styl, elegancja*

To są dla mnie ewidentne plusy, wspaniałe cechy, prawda? :)

Jednak...

BIEL = trudność utrzymania tejże upragnionej powyżej czystości? Totalnie niepraktyczny kolor?

Czyż nie widać każdej plamy? Na wszystkim co białe? Czyż biel nie szarzeje?
Ale jednocześnie czyż biel nie jest piękna??





I szykowna? :)



Czy BIEL to kolor dla cierpliwych i wytrwałych?? Czy BIEL = ciągłe sprzątanie, wycieranie?
Czy cierpliwość i wytrwałość to moje cechy??? Hm... :)

A Wy? Jak postrzegacie BIEL? Macie jakieś doświadczenia?

* oczywiście znaki równości są wyrażeniem moich subiektywnych odczuć :)

czwartek, 23 lutego 2012

Szaro nie znaczy źle : )




W ten deszczowy, wietrzny dzień....

Wylazł ze mnie wielki leń...



O tak... jednak odsiadując moje L4 mogę sobie pozwolić na pogłaskanie, wręcz przytulenie tego potwornego Potwora :) (dlatego Obrońcy Praw Potworów! Nie martwcie się!)
Dziś nawet się cieszę, że mam okna nie umyte, bo i tak widok zewnętrza nie pokrzepia... albo może wcale nie jest tak szaro tylko to te nasze okna.... O_O hm...

Słowem dnia powinna dziś zostać "SZAROŚĆ", "GRAY"... i już moje wewnętrzne, przekorne Ja zbiera siły do walki... Szarość? O nie! Trzeba walczyć o kolory! Niech sobie Szarość nie myśli za wiele! Przychodzi taka przygnębia...w depresję wpędza! Precz!
Ale z drugiej strony... w życiu jest miejsce na wszystko... na Radość i Smutek, na Śmiech i Łzy... na Kolory i na Szarość. Czasem nie trzeba walczyć z wiatrakami / kłodami / deszczem lejącym w twarz tylko dać ponieść się Emocjom... Wiatrom... Zewowi :) dlatego dziś będzie Szaro :) zgodnie z naturą dziś! Dla miłośników szarości. Jest ich wielu? Ja znam jedną Miłośniczkę (mrugam do niej teraz okiem!)





... jeszcze troszkę przełamane, dla tych, którzy szarość traktują jak zło konieczne...


... do rudych włosów w sam raz! I nie tylko :)


Myślicie, że wygodny?


Przydatny gadżet? :) Kojarzy mi się z wdziankami dla piesków...


modnie?


zbyt chłodne, żeby o miłości?


... nie mogłam się powstrzymać :) wiecie dlaczego?

Tak to jest z tym Szarym... niczym Czerń... pasuje do wszystkiego : ) można nim czarować, można go przełamywać pastelami, mocnymi kolorami...
Moja ulubiona szarość? Nazywam ją sobie amerykańską... uwielbiam tę szarość z której zrobione są te wszystkie dresy amerykańskich nastolatków (i nie tylko) biegających w filmach... (na żywo ich nie widziałam ;p)



Pozdrawiam z łóżkowych okopów :)
Wypiłam dziś pierwszą od tygodnia kawę (nie była szarą breją!), a to znaczy, że już jest lepiej :)



niedziela, 21 listopada 2010

Zanim odejdą wody Harry Potter!

                 

          M
amy jesień, długie wieczory, choroby i te sprawy ; ) czymś się jednak trzeba zajmować : ) prawda? Bo bezczynność zabija. Powoli, niezauważalnie, ale zabija.
I mamy dwa wyjścia walki z bezczynnością. Wyjść z domu, albo zostać w domu. Pośród wszelkich czynności, które wykonujemy dla wypełnienia czasu co najmniej jedna może się odbywać w domu i poza nim. Mam tutaj na myśli oglądanie filmów : )

Kino lub dom. Dom lub kino. Wybór należy do nas. Różne są czynniki wpływające na jego dokonanie. Zwłaszcza, że ostatnio kinoplexy karmią nas koszmarnymi gniotami obrażając naszą inteligencję.





Byłam w kinie ostatnio dwa razy. Raz z czystej chęci wyjścia z domu i pójścia do kina (i zjedzenia pop cornu ;p), a drugi raz z miłości do Harrego Pottera : )

Raz zobaczyłam "Zanim odejdą wody", drugi raz "Harry Potter i Insygnia Śmierci".

Raz uśmiałam się szczerze i zaskoczyłam pozytywnie, bo komedia była zabawna (o dziwo!), co w ostatnich czasach jest nie lada sukcesem... Zaznaczę też, że gagi nie polegały na głośnym bekaniu czy też rzyganiu komuś na buty. Historia opowiada o tym jak Peter (w tej roli mający coś w sobie według mnie Robert Downey Jr) usilnie stara się zdążyć na moment przyjścia na świat swojego pierwszego dziecka. Jest to komedia przypadków, wypadków, upadków, pościgów, ucieczek, powrotów, zwrotów (akcji), zawrotów i innych tego typu -ów : )
Peter ma towarzysza w postaci Ethana (Zach Galifianakis - znany z filmu "Kac Vegas") - wkurzający, irytujący, nieodpowiedzialny aktor od siedmiu boleści.

I zaczyna się akcja : ) będzie się działo przez całe 100 minut : )
Szłam do kina bez przekonania, nie spodziewając się zupełnie niczego (nawet gdzieś komentowałam na blogu, że to będzie raczej denny film).... a wyszłam ubawiona i rozluźniona. Cel osiągnięty! [choć możliwe jest... że to tam złapałam Grypę! Kinomanka przede mną miała ciągły katar!]





Drugi raz miłość do Harrego Pottera przezwyciężyła Grypę. Czekając na seans myślałam, że umrę. I modliłam się w duchu, ale nowa adaptacja mojej ukochanej książki nie okazała się tak denna jak ostatnia...
I udało się! Muszę przyznać, że na 146 minut zapomniałam o bólu głowy, niemożności mówienia (nawet pewne pominięte sytuacje tłumaczyłam chrypiąc) i katarze...

Oczywiście nie dało rady pokazać wszystkiego... nawet dzieląc książkę na dwa filmy. Ale nie było tragicznie. Kto czytał książkę powinien być zadowolony (dodano tylko jedną bezsensowną scenę), a kto nie czytał.... niech lepiej weźmie ze sobą jakiegoś fana : ) bo inaczej będzie pytał na głos "co on pił?!", tak jak to miało miejsce na naszym seansie...
Poza tym, jak wiadomo, jest to książka drogi... oni idą, wciąż idą i potem jeszcze idą. Także nie znając szczegółów można się trochę znudzić... Jednak wiedząc o co chodzi... można wyjść z kina zadowolonym : ) jak ja!
Choć muszę obiektywnie przyznać, że o ile Emma Watson moim zdaniem jest piękna i idealnie pasuje do roli Hermiony... to niestety lepiej gdyby była modelką, a nie aktorką... ale to tylko moje zdanie!





Podsumowując: "Zanim odejdą wody" warto zobaczyć dla zabawy, choć niekoniecznie w kinie. "HP i Insygnia Śmierci" - obowiązkowo dla fanów : ) ale polecam najpierw przeczytać książkę (jak zawsze zresztą!)

Oba filmy dostają Znak Jakości Małej Mi w zawieszeniu :p

Ktoś widział? Ktoś czytał? Ktoś się uśmiał, wzruszył? Czekam tutaj na Was.... : )

Zdjęcia oczywiście znalezione w Sieci!


P.S. Pamiętajcie jeszcze jeden dzień, że możemy zagłosować na moją Przyjaciółkę : ) (post poniżej!)

niedziela, 17 października 2010

"Seks w wielkim mieście" - płytki serial o dziwkach czy może coś więcej?

               

          O
d pewnego czasu obserwuję swego rodzaju fenomen. Obserwacja jest dość łatwa, ponieważ fenomen tenże ma miejsce we mnie, w mojej głowie. Prowadzę nawet swoistego rodzaju dialogi wewnętrzne, aby lepiej się zrozumieć.... ale końca nie zadowala mnie efekt....
Na całe szczęście dla mnie temat owych rozważań jest dość błahy. A konkretnie chodzi tutaj o serial : ) nie nie... nie martwcie się, nie będę tutaj analizowała "M jak miłość" czy innego "Klanu" ;p

Ponieważ nienawidzę hipokryzji (tak, nienawidzę i pisałam o tym już kilka razy) przyznaję się otwarcie do tego, że oglądam "Seks w wielkim mieście" (swoją drogą, skąd to tłumaczenie "Sex and the city"?????) :P I nawet to lubię!!! Oczywiście piszę o serialu (filmy są warte mniej niż moje amatorskie filmiki kręcone amatorskim aparatem ;D).

Pewnie większość z Was wie o czym to serial. I że kultowy (tak wyczytałam ;p). Cztery bohaterki, wszystkie mają pracę, pieniądze, mieszkania, ale nie mają tej drugiej połówki. Albo miewają tylko chwilowo. Każda jest zupełnie inna. Inny temperament, inny charakter, inne podejście do wielu spraw. Brzmi dennie. Wiem.

I dlatego zastanawiam się często co lubię w tym serialu tak, że nawet mnie wciągnął. Lubię przy nim odpoczywać, szkolić język angielski, lubię oglądać nowe zestawienia ubrać, inspirować się modą (przekrój przez dobrych parę lat!), fryzurami. Lubię Biga..... ;p och... bardzo go lubię ;D
Jednak z drugiej strony, jeśli spojrzeć na ten serial obiektywnie.... to jak tu nie pomyśleć, że to serial o czterech dziwkach? Każda z nich sypiają ciągle z kimś innym. Nawet jeśli sobie to rozciągniemy w czasie.... to i tak nie wygląda za dobrze.... a już totalnie koszmarnie wygląda to w wypadku Samanthy, nie sądzicie?

I tak. Lubię towarzyszyć bohaterkom w ich przeżyciach, wzruszam się czasem z nimi.... śmieję się z nimi, taka już jestem : )
Ale potem następuje analiza... ambiwalentne (tak, trudne słowo ;p) uczucia.... przecież to serial o czterech łatwych kobietach, które ciągle tylko romansują! Wydają się chwilami takie płytkie....
I w ogóle...

Choć w zasadzie Carrie, Samantha, Charlotte, i Miranda są tak różne, że być może każda z nas potrafiłaby się do którejś z nich "przyrównać"? Może każda z nas bywa płytka?

Albo może niepotrzebnie "analizuję" i myślę o tym w ten sposób? : ) Oglądacie? Myślicie?

Teraz nacieszmy oczy.... : ) przynajmniej moje, bo nie wiem jak tam z Waszymi.... (mam nadzieję, że się dowiem! :) )













Big.... : )

Zdjęcia oczywiście znalezione w Sieci : ) aż miło było szukać ;p

środa, 6 października 2010

Za takim pięknem nie sposób "się nie oglądać" / film



         B
ędzie o pięknie... : )

Podobno o gustach się nie dyskutuje... nie zupełnie zgadzam się z tym powiedzeniem... ale niech będzie. Można jednak swoje zdanie wypowiadać. Można? Można. Tak więc będzie o pięknie. O pięknie moim zdaniem : ) subiektywnym zdaniem.

Dwie kobiety. Obie bardzo piękne. Obie sławne, utalentowane. Symboliczne wręcz - Włoszka i Francuska. Obie zagrały w jednym filmie, co od razu mnie zaintrygowało. Wspólnie, ramię w ramię (momentami dosłownie...). Sophie Marceau i Monica Bellucci.




Uważam to zdjęcie za przepiękne : )



Na cztery ręce powieść...


Wspólnie do tego stopnia, że grają tą samą postać. Jeanne. Pisarkę, która pewnego dnia dostrzega wokół siebie i w sobie szybko postępujące zmiany. Jej mieszkanie wygląda jakoś inaczej... meble inaczej ułożone.... Mąż zmienia twarz. Dzieci... są inne. To nie jej dzieci. To nie jej mąż. Bohaterka nie ma pojęcia co ma robić, a sytuację pogarsza fakt, że nikt prócz niej zdaje się nie zauważać tego, co się dzieje. Jeanne jest przerażona.... Zaczyna szukać pomocy dla siebie, natyka się na pewne ślady... które dają wiele do myślenia.... i tak, powoli, po nitce do kłębka piękno-piękna zmieniona Jeanna dociera do tajemnic z przeszłości... Z przeszłości, której nie miała.

Muszę przyznać, że długo nie mogłam się zdecydować co myśleć o "Nie oglądaj się", bo o tym filmie piszę : ) Przetrawiłam jednak ten thiller i już wiem jaki był. Jaki był dla mnie oczywiście. Był klimatyczny, nawet bardzo! Trzymający w napięciu... tajemniczy.....
No i przede wszystkim jest to kino europejskie : ) Nie uważam się za znawcę, nie nie, ale moim zdaniem od razu można wyczuć różnicę... i to jest wspaniałe!

Film jest zrobiony w bardzo ciekawy sposób. Ciągle się gubimy i znowu odnajdujemy w historii Jeanne.

Jeśli chcecie zostać porwani przez prąd nowych faktów, zmiennych wątków, zlęknionych spojrzeń pięknych kobiet.... zobaczcie ten film : )

Jeśli jednak miałabym wybierać to.... ; )



A Wy?


Zdjęcia znalezione oczywiście w Sieci : )

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...