piątek, 14 lutego 2014

{almost} Like a movie star




       Mijający tydzień nie zawiódł mnie ani odrobinę. Był dokładnie taki, jak przewidziałam {i nie chodzi tutaj o samospełniającą się przepowiednię...}. Dał mi w kość niczym porządny trening fitness. Czuję ten mijający tydzień swoim ciałem i umysłem. Czasami, jakieś trudniejsze dni udaje mi się zmyć z siebie biorąc gorący, długi prysznic... Po tym tygodniu musiałabym pod natryskiem stać dwa dni bez przerwy :)

Dane mi było niestety krócej się spłukiwać...

...ale za po jakim doznaniu?!

Kojarzycie te sceny z amerykańskich {choć ostatnio Europa nie pozostaje dłużna} filmów, kiedy to z lotu ptaka widzimy basen... niebieska, krystalicznie czysta woda... jakieś cudowne wzory ułożone z luksusowych płytek na dnie... i potem widzimy ją... kroczy powoli brzegiem basenu, zrzuca z siebie wierzchnie nakrycie. Widzimy idealne ciało, genialnie skrojony kostium kąpielowy, który dodatkowo zdobi kształty bohaterki oglądanej sceny. Nie wahając się wcale staje na krawędzi basenu i lekko, prawie od niechcenia skacze do wody.
Znowu spojrzenie z góry. Ona płynie. Wokół nie ma nikogo. Basen należy do niej. Przepływa całą prawie długość pod wodą, po czym wynurza się i po prostu jest. Piękna i seksowna.

Otóż dziś, gdyby moja Wyobraźnia była już dostatecznie rozbudzona, mogłabym śmiało zabawić się w długonogą blondynkę... ;) O poranku pomknęłam na basen. Odrobinę rozżalona... ponieważ mając dzień wolny, wychodziłam z domu wcześniej niż Bardzo Mądry Mężczyzna do pracy! Cóż... przyjaźń z Konsekwencją do najłatwiejszych nie należy... Tak mi było spieszno do realizacji mojego całodniowego planu, że razem z Panią Basenową otwierałam ten cudowny przybytek ;D tak... pomyliłam sobie godziny otwarcia...
A potem już tylko Hollywood... Ja sama... ze swoją prawie idealną figurą... w swoim zaprojektowanym przez kogoś tam {i tym kimś nie był na pewno nikt znany ;D} kostiumie kąpielowym... prawie skacząca do basenu. Bardzo szybko schodziłam po drabince do wody, żeby szok minął szybciej :) kafelki, którymi wyłożony jest basen są prawie luksusowe... jeśli jest się fanem peerelowskich aranżacji ;D
I najważniejsze! Pod wodą przepłynęłam całą długość basenu! I to nie raz! Stylową żabą! :) od czasu do czasu tylko wychylając głowę ponad powierzchnię wody :) A potem wynurzyłam się... z roztrzepanymi włosami pomknęłam na chwilę do jakuzzi!

Byłam pierwsza, byłam sama i odgrywałam sobie filmową scenę! W myślach spłukując z siebie tydzień, który mija. Panie i panowie... kłania Wam się... Mała Mi! Oklaski proszę!




Kiedy tylko zeszłam ze sceny - ruszyłam świętować Walentynki z Mamą i Siostrą :)

Mam nadzieję, że mieliście tydzień nieco bardziej niż ja wyrozumiały ;)
że Wasze Walentynki były równie miłe jak moje!

I że weekend pozwoli Wam odpocząć, odetchnąć i uśmiechnąć się błogo...

Udanego czasu!




Mała Mi


48 komentarzy:

  1. czasami fajnie tak sobie odgrywać różne role ; ) fajnie też byłoby tak stać pod tym prysznicem jak najdłużej. fajnie też czasem zejść ze sceny. i fajnie tak sobie poświętować walentynki w babskim gronie ; ) fajnego weekendu w takim razie, oby był wyrozumiały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Życiu odgrywamy wiele ról... jak się nad tym zastanowić, jest to intrygujące :)

      Usuń
  2. Dawno, dawno temu i w innym kraju zdarzało mi się otwierać basen z Panią Basenową więc znam to uczucie, tylko jakoś analogii filmowych nie odczuwałam ;)
    A Walentynki miałam bardzo przyjemne choć tydzień ogólnie też był z tych trudnych :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basen tylko dla siebie.... nie rozkoszowałaś się ciszą? :) nie do końca rozświetlonym pomieszczeniem? :) ja chłonęłam ile mogłam... :)

      Usuń
    2. Ja miałam basen dla siebie tylko kilka minut bo chwilkę po jego otwarciu pojawiała się dziarska grupa babć i dziadków ;)

      Usuń
  3. Mi kochana aż chciałabym zobaczyć ten film...:) zdecydowanie bardziej do mnie przemówiły te sceny z Tobą w roli głównej niż te hooliłódzkie obrazki- zatem na basen się wybiorę, może nawet jeszcze dziś, albo jutro, z rana:) co prawda nie przepłynę pod wodą ani centymetra, bo głowy nienawidzę zanurzać (taka mała basenowa dolegliwość, charakteryzującą umiejących pływać średnio), ale popluskam się żabuchą na maksa!
    A Tydzień miałam dobry, bardzo nawet! Aż żal, źe się kończy bo od poiedziałku do pracy rodacy znowu...
    Za to w Walentynki zrobiłam trzecie podejście do zwalczania mojej fobii- poranek z dentystą, i nawet było dobrze....:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walentynkowy dentysta.. ;D brzmi obiecująco :) był przystojnym brunetem? ;D Wyprawa na basen się udało? :)

      Usuń
  4. Też chcę, też chcę!!! Tylko wpierw muszę się wyleczyć z tego wstrętnego kataru ://

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry nastrój + dobre towarzystwo = piękne walentynki :-)
    i nie tylko :-) udanego weekendu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walentynki były udane i weekend również :)

      Usuń
  6. Nie potrafie sobie TAK wyobrazac!
    Moze mnie podszkolisz /smiech/!
    Pozdrawiam
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do wyobrażania sobie różnych rzeczy trzeba mieć odpowiedni nastrój... ;) nie zawsze się udaje... poza tym... trzeba trenować... wytrwale :)

      Usuń
  7. < Aplauz >

    Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na basenie. Czas najwyższy się wybrać. Chociaż teraz moim celem są łyżwy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nigdy nie byłam na łyżwach! :) basen stał się moim obowiązkowym punktem harmonogramu tygodniowego.. kojąco działa na mój kręgosłup... :)

      Usuń
  8. Uwielbiam być sama na basenie! I choć bywa że czasem jestem pierwsza, samotnie jestem jedynie przez może kwadrans. Dobre i to.
    :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) ja też długo sama gwiazdą basenową nie byłam... ale i tak zachwyciło mnie to przeżycie ;D

      Usuń
  9. Ale przecież ta scena właśnie tak wyglądała! Ona zaistniała z Tobą w roli głównej. I była perfekcyjna. Piękna. Twoja. I zamknęła nieciekawy tydzień piękną tęczową kropką. Buziaki Mała Mi, niech kolejny tydzień zaskoczy Cię tylko pozytywnymi doznaniami. A na razie celebruj weekend, bo piękny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ładnie opisana chwila dla siebie :)
    Pozdrawiam
    M

    OdpowiedzUsuń
  11. Tylko pozazdrościć! Ostatnio wstanie o poranku czyni ze mnie aktora. Gdy jeszcze cicho i a ja samotnie krążę po mieszkaniu, kawa, prasa (elektroniczna) i ja. - Tata, tata, tata - dobiegające z pokoju Panny M - no i po aktorstwie ;)

    A ostatni tydzień jakiś rozchwiany. Na szczęście po tygodniu odzyskałem węch i smak, choć może tylko na weekend, zov=baczymy co przyniesie poniedziałek.

    Zapraszam na http://pikawa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... odgrywasz po prostu krótsze sceny :) kończące się aplauzem "tata, tata, tata" :)

      Usuń
  12. Walentynki spędziłam z notatkami z teorii kultury oraz z MężemWłasnym za ścianą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoria kultury na Walentynki? ;) dobrze, że nie historia drugiej wojny... ;p

      Usuń
  13. Czasami chodze na basen na 6.30 na otwarcie (ale latem!!!) i niestety jest już zawsze sporo ludzi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko... basen pełen ludzi już o 6 30... wydaje się wręcz niemożliwe :)

      Usuń
  14. Basen zimą? Nie dla mnie, ale takie gorące źródła...o tak, to już jak najbardziej. Dobrze, że w walentynki pamięta się także o rodzinie - równie ważna, jak nasza druga połówka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego basen Zimą nie jest dla Ciebie? :)

      Usuń
    2. Dlaczego? Chyba głównie z powodu późniejszego wyjścia na zewnątrz. Zawsze jakoś zimą w ten sposób łapię przeziębienia. ;)

      Usuń
  15. A mój tydzień był lepszy od tego, czego się mogłam spodziewać! :D Zalewa mnie euforia jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Euforia powiadasz... :) jej fale są cudowne... znam to :)

      Usuń
  16. dobry wieczór jak mnie dawno tu nie było:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dobry wieczór! Ależ mi miło, że zajrzałaś :) ja ostatnio próbowałam do Ciebie zajść, ale coś mi blogger odmawiał... nie wiem czy to był błąd jakiś... już myślałam, że zamknęłaś blogową działalność....

      Usuń
  17. hm...rozmarzyłam się przy Twoim poście, ale z racji tego, że wciąż nie umiem pływać. Wyobraziłam sobie, to zanurzenie, ale na basen i tak chodzę. Polecam o 22, 23 wtedy o tej porze nie ma prawie nikogo. Błoga cisza i woda jest pięknie podświetlona...Pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś chodziłam na basen wieczorami :) ale ostatnio boję się, że jeśli nie pójdę rano, to wieczorem już nie będzie mi się chciało... wiesz... winko, film, książka, blog... gdzie tam basen... ;p

      Usuń
  18. Wiem co nieco na temat odgrywania amerykańskiego blichtru...okupując taras w letnie wieczory wraz z małżonkiem, wyobrażam sobie że zamiast rozpędzonych motorów- słucham kojącego szumu morza ...jedyny namacalny atrybut (który znacząco pomaga wytężyć wyobraźnie) jest drink z palemką ;)))
    Udanego tygodnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że pewnie są płyty z muzyką relaksacyjną? ;D taką z szumem morza... może to by Wam pomogło w wyobrażaniu sobie? ;D choć drink z palemką to już coś!

      Usuń
  19. prlowskie aranżacje rozwaliły! Lubię Twój styl pisania, jest taki prawdziwy

    Pozdrawiam,
    KAMIL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dziękuję za komplement Kamilu :)

      Usuń
  20. Oklaski.. BA, owacja na stojąco nawet :) Przepiękna scena. Będę odtwarzać kilka razy jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :) moja Próżność urosła ;p

      Usuń
  21. Kiedyś też chodziłam na basen na samo otwarcie... ta cudowna lekkość wody, samotność, możliwość zebrania myśli albo po prostu skupienia się na ciele i oddanie się wodzie... Kochałam te chwilę, szkoda że zapomniałam jak mogą być przyjemne.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...