środa, 18 sierpnia 2010

Układ zwany Małżeństwem

             

               W szanownym biurze, w którym pracuję mam przyjemność obcować z samymi oryginalnymi osobistościami. Nikt nie jest standardowy. Wszyscy są inni. Specyficzni.
Wiele rozmów toczy się na forum naszej nastoosobowej grupy. I to generalnie mogłoby nikogo nie interesować ; ) aczkolwiek niektóre tematy naszych rozmów są warte poszerzenia, oczywiście moim skromnym zdaniem.

I tak ostatnio ktoś zaczął opowiadać o paniach, które to wchodząc w "układ małżeński" piszą się na bardzo ograniczoną w nim działaność. To znaczy nie zamierzają gotować, prać, sprzątać : ) jest to chyba układ obustronny...
Panie te mogą (ale nie muszą) sobie pracować zawodowo, a poza tym do ich obowiązków małżeńskich należą takie sprawy jak: wyglądać pięknie, pachnieć, prezentować się. To co zarabiaja wydają na siebie.
Dla mnie to tak zwana utrzymanka (nie mylić z tą, którą utrzymuje się dla seksu). Mąż pracuje i zarabia na tyle, żeby dom był utrzymany, wszystko opłacone, a Żona? Ma być dodatkiem : )

No i właściwie w pierwszej chwili mogłoby się wydawać, że to super sprawa! Czego więcej chcieć od życia? Luz totalny! Nic tylko korzystać z życia... : ) mogłabym wtedy czytać dniami, spędzać czas godzinami w klubie fitness, chodzić do kina itp... ;P

Ale z drugiej strony... czy to nie byłoby nudne? Ja nie mówię, że bycie kurą domową jest moim marzeniem... (choć wiem, że są kobiety, które tego pragną), ale jakoś tak... chyba od czasu do czasu miło sprzątnąć coś w domu swoim... (kiedy sie go już ma)... i ugotować coś w swojej kuchni : )

Może bredzę, bo jeszcze nie mam tych obowiązków... : ) dlatego tak tylko sobie gdybam i rozważam...

                                                            Zdjęcie znalezione w Sieci

Pogdybamy razem? Porozważamy razem? : )

58 komentarzy:

  1. Pracuję zawodowo poza domem, rzadko w nim bywam, jem na mieście, płacę za sprzątanie i prasowanie. Ale czasem mam to samo marzenie: mam ochotę sama posprzątać/sama ugotować (to drugie akurat mniej). Niestety, na pierwsze zawsze, a na drugie często, po prostu nie mam czasu.
    :)
    PS Lubię bardzo Twojego bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli obojgu odpowiada taki układ - niech im będzie na zdrowie. Chętnie pobyłabym utrzymanką - załatwiłabym mnóstwo spraw na które teraz nie mam czasu, i nauczyłabym się grać na pianinie!:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Delie :) dziękuję Ci za te miłe słowa :) wzajemnie!
    Czyli Tobie brakuje domu... mnie też, bo jestem na etapie jego tworzenia... swojego miejsca... ale co za dużo to byłoby niezdrowo jak dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pieprzu :) mamy pierwszą ZA! :) Kto da więcej? :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Mała Mi od 2 lat jestem właśnie .... kurą domową. Zacznę od początku - decyzję o moim zwolnieniu się z pracy podjęliśmy z mężem wspólnie i nie chodziło o to abym siedziała w domu i prała skarpetki mojego mężczyzny. Raczej o to abym (z racji rodzaju pracy) była z mężem, bo pracując bywało różnie. Jednak nie wyobrażam sobie być ozdobą, dodatkiem do przysłowiowych czterech ścian. Powiem więcej, od kiedy nie pracuję poświęcam mniej czasu na własne egoistyczne zachcianki (no chyba, że czytanie i kupienie sobie książki jest egoistyczną zachcianką). W domu jest zawsze obiad, nigdy nie jest to rozmrażany worek z warzywami, zawsze jest ciasto, wszystko jest uprane i uprasowane. Przyznaję, że na początku tzw. bezrobocia wpadłam w szał i "latałam na miotle" robiąc w podłogach dziury, dziś mi przeszło ale nie mogę wyobrazić sobie siebie siedzącej godzinami u fryzjera czy kosmetyczki. Wstydziłabym się! Choć z drugiej strony, taka próżność może być dobrym pomysłem na życie?!

    Musisz jeszcze wiedzieć, że zanim podjęłam decyzję o zwolnieniu, miałam podobne do Twojego zdanie na temat siedzenia w domu. Nie rozumiałam kobiet, które narzekały i jedyne czego pragnęły to siedzieć w domu:/ Dziś nie rozumiem siebie jak mogłam ich nie rozumieć:)))) Przydałaby się jeszcze gromadka dzieci, piec do pieczenia chleba i ogródek do pielenia:)

    Pieprzu ale nauka gry na pianinie to już jest coś!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bym mogła byc taką utrzymanką hihi :))) Pracowałabym może gdzieś na pół etaty albo jeszcze lepiej - rozkręciłabym jakiś swój interes. :)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz co... Po wielu latach harowania na wszystko i przejmowania się wszystkim mogłabym przejść na taki układ, w którym to wreszcie NIE JA dbam o naprawy w domu, gotowanie, pranie, sprzątanie i wszystko inne, tylko mogę się wreszcie zająć sobą i realizacją swoich marzeń, a pieniądze zarobione przeze mnie mogę wreszcie wydawać tylko na to, co potrzebuję ja! :)
    Wcale bym się nie obraziła!
    I miałabym wtedy czas na latanie do tych fitnessów, bo nie pracowałabym do 22!
    I miałabym czas na rezerwacje urlopu dla mnie i zapracowanego męża.
    I na dopilnowanie ogrodnika bym znalazła czas, a i z dzieckiem więcej czasu bym mogła spędzać.
    I poczytać więcej itd.
    Może to różnica wieku między nami :))

    OdpowiedzUsuń
  8. moni :) a złoty środek??? :) Między próżnością i zapracowaniem? :) też można ;) no i oczywiście... są takie sytuacje w życiu, że podejmuje się takie, a nie inne decyzje. I oczywiście, jeśli to Was uszczęśliwa - tym lepiej :) i tak - kupowanie książek to zachcianki... przecież można się obyć bez nich :P:P

    Aśu :) druga ZA :) widzę, że miły to widok dla Waszych oczu :) jaki by to był biznes? :)

    iw :) tak jak piszę... ja jeszcze nie mam takich obowiązków i może dlatego takie spojrzenie :) może kiedyś zamarzę o takim czyć... choć opisujesz jednak czynności :) takie pomocnicze jednak dla Męża :) czyli niezupełnie taka ozdoba :)

    OdpowiedzUsuń
  9. podpisuję się pod słowami moni :) tylko, że ja mam taki luz od pół roku i jest wspaniale. Nadrabiam zaległości kulinarne, planuję podróże, mam więcej czasu dla rodzinki, znajomych, różnych zainteresowań, pomysłów i sił na wspólne wieczorki ;P..Wypłata jest jedna i starcza tylko na zwyczajne życie z drobnymi przyjemnościami.. zero codziennych kosmetyczek, masaży czy SPA - to nie mój świat - ale oboje jesteśmy bardzo zadowoleni z takiego układu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. no to trudno - mam w takim razie zachcianki :) mój złoty środek: hmm chyba właśnie to, że jestem dla nas, a nie dla siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. olivio :) Witam Cię :) czyli taki właśnie złoty środek :)

    moni! A kto takich zachcianek nie ma? :) każdy! I pisałam już kiedyś, że spełniać je trzeba ;) oczywiście w miarę możliwosći... :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz, ja myślę, że to raczej osoby z zewnątrz, nie mające za bardzo pojęcia, jak ten układ wygląda od środka, komentują to właśnie tak, że pani tylko leży i pachnie :)

    A w takich altruistów męskich to ja naprawdę nie wierzę!
    Mężczyźni, którzy mają duuużo kasy, wiedzą, że mądra i dobrze zorganizowana kobieta przy boku może im przysporzyć szczęścia i jeszcze więcej pieniędzy.

    Więc jestem przekonana, że takie kobiety zarządzają tam wszystkich, tyle że po cichu i w cieniu mężczyzny.

    Bo to wcale nie takie łatwe, żeby utrzymać i zarządzać kilkoma domami, pracownikami do obsługi tych domów i dbać o komfort pana tego domu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie spotkałam takiej kobiety jeszcze, myślałam, że jedna moja znajoma ma takie zapędy, leżeć i pachnieć i tak miała przez jakiś okres w swoim życiu. Jednak w pewnym momencie się jej to znudziło i zapragnęła realizować siebie, swoje pasje, hobby, również na gruncie zawodowym.

    Ja siedzę sobie obecnie w domu z dzieciakami, jest to fajny okres, ale tęsknię już za aktywnością zawodową itp. Pomimo różnych obowiązków, braku czasu dla siebie nie wyobrażam sobie być taką kobietą jaką opisujesz. A może człowiek by się w końcu przyzwyczaił do takiego luksusu? Może z wygody, z braku pomysłu na siebie - tylko co potem jak przychodzi starość i pytania czego dokonałam w swoim życiu, co osiągnęłam - myślę tu ogólnie o realizacji samego siebie na różnych polach, nie tylko zawodowym.

    Pozdrawiam ciepło, czytam od niedawna i się wciągam w to czytanie coraz bardziej :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ocho... :) iw! Nowe spojrzenie :) możesz miec wiele racji. Te tylko ładne i pachnące to chyba te, które są właśnie typowymi paniami utrzymywanymi dla seksu...
    A zarządzanie napewno do łatwych nie należy :) i wymaga wysiłku ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dag :) witam Cię tutaj :) cieszę sie, że zainteresował Cię mój temat :)
    Też nie znam takiej kobiety... bo oczywiście kobiet z dziećmi nie można porównać! :)
    Kwestia jest jeszcze charakteru kobiety :) prawda?

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojej. Może ja patrzę z innej perspektywy ale nie rozumiem dlaczego trzeba się wstydzić siedzenia godzinami u kosmetyczki albo u fryzjera???!!!!Jeśli to nam daje przyjemność i nie krzywdzi ludzkości to CZEMU - do jasnej Anielki - NIE???
    Podobnie - jeśli któraś z nas czuje, że urodziła się tylko po to by być ciupcianą przez swojego księcia, i do szczęścia nie potrzebuje nic więcej tylko jego fistaszka, nowych perfum i wizyty w SPA to świetnie - ma kobita cel w życiu - znaleźć tego księcia. Bez jakiś tam egzystencjalnych, nihilistycznych i "matkopolkowo" - altruistycznych gadek.:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeszcze słóweńko -
    Moni - właśnie tak napisałam:) spełniałabym tylko swoje zachcianki (i pana z fistaszkiem) , a ja się lubię uczyć:)

    OdpowiedzUsuń
  18. oczywiście, że nie powinniśmy się wstydzić.. w Polsce mamy taką cechę, że patrzymy na to co ludzie powiedzą, a przecież powinniśmy żyć tak jak chcemy, jeśli nie wyrządzamy nikomu krzywdy to czemu się powstrzymywać? ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem Mi, czy czytałaś mojego posta - recenzję książki o małżeństwie (tytuł Love and marriage go together jak horse and carriage). Jak dowiedli socjologowie, małżeństwo służy przede wszystkim...mężczyznom, kobiety na nim generalnie tracą, poza b. niewielkim procentem żon b. bogatych mężczyzn. Mnie osobiście trudno wyobrazić sobie scenariusz, że nie pracuję, nie mam dzieci i nie studiuję, ani nie udzielam się wolontaryjnie, tylko poświęcam czas na własne przyjemności - jestem za bardzo ambitna, no i mam już dziecko i pracę;-), poza tym tak naprawdę ile jest takich kobiet? Bardzo, bardzo niewiele, a nawet i te, które są bezdzietne i nie pracują, często mają powody, by tak żyć, np.mąż ma międzynarodową pracę, często się przeprowadzają, albo mają kłopoty zdrowotne, itp. Zatem nie osądzajmy nikogo;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. ooo ja mogłabym być w przyszłości taką kurą domową a co lubię dbać o dom, tylko jeszcze z gotowania się podciągnę:) aleee lubię jak jest w domu współpraca jak zrobię to to ty możesz tamto:)i się kręci

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja szczerze mówiąc coraz częściej zaważam typowy schemat żony - kury domowej i mężczyzny pracującego . Nie twierdzę ,że żona ma być całkowicie wyodrębniona z obowiązków ,ale krzta niezależności należy się w zasadzie obojgu . Do tego trochę szaleństwa , jakiegoś pomysłu na wspólne spędzanie czasu ( choćby raz w tygodniu coś czego brakuje codziennej rutynie) , podział obowiązków i zyje się łatwiej. Jak widzę kobietę , która wszystko robi przez cały dzień ,a wieczorem słucha narzekania od męża, który (przecież nie jest bardziej zmęczony po pracy ,dajmy na to w firmie niż żona po pracy choćby jako gospodyni ) uważa ,że jemu się wszystko należy... Aczkolwiek znam też związki małżeńskie , które imponują mi oryginalnością- bo poza pracą , są spontaniczni i nieschematowi..

    OdpowiedzUsuń
  22. Do pełni życia potrzeba jest jeszcze satysfakcja (i to nie tylko z nieprzepalonego tym razem gulaszu) i pewność, że jestem/mogę być niezależna, gdyby kiedyś przyszło mi jeszcze stawić czoła życiu w pojedynkę.
    Do takich wniosków doszłam do tej pory:)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. pozytywnie tu u Ciebie :)

    pozdrawiam,
    Paula

    OdpowiedzUsuń
  24. o kurcze...odnoszac to do siebie, czułabym sie jak sybaryta gdyby to trwało całe zycie. Mąz tyra, a ja swiecę? Czułabym sie figurantką, matroną...jak żona mafioza, który gdzieś poza domem ma inne życie, ale małżeństwo błyszczy jak sztuczny brylant.
    Może mam takie zdanie, bo obecnie siedze w domu na wychowawczym? No ale ja sie nie tylko stroję;))
    Zreszta, kazdy wybiera i ma co lubi:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  26. Sorry, Mała Mi, jakoś mi dziś nie idzie komentowanie :))
    Wywal ten mój poprzedni komentarz, bo niepotrzebnie tam coś dopisałam.
    A teraz sedno jeszcze raz:
    Nie przeszkadzałoby mi występowanie w charakterze osoby utrzymywanej, jeśli łączyłaby mnie z moim mężem miłość i szacunek.
    Tyle, że coraz mniej wierzę w takie związki. Niestety całkowite oderwanie od pracy zawodowej, bez problemów finansowych, może skutkować odmóżdżeniem, jeśli się nie pracuje nad rozwojem.
    Ale myślę, że ja bym taką szansę właśnie wykorzystała do pracy nad sobą, nauki języków, żeby dobrze się czuć na przyjęciach międzynarodowych, na które brałby mnie mąż! :))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Tak tu sobie czytam i myślę, że leżenie i pachnienie mogłoby być miłe i jak ktoś tak lubi to niech sobie leży i pachnie. Problem polegać może tylko na tym, że tak leżąc i pachnąc z upływem czasu traci się na atrakcyjności i co wtedy jak jakaś młodsza zapachnie ładniej?
    To ryzykowne na dłuższa metę, tak myślę. Kobieta samodzielna zawodowo, wykształcona lub inaczej się realizująca życiowo dla mądrego atrakcyjnego faceta jest zawsze ciekawszą partnerką. Taką mam teorię:)Chyba,że któryś gustuje w słodkich idiotkach, ale to wtedy raczej w wielu:)))

    OdpowiedzUsuń
  28. Kurcze, ja mam pewien problem. Nie lubię myśleć o żadnym związku w kategorii układ... Jakoś mi to źle brzmi w warstwie semantycznej.
    Kobiety różne są. Ważne, żeby każda czuła się szczęśliwa.
    Ja to bym chciała mieć moją chatę w górach, w lesie czy na innym odludziu. Piwnicę zaopatrzoną w wyśmienite trunki. Jakieś psisko u kolan. I czas na pisanie różnych bzdur. I czytanie mądrzejszych rzeczy. ... Tylko jaki mężczyzna przystałby na coś takiego? Taką niezależność bardzo przytulną, w której i on znalazłby dla siebie miejsce?
    W tym scenariuszu opcji: kasa - brak. No, ale...

    OdpowiedzUsuń
  29. Wytrzymałabym góra tydzień w takim "układzie" Potem moja natura by dostała szału. Ja zwyczajnie lubię gotować, sprzątać, prać... jakby mi to ktoś zabrał to odwiedzalibyście mnie w domu wariatów z rondelkiem w rękach ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. "od czasu do czasu miło sprzątnąć coś w domu swoim... (kiedy sie go już ma)... i ugotować coś w swojej kuchni" <---święte słowa! Jak dotąd wynajmuję mieszkanie, genetycznie natomiast mam zakodowane sprzątanie/gotowanie/remontowanie zrywowe:D od 2 dni np miałam taki oto zryw i dziś skończyłam malowanie pokoju, przemeblowanie go a do tego odkurzyłam i umyłam naczynia:D szał jest;)w pozostałe dni "pozazrywowe" obiady gotuję max 2razy w tygodniu a sprzątanie..w domu na co dzień jest znośnie, ale lubię często mieć gości bo wtedy mam motywację żeby ogarnąć mieszkanie z grubsza;)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
  31. ja optuję za typem zadbanej kury domowej, pracującej zawodowo lub nie, która potrafi obiad ugotować, ale i pójść do kosmetyczki. to można pogodzić :-)

    OdpowiedzUsuń
  32. Każdy rodzaj statusu domowego jest dobry , jeśli sprawia nam przyjemność .

    OdpowiedzUsuń
  33. A ja siedzę w domu, nie z wyboru, raczej z przypadku, i przez pierwsze 2 miesiące przypłaciłam to niemal depresją, bo zawsez wszędzie było mnie pełno. Dziś już mi z tym dobrze, bo ktoś mądry powiedział mi, że przecież mogę robić cokolwiek zechcę. I robię. Przede wszystkim mam czas na zarządzanie naszą kuchnią. Wymyślanie i spędzanie w niej calych dni. Kosmetyczka, fryzjer? Czasem, byle nie za często. Nie ze mną te numery, ale jeśli obojgu w małżeństwie to nie przeszkadza, to czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
  34. Pieprzu :) tutaj nie chodzi o wstydzenie się, tylko właśnie o typ kobiety. Są takie, które by mogły tak żyć i takie, które sobie tego nie wyobrażają :) i to jest piękne!

    A oczywiście powinno być tak, że jeśli coś nam sprawiam przyjemność i nikomu nie robi krzywdy, to dlaczego nie?
    Jak pisze olivia... żyjmy tak, żeby byś szczęśliwym i nie szkodzić innym :)

    Anno :) nie czytałam tego posta...ale mnie zaintrygowałaś :) mocne słowa z tym "służącym mężczyznom malżeństwem". Poczytam :) Daleko mi do osądzania... To tylko takie moje rozważanie :)

    Marto :) życzę Ci, żeby się tak kręciło :) to wymaga zrozumienia i chęci z obu stron :)

    bowfsh :) to zależy od ludzi jaki zawiązek stworzą! Jeśli kobieta chce, to da radę sobie i tak dogada się z Mężem (jeśli związek jest normalny) i będzie miała chwile dla siebie :)
    Są też takie, które lubią się udręczać...

    Magdo ;) witam Cię! Opiekując się dziećmi ma się masę rzeczy do zrobienia :) i prócz tego można się stroić :) Właśnie :)

    nieznajoma :) tak to ja też bym mogła... choć nie wiem ile :) rozwijać się... podróżować... (ale to już Mężem) :) no i oczywiście masz racjęz tym szacunkiem i miłością... różne są układy w związkach :) i tylko osobom tworzącym ten związek są one znane...

    kaprysiu :) no właśnie... zostwić siebie swoje pasje? Nie! Poza tym to to, o czym pisze nieznajoma :) szacunek i miłość! Wtedy inna nie zapachnie ładniej...

    Malutka :) ja tam myślę, że facet chętny na to się znajdzie... :) ale wtedy na odludziu nie masz dla kogo pachnieć i ładnie wyglądać :P tylko dla niego... ;D
    A słowa "układ" użyłam właśnie w takim celu... zwrócenia uwagi...

    Ivon :) rozumiem Cię! O ile jeszcze domem się nie zajmuję, ale też mam naturę biegającą :) a ten rondelek to byś miała chyba gumowy :P

    dotblogg :) bo to jest przyjemne!!! Tak czasem sobie posprzątać. To dodatkowy ruch jest przecież :) i daje satysfakcję!

    Emmo :) i to jest właśnie złoty środek :) ujęłaś to świetnie! Konkretnie i krótko :)

    airborne :) masz rację! Starajmy się być szczęśliwi :) prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Emmo :) czy też jesteś tym typem ruchliwym :) tu jest właśnie to... trzeba umieć wybrać dla siebie to co nas uszczęśliwi... :) i jeśli już musi się coś robić (tak jak Ty być w domu), to wyłapmy z tego jak najwięcej :) prawda?

    OdpowiedzUsuń
  36. A nie, nie Mała Mi - odniosłam się z wstydzeniem do posta Moni:) A z tym, że to jest piękne całkowicie się zgadzam, bo do wykazania tego dążyłam własną wypowiedzią.
    A jeszcze pozwolę sobie do Kaprysi - nic nam nie daje gwarancji, że harując i poświęcając się dla naszego księcia otrzymamy miłość dozgonną. Zdradzane i zostawiane są i te co tylko pachną, i te co codziennie piekły ciasto, rozmawiały o filozofii i malowały ściany. Życie jest nieprzewidywalne.

    OdpowiedzUsuń
  37. Ocho... to ja się tak wtrąciłam do rozmowy :) ale masz rację.. róznie to bywa... życie jest wielką niewiadomoą... :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja do Pieprza. Mnie chodzi o to, że jak się jest niezależną to się jest atrakcyjniejszą, zawsze. I wtedy jak sobie pójdzie to kij na drogę:)A z tym poświęcaniem to masz świętą rację, bardzo często nie warto, chyba ,że dla własnej przyjemności się lubi tyrać za kuchtę, sprzątaczkę, praczkę i ogólnie wykwalifikowaną pomoc domową;) No, dobra tez czasem lubię popichcić i lubię mieć porządeczek, ale żeby tak cały czas to bez przesady,a popachnieć też jest miło, tak samej dla siebie;)
    Do Małej Mi - miłość też na pstrym koniu jeździ, dziś jest, a jutro wyparowuje:)
    Ale fajną dyskusję rozpętałaś:)))

    OdpowiedzUsuń
  39. Mała Mi - no...wiesz, czytam komentarze to mnie swędzi, żeby się jakoś USTOSUNKOWAĆ:)
    Kaprysiu - jasne, bo w każdej chwili można spakować walizę i zacząć żyć na własny rachunek:)

    OdpowiedzUsuń
  40. kaprysiu :) dziękuję, właśnie widzę i bardzo mnie to ciszy!!!
    Ale z ta miłością wyparowującą to poszalałaś... ja staram się wierzyć w taką wiesz.. co to zostaje :)

    Pieprzu :) i dobrze!!! O to chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Mała Mi, jeśli się nie znajdzie, to i tak nie będę rozpaczać.
    Teraz chcę siebie dla siebie przede wszystkim: i założyć ładną sukienkę, i pachnieć pięknie, i być tam, gdzie dusza zapragnie. Nie dla mężczyzny, ale dla siebie właśnie.
    Nie dałabym się zamknąć w domu i wyścibiać z niego nos tylko, gdy trzeba pójść do sklepu. To nie dla mnie. Podoba mi się życie koczownicze: trochę tu, trochę tam.
    Ktoś mi niedawno powiedział, że do wszystkiego trzeba kiedyś dorosnąć. Ja jestem na zbyt wczesnym etapie życia, by myśleć o stabilizacji, poważnym wiązaniu się z kimś i ofiarowaniu mu siebie w roli... nadzorcy spraw bytowych Pana i Władcy. O nie.
    Nie potrafię kompletnie prasować, żelazko miałam w rękach raz - jakieś 7 lat temu - spaliłam wtedy ulubioną bluzkę i się zaparłam, że nigdy więcej... Wniosek: dużo ułatwień w gospodarstwie domowym (co dość prowizorycznie funkcjonuje w warunkach akademikowych) , by czasu starczyło i na pichcenie kurczaczka w curry i nury w głębokiej toni, i czytanie, i pisanie, i uśmiechanie się z parapetu...
    To tyle.
    (I znów mi komentarz wyszedł bez sensu... No nie umiem pisać komentarzy, nie umiem...)

    OdpowiedzUsuń
  42. A ja myślę, że to powinno być jakoś sprawiedliwie podzielone... czasami przez kilka dni "pobyć" - w Twoim rozumieniu "utrzymanką", a czasami przysłowiową "kura domową" wedle przede wszystkim własnych potrzeb... Bo czasami fajnie "nic nie robić" i sobie cudnie egzystować w luksusie a czasami fajnie porobić coś zwyczajnego codziennego - ja bym chyba nie zdołała się tak definitywnie opowiedzieć za którąś z tych kwestii, potrzebuję koegzystencji obu by móc normalnie i w miarę ciekawie żyć - kiedy chcę bywam "kurą", kiedy chcę "utrzymanką";P

    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  43. Bardzo chciałbym coś mądrego napisać, ale nie jestem i nie byłem niczyim mężem. Brak mi doświadczeń, praktyki i wyciągniętych na tej podstawie wniosków. Tak sobie jednak myślę, że gdybym kochał kobietę, której odpowiadałaby rola ślicznego wieszaka na ubrania - nie przeszkadzałoby mi to, że obowiązki domowe spoczywają na mojej głowie. W końcu ludzie potrafią zabijać z miłości, to dlaczego sprzątanie czy gotowanie z miłości miałoby być trudniejsze albo godne napiętnowania? Eee tam: jeśli tylko oboje bylibyśmy w takim związku szczęśliwi, to inne rzeczy - w tym kwestia spoczywających na jednej osobie prasowania czy wynoszenia śmieci - nie mają wielkiego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  44. Malutka :) dlaczego Ty twierdzisz, że nie potrafisz komentować?? :) Idzie Ci świetnie :) poza tym pamiętaj: ćwiczenie czyni mistrza :)

    lady :) tym samym wracamy do Złotego Środka :) dążymy do ideału ;D

    OdpowiedzUsuń
  45. jak sama napisałaś:małżeństwo to układ, a może raczej powinna bycumowa? najważniejsze żeby obie strony wiedziały do czego właściwie się zobowiązują, a wtedy bedą żyli długo i szczęśliwie. ja nie znosze: gotowania, nie lubię prac polowych, ale mogę sprzątać, wieszać pranie, robić zakupy, ba nawet zmywać garnki. Myslę, ze takie rzeczy powinny znaleźć sie w umowie. A on powinien sie zobowiązać do robienia reszty;-)). Żarty, żarty..żądnej umowy nie przewiduję w przyszłośći!!:-)) pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  46. A ja się zastanawiam ilu jest facetów którzy są utrzymankami swoich kobiet, o tym jakoś się nie mówi, a jeśli taka dama ma ochotę leżeć i pachnieć to niech tak robi, nie każdy musi mieć ambicję na coś wielkiego prawda:-)

    OdpowiedzUsuń
  47. Bo tak mi jakoś nieporadnie uciekło to, co chciałam napisać, a wyszło nie wiadomo co ;)))
    Ale przynajmniej wyszło ;D

    OdpowiedzUsuń
  48. Małżeństwo to nie jest układ, a jeśli tak to współczuję. Ja pogodziłam ambicje zawodowe z ciepłym, rodzinnym domem, oraz pasjami, czuję się więc naprawdę szczęśliwa. Wszystkim kobietom radzę pozostanie w domu przynajmniej przez pierwsze trzy lata życia dziecka. To bezcenny skarb, to czas niepowtarzalny.
    A potem, kiedy stajemy się "młodsze inaczej" miło jest mieć komfort wyboru: pracuję bo chcę.
    I nie dajmy się wciągnąć w kierat...Przy dobrej organizacji mam czas na bujanie się w hamaku, malowanie, czytanie książek itp.
    I jeszcze jedno; wybierzcie swoją własną drogę, tylko wtedy możecie być szczęśliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  49. fire.woman :) no tak, nie wspomniałam o tym... ale masz rację, tacy też są :) choćby w "Śniadaniu u Tiffany'ego", prawda? :)

    No i widzę, że zdania podzielone bardzo :) "małżeństwo to układ", "nie układ" ;) nieźle... ;D

    Beatto :) ujęłaś to bardzo ładnie... tak ciepło.. :) aż miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  50. chyba mam podobne odczucia jak Ty... nie chciałabym byc utrzymanką swojego męża/faceta, ale coś z obowiązków domowych od czasu do czasu należałoby zrobić, a nie tylko leżeć i pachnieć..

    OdpowiedzUsuń
  51. Ale przecież takiej kobiecie nikt nie zabroni sprzątać we własnym domu ;)
    Moim zdaniem, jeśli mąż i żona w takim związku sa wobec siebie fair, nie ograniczają swojej wolności (np. mąż nie zabrania żonie pracować, studiować, itd.) to nie ma w takim układzie nic złego :)

    OdpowiedzUsuń
  52. No w zasadzie można sobie sprzątać :) ważne, żeby obie strony były zadowolone :) hej! ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Czasami fajnie jest leżeć , pachnieć i nic nie robić. Ale tylko czasami...

    OdpowiedzUsuń
  54. Rozważania ... potem ludziom trafiają się w życiu różne układy, czasem inne, niż sami dla siebie planowali :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Bello :) właśnie :) czasem... przynajmniej jak na mój obecny gust :)choć wiadomo.. ludzie się zmieniają... i sytuacje...
    Tak jak pisze myszka :) można sobie rozważać (co często czynię :P) i planować, a i tak Życie układa się po swojemu.... :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Twój post po raz kolejny sprawił, że zadałam sobie pytanie, ile rzeczy jeszcze w życiu MUSZĘ, czy POWINNAM.
    I wiesz. W cale aż tyle nie muszę.
    Jeśli kiedyś będę mogła sobie na takie życie pozwolić, z racji bardzo bogatego męża czy nagłej wygranej w totolotka, to napiszę do Ciebie pocztówkę z Kanarów albo coś w tym stylu i napiszę, jak to jest naprawdę! :)))
    pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  57. iw :) jeśli miałoby Cię to uszczęśliwić, to życzę Ci tego i kartkę chętnie dostanę :)
    I to chyba dobrze, że pod wpływem moich tekstów zadajesz sobie pytania :) schlebia mi to :)
    P.S. Możesz mi też kartkę wysłać tak sobie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...