sobota, 24 kwietnia 2010

Konsument synonimem bezmózgiego durnia?

         Konsument to brzmi dumnie. Przyznać trzeba, że słowo to mądrze brzmi samo w sobie... Prawie każdy [jeśli nie każdy] z nas nim jest : )
Osobiście dość często wcielam się w tę rolę, ponieważ kupować lubię. Dla siebie, nie dla siebie, prezenty, przedmioty pierwszej potrzeby... słowem, mogę kupować wszystko.

Jednak ostatnio odkryłam [może Wy już to wiecie, a mnie zajęło to dużo czasu... ], że dla niektórych ludzi [tych, którzy sprzedają i oferują usługi] konsument to taki synonim bezmózgiego durnia, którego można i trzeba oszukać jak tylko nadarzy się możliwość i pojawi pomysł.
I jako, że nie lubię kiedy ktoś mnie traktuje jak głupią, denerwuje mnie to!

Dwa przykłady:

Przykład pierwszy:
Mała Mi zakochana w kolczykach.... piękne. Ręcznie robione! Cena: 90 pln. Dużo. Pomyślałam, że poczekam aż je przecenią [cierpliwość jest podobno cnotą ;D]. Chodziłam regularnie [będąc przy okazji w CH, w którym stanowisko to się znajduje] i sprawdzałam cenę... Raz nawet zapytałam ile pani mogłaby mi obniżyć te straszną cenę. Mogła za mało jak dla mnie... Czekałam więc dalej...
I otóż ostatnio zobaczyłam kolczyki moich marzeń [chciała je nawet zamiast przyszłego pierścionka zaręczynowego (jeśli kiedykolwiek takowy dostanę :P) - bo przecież kolczyki zaręczynowe też mogą być, prawda?] przecenione! Alleluja!
Ale ale... patrzę i co widzę? Cena przekreślona [rzekomo pierwotna] - 149 pln!!! Nowa cena [po przecenie] - 80 pln!!!
Krew we mnie zawrzała [a u mnie o to bardzo łatwo] i już miałam powiedzieć pani, że kłamstwo rozpowszechnia i oszustwo, ale się powstrzymałam... Teraz troszkę żałuję...
Podejrzewam, że takie praktyki zdarzają się baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo często.

Wniosek: niewarto kupować w pierwotnej cenie... przynajmniej większości tego, co nam obecnie proponują...

Przykład drugi:
Księgarnie Matras łaskawie zorganizowały u siebie przecenę. 25%!!! : ) dużo! Na wszystkie książki prócz podręczników.... Ucieszyliśmy się z Bardzo Mądrym Mężczyzną. I wybraliśmy się na zakupy. Podczas zakupów dowiedzieliśmy się, że przecena trwa do 31.03.2010. Tego właśnie dnia postanowiliśmy skorzystać z okazji ostatni raz i zgromadzić zapasy oszczędzając przy tym jednocześnie. Wyszliśmy z książkami, a kilka dni później..... PRZECENA TRWA!!!
I po co zamrażaliśmy gotówkę w książkach???!!! Mogliśmy je kupić sobie później...

Wniosek: dystans do tego, co mówią sprzedawcy.


Konsument = klient. Dobry klient to stały klient lub dużo kupujący klient. Dlaczego więc wszyscy sprzedający tak tych klientów regularnie okłamują??!!! Okłamywanie = brak szacunku. Przynajmniej moim zdaniem...



Zdjęcie znalezione w Sieci : )

45 komentarzy:

  1. A najbardziej denerwujące jest to kiedy podchodzę do kasy to okazuje się, że muszę zapłacić o wiele więcej niż było to napisane na plakietce.

    ja miałam milion wpadek konsumenckich. ja raz pokłóciłam się z pewnym panem o to, że mój proszek do prania był przeterminowany ^^ miałam wtedy 8 lat

    OdpowiedzUsuń
  2. No jeśli kciuk i palec wskazujący tej dłoni ze zdjęcia się zegną.. to ten paluszek, który zostanie - należy się kłamiącym sprzedawcom :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmmm...znam ten ból, najlepiej nie chodzić do sklepów!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo kłamstwo to najtańszy chwyt reklamowy, a ludzie nie wiedzieć czemu lubią kłamstwa;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a żeż to niemożliwe, żeby nie chodzić w ogóle jak Czarny Pieprz proponuje... Żeby rezygnować z takiej przyjemności?
    Ja juz dawno przestałam się motać na półkach sklepowych w hipermarketach, mam stałe wypróbowane marki i tylko te kupuję.
    Książki wybieram zawsze w jednej księgarni, w Orbicie, bo na S. Kinga mam zawsze 20% zniżki bo ja stała klientka hi hi hi :) Ostatnio "pod kopułą' najnowszą książkę nabyłam z 50 zł na 39! ba, to jest interes!
    nienawidzę się targować.
    a na kupno sukienki czy butów poświęcam tylko jeden dzień, np przed weselem jakimś, czy wyjściem.

    OdpowiedzUsuń
  6. acha, a że nas okłamują?!
    nio, to już jest wszędzie, że tak powiem, powszechne... media, polityka...

    OdpowiedzUsuń
  7. ponieważ pracuje jako customer assistant trochę rzeczy nam próbowali nawkładać do głów by lepiej zwabić klienta i dlatego nie daję się nabierać często na różniaste promocje

    OdpowiedzUsuń
  8. To cała "nauka" jak wydoić klienta, raz mniej raz bardziej subtelna, wykładana jest na szkoleniach dla osób zarządzających dużymi sklepami. Ogólnie, wchodzisz do sklepu, mówisz Dzień dobry i już jesteś zrobiona przynajmniej na 5 zł, jak tylko nieopatrznie coś kupisz, hehehehe

    OdpowiedzUsuń
  9. najlepiej wysłać chłopa w znoszonym ubraniu, najlepiej pobrudzonym farbą i wapnem i niech sie kręci i wzdycha, że kupiłby dziewczynie, ale po wypłacie, niech się kilka dni kręci i ogląda, jeśli sprzedaje kobita to cenę obniży ;D wypróbowane!

    OdpowiedzUsuń
  10. szkoda gadać kochana...

    idę sobie kupić coś w sieci :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie generalizuję, ale bardzo często przed obniżka jest podwyżka, czyli płacimy tyle ile trzeba. Jedynie w świadomości pozostaje fakt, że oto kupiliśmy coś po super okazyjnej cenie...:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wszyscy sprzedawcy są tacy kłamliwi droga Mi. Poza tym zauważ: głównym celem sprzedawcy jest sprzedanie towaru w jak najwyższej cenie i uzyskanie z tego jak najwyższych zarobków. A więc jest to interes sprzeczny z interesem klienta. W najgorszej sytuacji postawieni są sprzedawcy z sieciówek - bo to "mózgi na górze" wydają im polecenia (podwyższyć cenę, obniżyć cenę, wcisnąć promocję), a ewentualne "bęcki" od klientów spadają na sprzedawców. I tak to się kręci, a my - skoro przychodzimy do różnych CH - dajemy ciche przyzwolenie na to, żeby nas wkręcać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chaosie :) ja Ci powiem co się robi w takiej sytuacji [sprawdzone i wykorzystane]. Po każdych zakupach sprawdzam rachunek. Jeśli coś mi się nie zgadza idę to sprawdzić [chyba, że nie mam czasu niestety], a następnie idę po zwrot różnicy do punktu obsługi klienta :) i dostaję! I jeszcze przepraszają ;D

    kate :) delikatnie, ale dosadnie ;) masz rację :) ubawiłam się :):):)

    Pieprzu... ale tak się nie da! Mało co wytwarzamy sami... albo z braku czasu, albo z braku umiejętności..

    akemi... wiesz, że też to niedawno odkryłam... i też tego nie rozumiem!!! Ja tam wolę prawdę...
    Ty pewnie też, hm? :)

    pihoba :) wypróbowane marki ma każdy z nas.. ale kiedy są "promocje", albo nowości? Nie kusi Cię sprawdzenie czegoś? :)

    Marto :) to może się z nami podzielisz? Żebyśmy i my się nie dawali nabrać? :)

    kaprysiu :) ja rozumiem, że oni muszą sprzedawać, że to ich praca... ale kłamać? To według mnie obrzydliwe!

    doro :) ciekawy pomysł, hahaha :) tylko, że w naszym duecie... to ja zwykle chodzę i pytam... i rozmawiam... nawet o Jego rzeczach :)

    Margo :) no w Sieci trochę taniej bywa, ale jest i koszt wysyłki... i czasem się wyrównuje...

    Nivejko :) niestety masz rację. Tylko, że u mnie ta świadomość to już coraz krócej się trzyma... wiem, że nie zrobiłam interesu... bo oni po kosztach sprzedawać nie będę :)

    Didżejko :) z tym przyzwoleniem masz chyba trochę racji... muszę to sobie przemyśleć... wiem, że sprzedawca z sieciówki nic nie może za ceny... ale na przykład to stoisko z kolczykami nie było sieciowe...

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz co Mała Mi? Ja bym poszła do tej pani od kolczyków i jej powiedziała prawdę w oczy. Nawet teraz, nie ważne,że po czasie! Ważne, że tak się nie robi jak ta pani zrobiła. Nie należy pobłażać takim praktykom, wkurza mnie to strasznie, też nie lubię jak się ze mnie (konsumenta) robi kretyna:/



    Pozdrawiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
  15. P.S. Jeśli się zdecydujesz jednak to daj koniecznie znać jaką minę miała pani "po" rozmowie;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Patrycjo :) jeśli tam będę znowu to sprawdzę znowu cenę ;) i jeśli do czegoś dojdzie, to napiszę o tym ;)

    Dziękuję :) też Cię pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj MI, szkoda że Pani nie nagadałąś. Choć pewnie i tak ona wpływu nie ma na to co poleci jej szef.
    A z takimi podwyżkowymi przecenami spotkałam się nie raz.
    Bywam więc bardzo ostrożna. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja jestem takim typem agresywnego konsumenta :)
    Gdy widzę, że jestem oszukiwana, obrażam się i nic nie kupuję. Czasami przychodzi też walczyć mi o moje prawa, choćby nie dalej niż rok temu 4 razy wymieniałam aparat fotograficzny, gdyż za każdym razem był uszkodzony (dostali taką wadliwą partię). W końcu sprowadzono mi nowy, oryginalnie zapakowany egzemplarz, ale co się nachodziłam i nadenerwowałam to moje:/

    Ale w obecnych czasach zdecydowanie trzeba się pilnować na każdym kroku i mieć oczy dookoła głowy. Niestety w każdym sklepie:/

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. ja chyba jestem przykładem wzorowej klientki, bo jak widzę świecidełko, które mi się podoba, to kupuję i już :-D a podobają mi się tylko te rzeczy, na które mnie stać - w sumie tani mam gust ;-)) ale przyznaj, że to rozsądne i niefrustrujące podejście.

    OdpowiedzUsuń
  20. oj, konsumenckie pomyłki...lepiej ich nie pamiętać:) a kolczyki musiały byc bardzo interesujące:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja bym nagadała. Niespodziewanie spokojny ze mnie człowiek, ale mam alergię na oszustwa :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Mi - ja za to jestem w tej chwili z drugiej strony - sprzedaję przecież wytwory moich rąk.
    Swoją drogą - musisz napisać, jakie to były kolczyki. Jeśli kute ze srebra to jeszcze chwilę poczekaj - ja Ci zrobię :)
    Wracając do klienta - dla mnie to niezmiernie istotne, żeby klient ze mną został. Sklepy masowej sprzedaży mają w tyle stałość klienta. Przez ich progi przewijają się tysiące i zawsze trafi się ktoś kto kupi.
    Mój zadowolony klient wróci i jeszcze powie innemu. To ważne. I z punktu widzenia ekonomicznego i - co najistotniejsze - satysfakcji z tego, co robię. Bez tego moja praca nie miałaby sensu.
    Natchnęłaś mnie na wpis - podrzucę link, jak już się wypocę w Internet.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ido :) ja to bym od razu ataku ostrego nie przeprowadziła... spokojnie... raczej bym uświadomiła tę panią, żeby ona mogła uświadomić swojego szefa, że ludzie czytać potrafią... :)

    Caludette :) no ja tam ostatnio nic nie kupiłam... a z tym aparatem to się nie dziwię! To już dużo większe pieniądze... i poważniejsza sprawa... nikt by tego chyba nie puścił płazem... :)

    Emmo :) mnie czasem nawet jak stać na coś to włącza mi się rozsądek... (wtedy go nie lubię ;p) i ja jednak zwykle myślę o zakupach... :) a Twojego "taniego gustu" to Ci zazdroszczę :)

    Beato... no lepiej nie pamiętać... lub traktować ku przestrodze :) a kolczyki piękne... ręcznie malowane... :)

    Beatto :) no właśnie, ale jeśli tak jak pisze Ida to nie wina pani sprzedającej?

    kuro :) a żebyś wiedziała, że Ci opiszę te kolczyki ;D i były srebrne... i to było malowane... :) podłużne... i barwy seledynowo, turkus, zieleń... :) piękne!
    Cieszę się, że Cię natchnęłam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Niestety takie praktyki to standard w sklepach:(
    W dodatku niezgodne z prawem.

    OdpowiedzUsuń
  25. A to wiedzisz Delie ;) ... to miło, że prawo zabrania oszukiwania nas... tylko jakoś to prawo jest pominaje... prawda?

    OdpowiedzUsuń
  26. Masz absolutnie rację. Mają nas za idiotów :))
    Przeważnie kupuję przecenione z absolutną świadomością, że i tak na mnie zarabiają, ale ... zawsze choć trochę przyjemniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. magento :) świadomość dobrą rzeczą jest w takich wypadkach.. te przecenione rzeczy kupujemy często w cenach takich, ile są warte... bo oni przecież i tak muszą zarobić na tym ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo dobre spostrzeżenia...Nie wiedziałem jedynie że i bizuteria tak fajnie potrafi sie przecenić:):):)sprzedawca ma za zadanie sprzedać-z reguły żyje na biedniutkiej pensji podstawowej a reszta to prowizja....wiem bo kiedyś byłem:):)więc sprzedaje na "drapieżną pandę"
    Czyli -"Pan da":):):)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Pan da?! Hahaha :) dobre :) uśmiałam się :) no to pewnie nie wina sprzedawcy... ale mnie to i tak zdenerwowało...

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie wiem dlaczego sklepy nie cenią stałego klienta i nie chcą go do siebie przywiązać, bo przecież oszukany klient raczej nie wróci. Ps. Ja dostałam bransoletkę na zaręczyny:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Olu :) gratuluję bransoletki ;)
    A jeśli chodzi o sklepy... oni mają nas za debili i tyle.. bo kto śledzi stale i regularnie cenę kolczyków? :P

    OdpowiedzUsuń
  32. A propos cen - po naszym wyjeździe do USA i porównaniu tamtejszych cen z naszymi, czuję się nieustannie, tu w Polsce, "robiona w bambuko"... Jak to możliwe, że tam chłopięce Lewisy kosztują 17 USD, a męskie ok 30/35 USD???? etc, etc...

    OdpowiedzUsuń
  33. No niestety prawie cały marketing cenowy to blaga i oszustwo. Najlepsze, że uczą tego tych uczonych na różnych kursach i szkoleniach. Nikt z "tych" nie widzi w "tym" nic złego. Jaja bym urywał i na krzakach z tabliczkami z nazwiskiem wieszał.
    p.s. Znam opowieść jak to kolega pojechał na szkolenie z marketingu wydawniczego. Jednym z punktów było "jak sformułować (pan mówił, że wycyckać) debiutanta aby dostał za swoją powieść jak najmniejszą prowizję. Itd. Itp.
    W większości nasza potrzeba kupowania jest po prostu sprokurowanym przez "odpowiednich ludzi" głodem, który nie ma nic wspólnego z realnym apetytem. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. anullko! Zabiłaś mnie tymi cenami! ;( A my płacimy takie grube pieniądze... gdzie jest ta sprawiedliwość???????

    Bareyo... straszne... ale ja już chyba dorastam do tego braku równości i uczciwości... :( a wolałabym nie dorastać...

    OdpowiedzUsuń
  35. Ksiegarnia Matras...
    Lubię i nie lubię zarazem .
    Byłam skorzystać z przeceny.
    Okazało się, że książki , które tam przeceniono o te rzekome 25% mogę kupić bezpośrednio w muzeum o jakieś 5-7 zł taniej.
    Kupiłam i tak, boo mi się nie chciało iść, ale ...

    Trzeba ostrożnie z przecenami
    Racja

    OdpowiedzUsuń
  36. Bo sprzedawcy nie zależy na Twoim szacunku, tylko na Twoich pieniądzach. Co mu po Twoim szacunku jak nic nie kupisz? A swoją drogą to radzę sobie od czasu do czasu zapuścić piosnkę ze refrenem: Żyję w kraju w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja. Sprzedawcy często opłaca się rolować kupujących (szczególnie w przypadkach, które podałaś), bo jak ci nie wrócą to przyjdą nowi i interes się będzie kręcił.
    Jednak niezależnie od całego marketingu, to nie sklepy mają nas za debili, tylko sami się nimi robimy, jeśli dajemy się rolować (patrz jeszcze raz refren owej piosenki).
    BTW Matrasa i jego przeceny. Skorzystałem i jestem zadowolony, bo po 3 latach polowania w końcu udało mi się zdobyć Pola Katalaunijskie 451 r n e, za 23 złote - 25%. O, i jeszcze jeden cytat mi się, dla wytrwałych: It's just good bussines.

    OdpowiedzUsuń
  37. miłego długiego wikendowania

    OdpowiedzUsuń
  38. Jest mi przykro, że polscy sprzedawcy potrafią być takimi oszustami. Marketing opiera się na psychologii i nie wiem kim trzeba być by się mu podświadomie nie poddawać. Nieustanna nieufność niestety znacznie bardziej utrudniała by życie:/ Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  39. bo tak naprawdę nie liczy sie klient tylko jego portfel, żaden bank, żadna firma telefoniczna itp tak naprawdę nie dba o klienta, te ich reklamy i slogany to tylko puste słowa... moj T. juz dawno przestał wierzyć w dobre intencje sprzedawców, ja jeszcze czasami sie łudzę...

    w sklepach przepłacamy prawie wszystko podwójnie...

    OdpowiedzUsuń
  40. do wszystkich miłośników sztuki dobrej woli. jest fajna akcja w szalenie zacnej sprawie. warta przyłączenia się bez względu na różnice płciowe, religijne, czy te w politycznych zapatrywaniach.

    cel – zebranie 100 000 podpisów pod petycją do premiera z apelem o przeznaczenie 1% (dosłownie: jeden procent) z budżetu na kulturę.

    o bracia i siostry, co nie samym chlebem żyjecie, a telewizyjne igrzyska nie budzą uśmiechu na waszych pyskach! :)
    połączmy się w tym czynie obywatelskim i pokażmy, że siła nas!
    pod tym adresem można dowiedzieć się o szczegółach akcji:
    http://obywatelekultury.pl/

    albo np.:
    http://galeriabrowarna.blogspot.com/2010/05/1-na-kulture.html

    a tu można złożyć podpis:
    http://obywatelekultury.pl/zloz-swoj-podpis/

    przekażcie proszę dobrzy ludeczkowie tę wiadomość drogą blogowo-postowo-pantoflową do jak najszerszego grona odbiorców. a jeżeli wola gospodarzu, poświęć proszę dwa zdania tej akcji u siebie na blogu.
    dzięki za uwagę i z góry przepraszam jeżeli zakłuciem jakąś harmonię w postach panującą.
    pozdrawiam serdecznie z turbo szacunkiem
    obywatel kultury
    czyli jeden z was

    OdpowiedzUsuń
  41. Mnie najbardziej wkurzają tzw: "promocje" w dużych sieciach sklepowych, w których to wciska się ludziom kit, że cenę czegoś strasznie obniżono. W tym celu stawiane są na produktach etykietki, na których przekreślone widnieją rzekome stare ceny - tak naprawdę okropnie zawyżone, ale spostrzec się o tym może tylko ten, który kursuje do danego sklepu regularnie; w istocie dane produkty nigdy takie drogie nie były, ale ok! - a poniżej widnieje obecna "promocyjna" cena (również zmyślona, gdyż nawet ta jest wyższa od starej, tej prawdziwej) a więc sklep nie dość, że robi nas w bambuko, to jeszcze przy tym ZARABIA!
    Albo przy kasach... Na półkach jedna cena, a kasjerka kasuje wyższą, starą cenę i liczy na to, że kochaniutki klient się nie zorientuje, no jak ma pełen wózek to jest to rzecz prawdopodobna, ale (przykładowo) przy moim jednym mleczku, serku topionym i jednym bochenku chleba?? Come on?!!

    Taaa... Doskonale rozumiem twoje przesłanie :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...