sobota, 5 maja 2012

Na razie bez tytułu




           Pierwszy kawałeczek (dosłownie!) mojej opowiastki możecie przeczytać tutaj jeśli tylko macie ochotę :)

c.d.

No. To są warunki do myślenia. Teraz można odtworzyć przebieg wydarzeń. Siłą woli przesunąć przed oczami kolejne obrazy. Dobrze, że ta silna wola rzeczywiście jest silna… niektóre bowiem obrazy były mało przyjemne. Inne powodowały dreszcz podniecenia. Przydałoby się jeszcze troszkę chronologii, ale w obecnej sytuacji byłaby tyranem swojego własnego ja, gdyby wymagała od siebie dokładnego wyszukania w zakamarkach pamięci co i kiedy się wydarzyło. A zakamarki te były niczym labirynt pełen niespodzianek. Zatłoczony labirynt. W każdym ślepym zaułku zapachy i dotyki. Za każdym rogiem wspomnienie.
Skup się. Jest dość późno. To mogło być przewidzenie. Dziesięć czy jedenaście godzin wpatrywania w monitor zrobiło swoje.
Ale przecież cały dzień oglądałam zdjęcia tych cholernych jogurtów! A nie jego. Też mi coś. Jego zdjęć nie oglądałam już wieki…
Jeśli wiekami chcesz nazwać troszkę ponad rok, proszę cię bardzo. Oszukuj sama siebie.
Ok, w takim razie to nie wieki minęły. Ale żeby od jogurtów aż tak się w mózgu pomieszało?? On nawet ich nigdy nie lubił.
Nieważne co lubił a czego nie. Ważne, że jesteś zmęczona. Zmęczone są Twoje oczy i, jak widać, twój mózg. Pomyliłaś byle przechodnia z nim. I tyle.
Byle przechodnia!!! Tylko nie byle przechodnia! Co to to nie! Czy byle przechodzień mógł mieć ten sam kolor włosów??? Dokładnie taki sam? Mógł tak samo chodzić?? Przecież każdy z nas ma swój specyficzny sposób poruszania się! A on tak rozkosznie machał tą swoją prawą ręką… taki krzywy żołnierzyk…
Rozkosznie-nierozkosznie. Nieważne czym machał. Oni są najlepsi w machaniu. Ważne, że zniknął. Nie ma go. Nie mogłaś go widzieć, bo go nie ma. 
A może jest?  Przecież nie wiem co się stało. Nie wiem dlaczego był i nagle zniknął. Może wrócił? Może go porwano i teraz uwolniono? A może musiał wyjechać nagle.
I nie mógł zostawić nawet krótkiej notki??! Nie bądź kretynką! Napisanie „muszę pilnie wyjechać, odezwę się, albo nie” nie zajmuje godzin! Ryć w kamieniu nie musiał. Wystarczył długopis i kartka. A przypomnę ci, wiedział gdzie szukać tych wyrafinowanych narzędzi.
Wiem… szukam po prostu wyjaśnienia. Jestem pewna, że to był on. Dlaczego za nim nie poszłam?? Ależ ze mnie idiotka skończona! Trzeba iść i sprawdzić. Albo chociaż podejść bliżej… zobaczyć…
Ta… możesz zawsze spróbować podchodzić do każdego faceta o zbliżonym wzroście i pytać „przepraszam, czy jest pan moim Tymonem? Bo ma pan bardzo podobną fryzurę, tylko jakoś inaczej pan chodzi.” Możesz wydąć jeszcze usteczka, zrobić wielkie oczy wyrażające potrzebę wszystkiego i może na kawę gratis się załapiesz. Oczywiście jeśli trafisz na litościwego. Albo tak samo pomylonego.
Dobra, wiem do czego zmierzasz. Rozumiem.
Jesteś pewna? Jakoś nie odczuwam równowagi wewnętrznej, spokoju i pełnego wyluzowania.
Zaraz dojdę do siebie. Zaraz się uspokoję.

Ledwie upita herbata rzeczywiście uspokoiła dłonie. Serca jeszcze nie. Nad sercem będzie musiała popracować w inny sposób. Wino. Wino pomoże jej zasnąć. A jeden kieliszek dla zdrowia jak znalazł.
Z trudem podniosła się z kanapy. Zaczynała odczuwać zmęczenie całego dnia. Ale było jeszcze coś. Poczuła ciężar dopiero co odbytej rozmowy. Z samą sobą. Czuła się obita słowami. Czasem racjonalizm boli.
Ciepłe stopy zostawiały ślady na zimnych płytkach.

Lodówka powitała ją delikatnym metalicznym blaskiem i kilkoma odciśniętymi na niej śladami palców.
Dorzucę jeszcze jeden ślad do kompletu.
Oparła czoło o górne drzwiczki. Przyjemny chłód wywołał gęsią skórkę. Nalała sobie wina, w głowie układając toast.
Zdrowie wariatki widzącej ludzi, których nie ma.
Uśmiechnęła się ponuro. Pierwszy łyk rozlał się ciepłem po jej ciele. Gdyby teraz przyłożyła czoło do lodówki, ogrzałaby ją nawet w środku. Przynajmniej tak czuła. Pierwszy łyk jest zawsze wspaniały. Jak pierwsza część filmowej trylogii. Kiedy pierwszy łyk zamienił się w pierwszy kieliszek grawitacja już nie przyciągała. Ona szarpała ciało Emmy. Gdyby teraz weszła na wagę, ta krzyknęłaby chyba tonę! Przynajmniej tak czuła…
Dźwięk odstawianego kieliszka zbiegł się z dźwiękiem pukania do drzwi.
Pukanie? Może wcale tego nie słyszałam? Może te piekielne jogurty tak namieszały mi w głowie, że mam zwidy. Omamy słuchowe w gratisie? Żeby zmysły  nie czuły się w swoim szaleństwie osamotnione?
Kieliszek stał grzecznie na blacie, a odgłos pukania powtórzył się.
Czyli jednak nie omamy. Good news.
Skupiając się mocno, żeby swoich kroków nie skierować pod prysznic, który był w tej chwili najbardziej wskazany, ruszyła w kierunku drzwi.






c.d.n. taką przynajmniej mam nadzieję :)

CUDOWNEGO DNIA WAM ŻYCZĘ :*

środa, 2 maja 2012

Truskawkowo




Co robi Mała Mi, która nie lubi truskawek, ale najwidoczniej zwariowała?

Bierze koszyczek nienaturalnie napompowanych truskawek, cieszy się ogromnie bo Bardzo Mądry Mężczyzna zapamiętał o jej zachciance.
Owoce myje, kroi na kawałki.
Stopniowo dorzuca lody waniliowo-śmietankowe (pewnie dopuszczalne są albo waniliowe, albo śmietankowe ;D).
Miksuje niedokładnie, żeby powstał swoisty truskawkowy shake :) z kawałkami owoców, a gdzieniegdzie rozkoszne kawałki lodów.


Następnie, uzbrojona w łyżkę, z dziecięcą radością, rzuca się na kubek tych pyszności :)

Voila! Ot, krótki przepis na to, jak zrobić sobie dobrze :)

Taki domowy shake marzył się moim kubkom smakowym cztery dni! Nie mogłam im dłużej odmawiać, prawda? 

To było tak proste i zarazem genialne, że jeszcze pewnie nie raz wrócę do tych nielubianych truskawek w tej właśnie postaci... :)

Smacznego!!



Truskawkowo i słonecznie pozdrawiam z biura, gdzie wszyscy w dobrych nastrojach oczekują godziny szesnastej!
A po pracy... cięcie! Czas zamienić włosy na fryzurę :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...