piątek, 23 marca 2012

Teoria ładu

         

      S
tanowczo lubię sprzątać. Lubię ten efekt, który uzyskuje się kilkugodzinnym dreptaniem po domy ze szmatą w ręku. Oczywiście irytuje mnie potem kiedy ktoś (najczęściej Bardzo Mądry Mężczyzna) śmie w normalnym trybie mieszkać w naszym błyszczącym miejscu... Gdzieś jednak żyć trzeba, a stodoły nie mamy ;)
Próbuję zatem wprowadzić w swoje uporządkowane w danej chwili (po sprzątaniu) życie pewną teorię. Teorię, którą przedstawiła mi Moja Ulubiona Koleżanka Od Szarości. Kiedyś będąc gościem w naszym domu, zwróciła mi uwagę, że strasznie zrzędzę i marudzę. Między innymi tematem mojego zrzędzenia było sprzątanie po sobie... Bo przecież ja zamiotłam - On nakruszył... Ja ułożyłam buty - On wszedł, zdjął buty i rzucił byle gdzie, ja umyłam umywalkę - On umył zęby i wygląda na to, że pastą i szczoteczką próbował też poprawić po mnie dzieło.
No, ale nie jest moim celem wytykanie czyichś wad... pfu! Czyjegoś odmiennego podejścia do porządku... :)

Teoria jest prosta. W teorii oczywiście, bo z praktyką to już różnie bywa.
Otóż chodzi o to, żeby sprzątać dla siebie. Jeśli chcę mieć porządek w kuchni, to powinnam go zrobić. Bo być może dla Niego nie jest to takie ważne. Dlaczego zatem go zmuszać? Ja chcę mieć poukładane buty, to sobie je układam. A nie zrzędzę. Proste? Proste.
Oczywiście, że widzę tę cienką linię, która przebiega między sprzątaniem dla siebie, a przywdziewaniem uniformu sprzątaczki... Ale! Tutaj popisać może się nasz On :) ponieważ, jeśli jest inteligentny, błyskotliwy, mądry, empatyczny, wyrozumiały* i widzi, że po raz enty układamy po nim buty... to być może w jego głowie zaświeci się mały neonik w kształcie napisu "Ciągle układa te buty... może to dla niej ważne? Może bym spróbował zaangażować się w tę misję? W końcu ja to pewnie zrobię lepiej"?

Tak czy siak doszłam ostatnio do wniosku, że już wolę sprzątać po kimś skarpetki, kubki, wietrzące się ubrania... niż doprowadzać do ładu czyjeś życie... To znacznie trudniejsze, nie sądzicie?



Liczę jednak, że nawet największy chaos / bałagan / nieład... przy odrobinie dobrej woli i wysiłku może zamienić się w porządek :)



Wierzę w to! Muszę :)





UDANEGO WEEKENDU :)



* mam nadzieję, że istnieje taka mieszanka cech u Mężczyzn :P (prócz Bardzo Mądrego Mężczyzny oczywiście ;p)

poniedziałek, 19 marca 2012

Nie sabotuj swojego Miłego Dnia!

         


          Otaczam się różnymi ludźmi, ale większość z nich jednomyślnie nie lubi poniedziałku. Większość tej większości podaje jako powód fakt, że trzeba wstać rano i pójść do pracy. Ale żeby się tak zniechęcać z jednego powodu, który tak naprawdę jest powodem do radości (miło jest mieć pracę, nie sądzicie?:))? :)
Bardzo Mądry Mężczyzna miewa nawet Syndrom Poniedziałku! Objawy są trudne do zniesienia, wymagają ogromnych pokładów cierpliwości (z tendencją do naruszenia pokładów świętości nawet!). Rozdrażnienie, urojone (czyt. wmówione sobie) zmęczenie fizyczne, wyolbrzymianie wszelakich problemów i problemików do rozmiarów Wielkiego Kryzysu...
A po co to wszystko? Nie wiem :)

Ja staram się traktować Poniedziałek jak zwykły, kolejny, normalny dzień tygodnia. Oczywiście wolę Piątek :) lub Sobotę, ale staram się nie sabotować swojego własnego Miłego Dnia :) (czyt. wmawiać sobie, że poniedziałek jest taaaaki beznadziejny z racji tego, że jest poniedziałkiem...).

Reasumując: chyba mało kto uważa Poniedziałek za swój Ulubiony Dzień... (jeśli się mylę, naprostujcie mnie :) i innych, mile widziane powody ulubienia!).

No i właśnie... ulubienie... ulubiony kolor :) ulubiony dzień, ulubione danie i inne ulubienia...
Kiedyś zapytałam Bardzo Mądrego Mężczyznę o jego ulubiony kolor.

- Nie mam - odpowiedział
- Jakto nie masz? - zdziwiłam się szczerze
- Normalnie, nie mam, bo niby po co?

Jakto to PO CO??? - dźwięczy w mojej głowie do dziś... :)

Przecież ulubienie czegoś uprzyjemnia nam Życie! I pozwala uprzyjemnić nasze Życie komuś :) Przykład? Moje ulubione cukierki to Michałki, jeśli ktoś zna mnie bliżej... i chce mi sprawić przyjemność może podarować mi Michałka :) lub kilogram nie nie nie.... nie było tego, to moja słaba Silna Wola na chwilę przejęła nade mną kontrolę! :)
Wracając do tematu... warto sobie coś ulubić... Czy po prostu ja jestem małostkowa? Czy może dziecinna? Może Dorośli już się nie skupiają na takich "bzdurach"? Albo może Mężczyźni nie skupiają się na takich szczegółach... być może lepiej myśleć o niczym? :)



Nie sabotuj swojego Miłego Dnia, nie wbijaj sobie igły :) miej ulubiony dzień / rzecz / czynność!

Udanego poniedziałku...
... mimo wszystko :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...