Zafascynowało mnie to pozdrowienie. Namaste. Pokłon Tobie. Boskość we mnie wita boskość w Tobie :)
Piękne prawda?
Gdzieś tam... głęboko, głębiej lub mniej głęboko kryje się w nas ta boskość. Pamiętacie o niej? Wiecie o niej?
Ja zapominam... czasem. Zapomniałam ostatnio. A kiedy już sobie przypomniałam... czuję się wspaniale :) bo tu nie chodzi o narcyzm tylko o siłę (moc) pozytywnych uczuć, myśli.
Mam tendencję do zadręczania się bzdurami (czyt. arcyważnymi według mnie i tylko według mnie rzeczami). "O kurcze, nie zrobiłam czegoś tam... " - boskość we mnie podpowiada mi wtedy "no i co? Zrobisz to za chwilę". Czasem, kiedy zapominam o tej mojej boskości podpowiada mi to Moja Koleżanka od Szarości :) i boskość w niej.
Bo w tych czasach dzikiego pędu, szalonego obłędu, obłędnego szaleństwa to właśnie My sami (pamiętajmy, że nasi bliscy to tylko ludzie i czasem też oddają się obłąkańczym zapędom) musimy być sobie ciepłą, delikatną dłonią na naszym zbytnio obciążonym ramieniu.
Zadbana dłoń mile widziana, bo nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie nam wesprzeć kogoś.
W Życiu codziennym bywa słonecznie i pochmurnie. Raz głaszcze nas promyk Słońca, kiedy indziej dostajemy policzek szorstką dłonią Wiatru.
Dlatego pamiętajmy o sobie :) rozwijajmy tę swoja Boskość. Bo nieważne co się dzieje, poradzimy sobie :) Jeśli nie sami, to z czyjąś pomocą. Ktoś wywoła uśmiech na mojej twarzy, uśmiech podniesie kąciki ust, te poruszą mięśnie wokół oczu i dzięki temu łza nie popłynie. A jeśli popłynie... obetrę ją :)
Życzę Wam udanego czasu :)
