sobota, 11 lutego 2012

Wiosna w domu!

            



          To nic, że zewnętrze nie zachęca. To nic, że momentami trzeba nam siedzieć w śpiworze, żeby odpowiednio ciepło było... i że najlepiej to pod kołderką się egzystuje...
Mam jednak sposób na wiosnę w domu : ) o tak! I nie mam tutaj na myśli sałatki na talerzu ;D choć i to dobre (i zdrowe).

Wystarczy nam włożyć do wody (woda powinna się znajdować bezpośrednio w wazonie / szklance / butelce ;p) gałązki jakiegoś drzewka owocowego lub na przykład forsycji... i po już po niedługim czasie można cieszyć się zielonymi (tak, dobrze czytacie :)) listkami, pączkami kwiatów jak i samymi kwiatami :)
Polecam! Zabieg prosty, a daje tyle radości, że nawet się nie spodziewacie : )








Jeśli zaś chodzi o radość... kojarzy mi się ona nieodłącznie z uśmiechem, słońcem... ale ok, ten temat zostawmy. A mój uśmiech wywołują ostatnio pewnego rodzaju gadżety. Takie rzeczy, które pewni ludzie, zwani marketingowcami, bardzo chcą nam sprzedać :) momentami nawet zaczynamy wierzyć (lub pozostajemy w tej wierze), że rzeczywiście ich (tych rzeczy oczywiście, a nie marketingowców) potrzebujemy :) i oto kilka takich właśnie przykładów:



Łyżka z funkcją wagi (bo "na oko" to ktoś może umrzeć)




Zabawka do odkurzania wrażliwych powierzchni (bo zwykła szmatka to już nie to samo)




Ręcznik turban (bo zwykły ręcznik już się nie nadaje...)


Podstawka pod łyżkę (bo nie daj Niebiosom ubrudzić blat!)


O tak... to wszystko jest bardzo przydatne... : ) prawda? Jeśli więc nie macie pomysłu na prezent... polecam przedmioty z gatunku "przydałoby się, ale...".


*******************************************************************************************************************

A, żeby nam nie było za dobrze... wniosę odrobinę niepokoju w Wasze dusze polecając Wam film... mroczny... niosący pewne obawy... będący obawą...
"Musimy porozmawiać o Kevinie" to film o matce. O matce i jej relacjach z synem. O trudnych relacjach. Bo czyż każda z nas musi być matką? Czyż każda z nas nadaje się do tego? Pragnie tego?
Oczywiście film można odebrać różnie... jednak niezaprzeczalne są jego zalety w postaci świetnego doboru aktorki głównej roli. Tilda Swinton zawsze robi na mnie wrażenie. Czy to kampanią reklamową czy filmem... i te wrażenia są różne! Pociągające, prawda? Jest nieprzewidywalna. W roli mrocznego... demonicznego Kevina Ezra Miller. Jego spojrzenie powoduje fizyczny ciężar... fizycznie czuje się przygniatanie do podłogi... kolana się uginają...
Był też John C. Reilly (znany ostatnio z "Rzezi" <-- o tym następnym razem), jednak ten pan nie robi na mnie w ogóle wrażenia... a może takie właśnie ma role? Hm?
Trudne macierzyństwo, trudna miłość, trudny film. Oczywiście gorąco polecam : ) Może nie do chipsów i piwa... ale warto! Chipsy mogą poczekać : )




środa, 8 lutego 2012

Odkrywanie Oczywistości i Moc Sprawcza




Jest środa. Godzina 11 23. Piję kawę. I nagle poczułam uderzenie. Uderzyła mnie myśl. Myśl o moim poniedziałkowym odkryciu. Wiedzieliście, że nawet jeśli ktoś zwie się Siostrą, Bratem, Mamą.. Wujkiem... obojętnie... nawet jeśli ktoś jest naszą Rodziną... to nic nie znaczy!? Już wyjaśniam.

No bo co z tego, że więzy krwi? Cóż z tego, że wspólna Mama lub Tata? Lub oboje :) Zupełnie nic...
Do poniedziałku żyłam w przekonaniu, że to coś wielkiego. Niesamowitego... I owszem, chciałabym, żeby tak było, ale nic na siłę... Do tanga trzeba dwojga. Prawda?
Jeśli Los / Przypadek / Coś Innego sprawiło, że nie jesteśmy w żaden sposób bratnimi duszami... to nawet jeśli krew w naszych żyłach płynęłaby błękitna (!) to nic z tego! Nic! Null, zero.

Może większość z Was już o tym wiedziała... (ja często odkrywam oczywistości... najczęściej jednak bardziej radosne, niż ta, o której piszę), ale ja nie... nawet przez myśl mi to nie przeszło...

Dlatego czuję się niczym źłe przygotowane Martini Bonda... wstrząśnięta i zmieszana....
Sama pośród wiedzących...



                              


No, ale, żeby nie było tak drętwo odkryłam jeszcze taką oczywistość jak zwykłą Niveę : ) która nałożona podwójnie, w odstępie czasowym, doskonale chroni moją skórę! Zwykła Nivea... kto by pomyślał? No pewnie ktoś pomyślał... ale dzięki temu ja mam swoje odkrycie ;p

I jeszcze coś niesamowitego. Wiedzieliście jaką Moc Sprawczą ma... Michałek? Nie Wiśniewski, ani nawet nie Żebrowski. Bajor też nie. Anioł też nie.
Słodki... czekoladowy... podarowany w najmniej oczekiwanym momencie :) wyciągnięty z szuflady niczym królik z kapelusza! Tyle, że po zjedzeniu sierść w ustach nie pozostaje :P Wywołuje uśmiech :)

Dlatego poproszę o kolejnego Michałka :)


                                


 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...