Czy w Waszych domach istnieje niepisany podział obowiązków? : ) U nas tak. Bardziej lub mniej elastycznie, ale jest.
Bardzo Mądry Mężczyzna gotuje, ja sprzątam, On organizuje ogólnie pojęte naprawy, najczęściej pranie robię ja, On płaci rachunki, ja wydaję pieniądze ;p Żarcik : )
Prasujemy na zmianę. Wypieki to moja broszka. Mamy też taką zasadę, że kto przygotowuje posiłek (bo mnie też się zdarza) ten nie sprząta po jedzeniu. Albo kto prowadzi samochód ten nie otwiera bramy wjazdowej : ) Także... jeśli rzęsiście pada deszcz... lepiej jednak prowadzć to auto niż odpoczywać jako pasażer ;p
Ale do czego dążę? Ano do wspomnień, skojarzeń i Małego Apelu. Święta kojarzą mi się wywracaniem domu do góry nogami. Wielkie sprzątanie, odsuwaniem mebli, mycie szaf, w środku na zewnątrz, okna, ramy, firany. Drzwi wszystkie! Wyciąganie wszystkich szkieł z szafek (tak!) i mycie, wycieranie, układanie.... Jednym słowem - KOSZMAR! : )
Teraz, kiedy już jestem duża (czyt. w miarę dorosła, a nie dużych rozmiarów ;p), myślę sobie, że nie dam się zwariować. Dom srzątamy regularnie (w rodzinnym też tak było, ale potem i tak był szał dzikich ciał...) nie zamierzam więc zdzierać skóry dłoni z powodu "bo idą święta". Bo co w końcu jest najważniejsze?
Błyszcząca, napastowana podłoga czy świąteczne dni z bliskimi? Na napastowanej, jeszcze się ktoś poślizgnie ;D i co wtedy?
Jeśli jakiś kłębek kurzu przefrunie po podłodze niczym kolisty krzew na horyzoncie dzikiego zachodu też nikogo nie ubędzie, prawda? No chyba, że alergia...
Pamiętajmy też, że...
I nie namawiam do bałaganiarstwa : ) apeluję o zdrowy rozsądek! UMIAR to najlepszy sposób na zachowanie wewnętrznego i zewnętrzengo spokoju... (odpowiedniej wagi też ;p)
Także świętujmy : ) od dziś, jutro, zawsze!

P.S. Odnalazłam też pozytywną stronę nieudanych wypieków :) o ile się czegoś nie spaliło, ale wyszło dajmy na to niesmaczne, lub zakalcowate... jest co najmniej jeden plus: PIĘKNY ZAPACH W CAŁYM DOMU! Bo nic tak nie pachnie jak ciepłe ciasto / ciasteczka / zakalec... : )



