piątek, 1 lipca 2011

Dorosłej smarkuli rozważania nad Przeszłością




Choć Bardzo Mądry Mężczyzna mawia, że gdybanie nie ma najmniejszego sensu... ja jako rasowa Kobieta nie potrafię się powstrzymać.... tak więc...

... a gdyby tak cofnąć się w czasie... tak bez frustracji i żalu...
Myśleliście kiedyś co zmienilibyście w swoim Życiu? Jakie decyzje były błędne i do teraz ciążą Wam niczym niepotrzebny bagaż, który jednak "może kiedyś się przydać" podczas długiej podróży?

I tak sobie pomyślałam jaka szkoda, że niektórych decyzji nie podejmuje się później... na przykład kwestia studiów. Wybrałabym inne : ) dziś przynajmniej wiem co lubię, wiem co chciałabym robić...
Oczywiście takie zmiany mogłyby być bardzo groźne... bo mogłby by wpłynąć na coś, czego akurat zmienić byśmy nie chcieli... także występowałby wysoki stopień ryzyka...

Czy warto? : )

Przykładałabym się bardziej do mojego pierwszego sportu... i do nauki języków (choć na naukę nigdy nie jest za późno jeśli chęci są i chęci są ;p)
Wiedziałabym co podarować Tacie w prezencie...

No i kwestia pozytywniejsza, bo jakżeby mogłoby jej zabraknąć.... czego byście NIE zmienili? : )

Nie zamieniłabym nigdy mojej Przyjaciółki... no i Bardzo Mądrego Mężczyzny... to moje miłości bezgraniczne : )
Paznokci moich też bym nie oddała ;p bo są bardzo ładne.
Cenna jest też umiejętność cieszenia się z małych rzeczy, którą nabyłam podczas swojej życiowej podóży...

No, ale podobno gdybanie nie ma sensu : ) Robicie czasem rzeczy bez sensu? Czy też wolicie nie ryzykować zbytnim obciążeniem świadomości...


           

niedziela, 26 czerwca 2011

Bardzo różnie to bywa, ale raczej lepiej niż gorzej




       T
rzy imprezy rodzinne w przeciągu czterech dni... czuję jakbym pobiła jakiś swój wewnętrzny rekord świata... a może pobiłam prawdziwy rekord prawdziwego świata zewnętrznego? Tak czy siak, czasu dla siebie nie było wiele... aż dziw jak bardzo mogą się skurczyć czteeeeeeeeeery woooolne dni...
Nie narzekam, bynajmniej. Było bardzo miło i obiadów gotować nie musieliśmy w ogóle (oszczędność pieniędzy i zachodu).
Jutro (to jest w poniedziałek) jednak nastąpi powrót do Rzeczywistości. Większość z Was nazywa ją często Szarą... i jak Szara Eminencja czy Szara Strefa nie są to pozytywne określenia... ale wiecie, to jest tak - jak sobie pomalujesz tak sobie żyć będziesz? : ) 

Zafundowałam sobie zatem lekko rozluźniająco-medytujący wieczór. O ile nie często biorę udział w dłuuugich pachnących kąpielach (niezdrowe dla skóry), o tyle dziś pozwoliłam sobie na odrobinę łazienkowego szaleństwa :) nalałam duuuużo wody do wanny, do które wlałam resztki płynu do kąpieli (na szczęście piana była mi sprzymierzeńcem), zapaliłam raz, dwa, trzy, cztery, pięć..... osiem świeczek pachnących (pięknie pachną i dają dodatkowe ciepło ;p), weszłam do wody z lekturką i oddałam się.... przyjemności czytania...

Nagle wpadł Bardzo Mądry Mężczyzna w celu dokonania podobnej czynności (czyli umycia się) tyle, że innym sposobem (prysznic). Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że zabrał szampon, a oddając mi go omal nie utopił jednej ze świeczek w moich (lub też na moich) nogach....
Potem wyskoczył spod prysznica zalewając pół łazienki, żeby coś tam w piecyku gazowym przekręcić, bo woda średnio ciepła leci... oczywiście zalewiska po sobie nie usunął... (dla większego rozluźnienia powycierałam)

Zanim wyszłam z wanny starannie okryłam ręcznikiem swoją lekturę. Zaczęłam się gramolić i kiedy myślałam, że czytadełko jest bezpieczne wzięłam ręcznik (mokra stać długo nie chciałam, bo świeczki to nie ognisko, a mnie ciągle zimno). Niestety wtedy słuchawka od prysznica spadła do dość dużej wciąż ilości wody, dzięki czemu zachlapała tak chronioną przeze mnie gazetę...

Zdmuchnęłam świeczki... uwielbiam ten zapach... (Bardzo Mądry Mężczyzna mówi wtedy, że może się poczuć w swojej własnej łazience niczym na cmentarzu.... *)...
.... i poszłam się oddawać (przyjemnościom) dalej. Nabłyszczający lakier do paznokci (jego bezbarwność powoduje, że można się nawet po ciemku malować i prawie zawsze pomaluje się dobrze ;p) na początek. Tyle, że w tym z Yves Rocher pierwsze co to pędzelek odpada od zakrętki... i trzeba się pobawić w montera...
Paznokcie pomalowane. Sukces. Czas nawilżyć ciałko. Spełnieniem moich drobnych marzeń był zestaw Neutrogeny (prócz najnowszego balsamu z jakimś tam olejkiem, który wręcz śmierdzi... no chyba, że trafiłam w sklepie na przeterminowany / zepsuty / podmieniony pod naklejką Neutrogena), który okazał się bardzo dobrym zakupem. Cel osiągnięty: ciałko nawilżone.

I tak oto uległam rozluźnieniu zupełnemu : ) polecam przed każdym poniedziałkiem, wtorkiem, środą, czwartkiem i piątkiem : )



Takiej łazienki nie mam, ale mocno wierzę, że wszystko przede mną : )


P.S. Czy Wy też miewacie takie wrażenie, że wszystko co zrobicie / napiszecie zostało już wcześniej zrobione / napisane? Że już wszystko było? Czy trzeba być wybitnym, żeby coś nowego stworzyć?




* wbrew pozorom On i tak jest romantykiem : )
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...