wtorek, 28 września 2010

Szafa pełna problemów



U
brać się? Prosta sprawa : )

Załóżmy, że należymy do grupy szczęśliwców, którzy posiadają szafę. No bo nie wszyscy szafę mają.
Załóżmy dalej, że w tejże szafie udało nam się nagromadzić pewną ilość ciuchów / ubrań (w zależności od płci, wieku oraz orientacji seksualnej zadowalająca ilość okryć wierzchnich jest różna ;p).
Następnie załóżmy, że po raz kolejny w naszym życiu daliśmy radę wstać rano (pojęcie względne) z łóżeczka / łoża / materaca (różnie ludzie sypiają). Zatem jeśli mamy to szczęście i posiadamy pracę, a przy tym nie mamy urlopu lub nie chorujemy w obecnej chwili, wszystko wskazuje na to, że musimy coś na siebie włożyć, żeby móc z domu wyjść : )

I tutaj zaczyna się Problem lub Nieproblem (zależne od czynnika takiego jak ilość ubrań w szafie, który to z kolei czynnik zależy od płci, wieku i orientacji seksualnej).

Nieproblem występuje kiedy:
- jesteśmy dziećmi i Mamusie nas ubierają lub przygotowują nam ubrania,
- jesteśmy duzi, ale nie przywiązujemy wagi do tego co nosimy, w związku z czym posiadamy małą liczbę ubrań, bo ogranicza nasz wybór.

Problem natomiast powstaje kiedy:
- jesteśmy duzi i mamy ubrań więcej niż siedem sztuk z każdego rodzaju (to więcej niż ilość dni w tygodniu, więc można wybierać, prawda? ;))




Załóżmy jednak, że Problem udaje nam się rozwiązać (w końcu po to te problemy są! Mimo iż wielu z nas ciągle o tym zapomina...).
Dobieramy strój w zależności od danego dnia, nastroju, do tego co nas czeka tego dnia, do pogody, do stanu ducha itp : )

Zakładamy również, że staraliśmy się ubrać tak, żeby nam się podobało i żebyśmy się czuli dobrze i wygodnie (choć to nie zawsze bywa najważniejszą cechą danego stroju, o czym troszkę lepiej wiedzą chyba kobiety ;p) cały dzień.

W tej chwili powstaje pytanie. Przyznam się szczerze, że sama na nie nie wpadłam. Zrodziło się ono z wypowiedzi Pewnego Kolegi z biura. Wysunął on bowiem teorię, jakże odważną (!), która mówi, że kobiety, nie ubierają się dla siebie (że niby ja jako ja nie ubieram się dla siebie, żeby się sobie podobać), ani nawet nie ubierają się dla Mężczyzn (żeby im się podobać)! Otóż on twierdzi, że my (tzn Kobiety) ubieramy się dla innych Kobiet! I nie miał tutaj na myśli skłonności homo ... o nie.... ubieramy się tak, żeby wyglądać ładniej niż ta czy tamta... żeby ta czy tamta zazdrościły nam tego czy tamtego...

Pff... też mi coś! Ale czy aby na pewno? : ) Czy z czystym sumieniem możemy odrzucić ten czynnik? : )
Właśnie... dla kogo się ubieramy? Dla kogo ubierają się Mężczyźni, a dla kogo my, Kobiety?



Obrazek i Zdjęcie znalezione w Sieci : )

niedziela, 26 września 2010

Sycylia? Kalabria? Tutto bene! : )



M
nóstwo Słońca...
Troszkę orzeźwiającego ciepłego deszczu....
Ogrom włoskiego wyluzowania i dystansu...
Parę dodatkowych kilogramów (w sobie i w walizce) :p
Skórę ciemniejszą o jeden ton...
Tęsknotę za bliskimi,
Moc wrażeń i nowych doświadczeń,
Uświadomienie sobie kolejny raz jak różni bywają Ludzie...
Nowe smaki... (lody o smaku kwiatowym!)
Kilka poznanych słówek włoskich (oraz chęć nauczenia się tego języka: ) )
Pierwszy "zdobyty" wulkan...
Jeszcze większa miłość do makaronów : )
Prawie nieustanny ból nóg (w pozytywnym znaczeniu tych słów)
Pyszną kawę...
Kilka przeczytanych książek (ale o tym jeszcze napiszę: ) )


Tyle właśnie (i pewnie jeszcze więcej) przywiozłam z wojaży moich sycylijsko-kalabryjskich : )

Jechałam z przekonaniem, że poćwiczę swój marny język angielski. Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że tam się nikt (prawie!) nie wysila na mówienie w języku innym niż swój... szkoliłam zatem migowy :p
Z zauroczeniem i zazdrością patrzyłam jak nikt nie przejmował się i nie stresował się na drodze... samochody były zaparkowane w taki sposób, że nawet by nam to do głowy nie przyszło! Nikt się nie denerwował tym, że ktoś tarasuje wyjazd, dojazd.... spokojnie się czekało... 95% samochodów porysowanych, obtłuczonych... ale co z tego? : ) to tylko auta... (choć jak twierdzi Bardzo Mądry Mężczyzna dzięki mnie nasze auto idealnie by się wpasowało w uroki włoskich dróg ;p)

Fascynująca jest ich miłość do swojego kraju. Zapatrzenie w ich jedzenie, w ich marki...

Obserwowanie zupełnie odmiennej mentalności jest czymś niesamowitym : ) poznawanie ich sposobu życia, zwyczajów... oto ogromne zalety podróżowania!

Bo czyż podróże nie są jak ożywcza kąpiel dla umysłu, jak pisał Hans Christian Andersen w "Baśni mojego życia"? : )



Zdjęcie znalezione w Sieci : ) niestety nie mam takich walizek.... ale są tak piękne, że nie mogłam się powstrzymać, aby ich tu nie wstawić jako symbolu mojej podróży : ) poza tym kto wie? Może kiedyś takie będę miała : )

Witam Was po powrocie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...