sobota, 31 lipca 2010

Snobizm czy oszczędność?

                  Przeczytałam tekst Marty i naszły mnie pewne przemyślenia.
Poważnie to brzmi :p Marta pisała o gwiazdach i celebrytach, ja jednak pomyślałam o nas - ludziach niezwykłych przez swoją zwykłość : )

Bo każdy w jakiś sposób wyraża siebie. Tym razem pominę jednak temperament, charakter i inne wewnętrzne aspekty naszych osobowości. Pomyślałam o naszym zewnętrzu! A dokładniej o tym jak się nosimy.
Wydaje mi się, że każdy z nas, czy to Mężczyzna czy Kobieta ma swoje ulubione marki (brzmi bardzo szumnie, jednak pisząc "marka" nie mam na myśli Bogów Mody typu GivenchyChanel i innych, tylko marki dostępne nam cenowo oraz będące w zasięgu naszych rąk).

I tak wybierając się na zakupy (jako kobieta nie zawsze z potrzeby :p) odwiedzam zwykle moje ulubione sklepy. Kiedyś frajda była większa, bo ciuchy w sklepie A różniły się stylem i jakością od ciuchów ze sklepu B. Teraz różnice te zanikły PRAWIE do zera (dlatego z ostatnich moich doświadczeń gorąco polecam ciucholandy! Tanio i oryginalnie : ) )...
Zakładając więc, że udaje mi się coś znaleźć i kupić, idąc później zadowolona z nowego nabytku myślę sobie:

Czy to aby nie próżność? Snobizm?

I sama sobie odpowiadam:

- Nie... jeśli lubię gdzieś kupować, to dlaczego miałabym sobie tego odmówić?

No i zaczyna się dialog wewnętrzny (głośno jeszcze sama ze sobą nie rozmawiam :P):

- Bo można by kupić taniej...
- Niezawsze.
- Ale często...
- A jakość?
- Och! Wszystko teraz w Chinach robią!
- Jednak jakość na pewno jest wyższa! Czasem warto wydać więcej i mieć na dłuższy czas.

Wtedy czuję się usprawiedliwiona : ) A Wy? Jakie jest Wasze podejście do zakupów? : ) Inwestujemy w jakość wyższym kosztem czy może kupujemy bardzo tanio, a często?



Zdjęcie znalezione w Sieci : )

poniedziałek, 26 lipca 2010

O obrzydliwości pomidora i innych pysznościach

                Człowiek uczy się przez całe życie. WSZYSTKIEGO. Jakkolwiek utarte jest to stwierdzenie zmuszeni jesteśmy przyznać, że jest ono prawdziwe. Naprawdę prawdziwe. Codziennie prawdziwe. Nawet wtedy kiedy o nim (czyt. o stwierdzeniu) nie myślimy ;)
Wśród tego WSZYSTKIEGO prócz nauki chodzenia, mówienia, jeżdżenia, postępowania z ludźmi uczymy się także smaków. Od małego, najpierw dzięki Mamie, która nam dawkuje nowości. Wtedy zwykle nie znosimy mięsa, szpinaku i cebuli (oczywiście uogólniam, bo być może ktoś w dzieciństwie kochał szpinak!).

Potem kiedy już jesteśmy bardziej świadomi tego co mamy na talerzu tolerujemy mięso i wędlinę, ale bez żył i innych przerostów. Warzywa nie za bardzo pasują do niczego i spokojnie możemy otworzyć fanklub nabiałów (są bezpieczne, bo nie mają obrzydliwych tłustych chrząstek :P).

Jako dorośli możemy być albo Konserwatywnymi Zjadaczami, czyli takimi, którzy ograniczą się do zwykłych, nieudziwnianych potraw, będą pili tylko czarną herbatę i w ogóle z jedzeniem bez szaleństw. Albo też możemy być Zjadaczami Próbującymi - szukajmy nowych smaków, tam można liznąć, tam ugryźć... i może poznamy jakieś nasze nowe ulubione danie, prawda?

Oczywiście pewnie każdy ma potrawy, których nigdy nie weźmie do ust (przynajmniej tak mu się cały czas wydaje).
Dla mnie niesamowite jest to jak bardzo to się zmienia! Kiedyś nie wzięłabym do ust świeżej cebuli : ) dziś? Nie wyobrażam sobie kanapki bez białych krążków!
Oliwki? Parę lat temu słyszeć o nich nie chciałam... ale była okazja spróbować.... było miło i tak pokochałam oliwki : )
Tak samo z ciemnym pieczywem. Kiedyś nie mogłam przełknąć. Paskudne to to w porównaniu z białym chlebkiem... jednak oczy otwarłam i już! Ciemny chleb jest pyszny : )
Troszkę mnie chlubne smaki takie jak piwo czy wódka. Piwo brzydziło mnie do niedawana. Teraz? Potrafię docenić Złoty Truneczek podczas upału : ) Dobry drink? Czemu nie? Bywają wieczory kiedy mam ochotę i wypiję.

[Alkohol jest dla ludzi! Pamiętajmy o tym : ) Wszystko w odpowiednich ilościach jest ok!]

Poza moją tolerancją smakową wciąż pozostaje pomidor. Jest dla mnie obrzydliwym glutem z pestkami. Jego zapach powoduje u mnie odruch wymiotny (z sosem pomidorowym i ketchupem nie mam problemu, o dziwo!). Nie tknę też rukoli.... ani flaczków : )



Zdjęcie znalezione w Sieci


I tak się zastanawiam... co mi się jeszcze zmieni w moich smakowych poglądach. W jakich nowych okolicznościach będę poznawała smaki potraw i napojów, które do tej pory wydają się nie do przyjęcia? Lub są po prostu dla mnie nie znane? To wspaniała sprawa : ) Nie sądzicie? Myśleliście kiedyś o tym? O takich Przemianach Smakowych? : )
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...