czwartek, 22 lipca 2010

Popłuczyny dobrego pomysłu?

                 Zbliża się weekend, wszyscy (najprawdopodobniej) się cieszą : ) dlatego proponuję miłą dla oka i ucha rozrywkę. Taką przynamniej według mnie zapewnia "Shrek Forever".
Tak.... też nie spodziewałam się, że kiedyś to napiszę : ) ale miło zostałam zakoszczona.
Ponieważ w ostatnich latach obserwujemy, że kolejne części filmów, które stały się hitami, są żenująco denne. Są popłuczynami pomysłu! Najczęściej dobrego...

A tutaj co? Czwarta opowieść o Zielonym Ogrze... i muszę przyznać, że nie wiem kiedy mi czas upłynął : ) Wciągnęłam się w przygody Zielonej Rodzinki i ich przyjaciół. Wartka akcja, oczywiście świetny dubbing (poszerzony w tej części o Cezarego Pazurę - Czarny Charakter), no i dowcip.... Bezbłędne!

I tak jesteśmy świadkami kryzysu, który dopada Shreka. Ma już w końcu stabilne życie, żonę i dzieci... obowiązki i te sprawy.... i nagle dochodzi do wniosku, że pozbył się wolności. Że stał się jakby ujarzmionym, oswojonym ogrem, a to przecież jakiś nonsens!! Prawda? : ) Nikt się go nie boi... jest przyjazną maskotką otoczenia... i ma tego dość.
Pod wpływem procentowych emocji podpisuje cyrografik i.....

........... zaczyna się dziać!

Nie mogę napisać nic więcej : ) jednak moim zdaniem film będzie bawił dużych i małych. Opowiada o wartościach, śmieszy... troszkę wzrusza... I zupełnie nie czułam jak gdybym spożywała odgrzaną tygodniową zupę.... : ) (nie ubliżając zupom :P)

Sprawdzicie? Zasmakujecie? : ) Czy już to danie (albo raczej deser) macie za sobą?
Pełnia zadowolenia czy też niestrawności?


"Kto będzie kizią mizią?!" : )



Zdjęcia z Sieci : )

niedziela, 18 lipca 2010

"Z zimną krwią" nie da się czytać z zimną krwią - krew się burzy

                       Zacznę prosto z mostu : ) bez owijania w bawełnę. Bez kręcenia, wstępnych wstępów niepotrzebnych. Zacznę od razu : )

PRZECZYTAJCIE TĘ KSIĄŻKĘ:



Zdjęcie okładki książki znalezione w Sieci

Dlaczego?
Ponieważ mrozi krew w żyłach. Ponieważ najlepsze są historie napisane przez życie (przynajmniej większość), a ta właśnie taka jest. Ponieważ jest napisana ciekawie i nie można się oderwać od jej stron.
Jeśli ktoś widział film "Capote", to zna zakończenie tej książki... Ja znałam, ale i tak czytałam bez wytchnienia.
Opowieść bowiem robi tak samo ogromne wrażenie jak sama historia, która jest opisywana...

Albowiem w 1959 roku naprawdę zamordowano rodzinę. Dwójka morderców naprawdę istniała. Naprawdę powiązali całą czwórkę. I potem każdemu z nich zaoferowali kulę w głowę. Wyróżnili przy tym ojca rodziny - jemu uprzednio poderżnęli mu gardło.

Mnie zafascynował fakt, że autor tego "reportażu" tak bardzo zmienił ton. Najpierw "Śniadanie u Tiffany'ego", a potem "Z zimną krwią". Cóż za elastyczność! I owszem, obie książki są dobre : ) nawet bardzo. Ale na zgoła odmiennych płaszczyznach!
Bynajmniej nie należę do osób, które fascynują się psychiką mordercy... lub tego typu tematami.... jednak ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, mimo, że nie jest bynajmniej pisaną wersją filmów typu gore.

"Capote" to film, który opowiada o tym jak powstawała książka. Opisałam go tutaj : ) Polecam książkę oraz film! Te emocje... to bicie serca, który towarzysz scenom i kartką książki...

"Z zimną krwią" nie da się czytać z zimną krwią. Krew się burzy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...