piątek, 11 czerwca 2010

START I META

               Jak to się stało, że przed chwilą był poniedziałek, a teraz już jest piątek? Prawie weekend?
Jakim cudem dopiero co przyszłam do pracy, a już zaraz będę z niej wychodzić?

Powoli nie nadążam za Czasem. On biegnie coraz szybciej. Ale czy to kwestia mojego pogorszenia kondycji? Przecież tyle ćwiczę... : )
Hm... chyba raczej to On poprostu poprawił swoją.... prawda?
Jeśli tak (a taką przyjmuję wersję) to muszę popracować nad swoją : ) i wtedy mam szansę go dogonić.

Choć z drugiej strony... trzeba pamiętać o tym, żeby się na chwilę zatrzymać... pokontemplować... I tutaj by się przydały jakieś kajdanki czasowstrzymujące... tak Go uczepić u nogi lub ręki... i po problemie : )

Także.... gotowi? Do startu.... START!



META : )

Zdjęcie znalezione w Sieci

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Nowe wcielenia - polecam!

          Czy wiecie, że...... Jim Carrey to nie tylko głupie miny i wygłupy na ekranie?  : )
..... a  Ewan Mcgregor nie powinien kojarzyć się wyłącznie z Gwiezdnymi Wojnami?

Na dwód powyższych moich tez daję Wam obejrzany przeze mnie ostatnio film: "I love You Phillip Morris"!

Tak... ci panowie grają tam główne role i obaj są fantastyczni : ) film opartych jest na faktach i to na ciekawych faktach.
W skórcie można by rzec, że jest to historia pewnej miłości... dwóch mężczyzn. Jednak taki skrót mógłby zniechęcić niektórych lub nie zachęcić innych... prawda?
Film nie jest bowiem jakąś komedią romantyczną o gejach. Spokojnie. Ja odebrałam go bardzo pozytywnie : ) były momenty wzruszeń... momenty śmiechu... Aktorzy moim zdaniem spisali się świetnie. Byli bardzo wiarygodni, co wydaje mi się niełatwym zadaniem z uwagi na role.
Pan J.C. gra mężczyznę, który będąc przykładnym ojcem i mężem odnajduje siebie w zupełnie innej roli życiowej... przestaje udawać. Staje się wyzwolonym gejem. Ale że drogę obiera sobie pokrętną - trafia do więzienia. Może i dobrze, ponieważ tam spotyka miłość swego życia - Jego ; )
I tutaj pojawia się pan E.M., na którego się napatrzeć nie mogłam (nie tylko ze względu na walory zewnętrzne! ;) )
Zagrał według mnie fenomenalnie! Po "Autorze widmo" nie spodziewałam się wiele z jego strony... jakże się pomyliłam! Mea culpa!

                    Wszystkim, którym nie nie straszne sceny z dwoma panami na raz (jest również parę bardziej namiętnych...) i których horyzonty nie są sztywne, polecam "I love you Philip Morris!" : ) film o miłości, odnajdywaniu siebie, szczerości wobec siebie. Film ciepły, o przewrotnej i zaskakującej akcji.


                                       

Zdjęcie i plakat znalezione w Sieci : )
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...