piątek, 12 marca 2010

Na weekend? Odmóżdżanie!

"W chmurach". Chciałoby się polatać... chciałoby się poczuć oglądając znowu G. Clooney'a. Choć przyznam, że to zupełny przypadek, iż piszę znowu o filmie, w którym grał.
Nie jest on bowiem moim ulubiony aktorem. Choć popatrzeć miło...
No, ale do rzeczy. Jak szybko się unosimy w te chmury przyglądając się szanownemu Panu Przystojnemu, tak szybko spadamy z każdą chwilą filmu... A już na koniec spadamy na pysk, że się tak wyrażę...

Film był nominowany do Oscara. Nie dostał ani jednego Złotego Golaska. I nie dziwię się!! Zupełnie.

Bo niby pomysł ciekawy. Pokazać jak to jest być wśród ludzi i jednocześnie czuć się samotnym. Bohater oczywiście potrzebuje czasu, aby sobie to uświadomić... naszego czasu!!
Lubię latać samolotami, więc miło było popatrzeć i poczuć troszkę klimatu... jednak ogólnie historia jest drętwa i jakaś taka nieprawdziwa mi się wydała.
Bo jednak zupełnie nie w naszych realiach jest to, by wynajmować firmę, aby zwalniała naszych pracowników. I robiła to za grubą kasę!
Obok G.C. grają dwie panie: Vera Farmiga i Anna Kendrick. Pierwsza z pań jako aktorka mi się podobała. Wydała mi się naturalna i kobieca. Pani numer dwa mogłaby być zastąpiona przez stojak z tektury. Moim skromnym zdaniem.

Nie będę się tutaj rozpisywała dłużej, bo chyba nie ma sensu. Jeśli ktoś widział ten film, to jak zwykle jestem ciekawa Waszego zdania :) ale jeśli ktoś nie widział.... to niech pozostanie w tej błogiej sferze niewidzenia... : )

Szkoda czasu.
 
 
 
 
 
 
Lojalnie chciałam po prostu uprzedzić :P

Zdjęcia z www.filmweb.pl  : )

czwartek, 11 marca 2010

Ona nie zmienia się w morderczą kulkę miotającą szmatami...

Jak wiele mamy okazji do świętowania można dowiedzieć się tutaj. Z jednej strony to wspaniałe, bo wszyscy lubimy się cieszyć, bawić itp. Z drugiej jednak strony, niektórzy uważają te "święta" za sztuczne i wydumane. Lub nawet sztucznie nadmuchane :P
Choć w sumie... dlaczego nie świętować Dnia Polskiej Statystyki? Lub dnia Liczby PI? Albo Dzień Windy!! : )

Był więc niedawno Dzień Teściowej w połączeniu z Dniem Dentysty. Nie wiem skąd to połączenie. Choć mogłabym puścić wodze fantazji i domniemywać... że teściowa... dentysta... ból... niechęć... strach....
Ale nie. Nie będę! Ponieważ:
= nie mam teściowej (nie, żeby jej się coś stało, ale po prostu, ta Pani, która może nią kiedyś będzie, jeszcze się nią nie stała : ) w skrócie pisząc nie mam też męża, a wdową również nie jestem. Wszystko jasne?)
= lubię swojego dentystę (miły młody pan, względnie przystojny, przynajmniej z poziomu poziomu... no wiecie fotela, razi też zwykle światło, więc niedowidzę.... rzuca żartami, powoduje, że czuję się lżejsza [bo zdrowsza], i portfel też się czuje lżejszy, więc wszystko z moim dentystą w najlepszym porządku).

Jednak to połączenie świąt nasunęło mi pewną myśl. Te Teściowe. A w zasadzie to ja będę miała (jeśli w ogóle) to ćwiekrę (wersja dla synowej). Cholera, czy one serio są takimi potworami? Czy naprawdę czyhają na każdy nasz błąd? Doszukują się złego systemu sprzątania, gotowania? Krojenia pomidorów?? Czy cebuli??
Jak już wspomniałam Ćwiekry nie mam. Ale jest przecież Mama Bardzo Mądrego Mężczyzny. I... tutaj pojawia się "problem". Bo ona nie przejawia tych wszystkich koszmarnych cech! Nie czepia się, nie tworzy megagigaproblemów tam gdzie ich nie ma.... Ani też po zmroku nie zamienia się w morderczą kulkę miotającą szmatami...
I teraz. Myślę sobie... że może ona nie będzie jednak moją Ćwiekrą?! [olaboga] Albo to po prostu głupie stereotypy?! Bo to chyba nie od "tytułu" zależy czy ludzie się ze sobą dogadują, a od tego jacy są. Kompromisy, rozmowy, chęć przyjęcia wspólnego frontu... (terminologia wojenna przypadkowo się tutaj zaplątała :))

Bo przecież nieważne jak się nazywamy. Brat, siostra, stryj, ciotka, chrzestny, przyjaciel, znajomy... jeśli chcemy się porozumieć, to się porozumiemy : ) nawet z Teściową. Pfuu... Ćwiekrą!

Czy może znowu błyszczę naiwnością? Lub choroba się majakami przejawia?

Znalezione w Sieci całkiem adekwatnie : )

środa, 10 marca 2010

Subiektywnie o Mężczyznach

Są różni. Jak to ludzie. Tworzą wokół siebie taką "aurę", że czasem, ci co bardziej szczerzy, muszą nam przypominać, że Oni też mają uczucia...
Ale większość zgrywa twardzieli przez ogromną część swojego życia. Bo tak im się wpiera od urodzenia. Potem tak ich kształtuje otoczenie, społeczeństwo. Media ciągle usiłują nam wmówić wizerunek "prawdziwego mężczyzny". Piszę w cudzym słowie, bo wizja mediów na ten temat mnie śmieszy.
Imponują mi Mężczyźni, którzy nie usiłują bezmyślnie wpasować się w ten nędzny kanon.

Lubię kiedy mężczyzna przyzna się do błędu, smutku, bólu, strachu. 
Lubię kiedy myśli i odpowiedzialność nie jest mu obca.
Lubię patrzeć kiedy pracuje.... 
Lubię kiedy ma poczucie humoru, ale potrafi też na poważnie. 
Lubię kiedy swej męskości nie mierzy liczbą wypitych procentów czy też liczbą centymetrów... 
Lubię siłę jego kiedy wymaga tego sytuacja i delikatność.. im częściej tym lepiej... 
Cenię tych, którzy nie kłamią, potrafią podjąć męską decyzję. 
Lubię kiedy jest mądry i wie coś o życiu.

Może pamiętacie taki serial jak "Ally McBeal"? Większość pewnie stwierdzi, że babski był, ale nie o tym :)
Jedna z głównych bohaterek (Elaine), w pewnym odcinku, postanowiła nagrać płytę z męskimi dźwiękami. I nagrała. Można było posłuchać bekania, pierdzenia, odgłosów uprawiania dzikiego seksu, mlaskania, siorbania, wołania o jedzenie, piwo... i temu podobnych boskich symfonii... :P
No i może oni to rzeczywiście robią. Może się za bardzo nie krępują pewnymi sprawami, ale myślę, że nie wszyscy i że robią to nie tylko Oni. Nie generalizujmy : ) Kobiety potrafią dorównać Mężczyznom w wieeeelu aspektach... również tych negatywnych.

Dlatego doceniajmy tych dobrych Mężczyzn... prawmy im komplementy, bo mimo, że udają brak zainteresowań, na pewno jest im miło. Każdy lubi czuć się doceniony. Głaskajmy, przytulajmy, całujmy, dopingujmy, wspierajmy...
... wiadomo przecież nie od dziś... że oni są głowami... a my ich szyjami ;)

Drodzy Mężczyźni! 
Życzę Wam zawsze sprawnych szyj! : )

Znalezione w Sieci : )

wtorek, 9 marca 2010

ORGanizm wie lepiej.

Żeby się zatrzymać czasem trzeba zachorować... oczywiście w żadnym wypadku nie przewlekle i nieuleczalnie...
Żeby wieczorem, leżąc przed snem, nie myśleć o sprawach dnia jutrzejszego (są przecież przyjemniejsze sprawy przed snem...)... żeby nie stresować się, czego się zapomni, czego się nie zdąży...
Jak już się raz wpadnie w wir tygodnia zaplanowanego... w prąd płynący tak szybko, że nie sposób głowy wynurzyć...

Są ludzie, którzy potrafią jakoś tak miarowo... dla mnie to zbyt wolno... powoli.

Fascynujące jest to, jak nasz organizm wie, kiedy już TRZEBA się zatrzymać. Wtedy zwykle chorujemy. Albo na duszy albo na ciele... W najgorszym wypadku i na ciele i na duszy.

Nadrabiamy wtedy osobogodziny brakującego snu. Trzeba tylko uważać na cienką, prawie niewidoczną, ale za to bardzo odczuwalną granicę między wyspaniem się a śmiercią tragiczną z nudów... O ile jeden dzień odpoczynku podczas choroby jest zbawienny, drugi zbawienno-bagienny, bo przecież ile można leżeć?

Ale organizm zwykle nie daje za wygraną. Dla niego takie dwa dni to nic po godzinach wysiłku fizycznego, wielkich i małych przemyśleń, przebytych kilometrów, przeliczeń, rozmów....

Leży się więc kolejny dzień... boli już tyłek, bolą plecy... zapominamy o chorobie na rzecz pragnienia, aby się ruszyć! Zrobić COŚ!!! Choćby nawet posprzątać...

To tyle na tą chwilę.
Wasz korespondent z Łoża Dużego : )

poniedziałek, 8 marca 2010

Dzień spod znaku kwiatów, Świnek i Krówek..... *

W zasadzie to trudno stwierdzić czy jestem już prawdziwą kobietą, bo znam dwie teorie na ten temat. Pierwsza mówi, że kobietą staje się, kiedy... zaczyna się comiesięczne cierpienie, a druga, że jednak nie wtedy, tylko kiedy przetrwa się to cierpienie dziewięciomiesięczne plus megacierpienie minimum raz w życiu.
Otóż ja jeszcze nie sprawdziłam tej drugiej teorii... Także nie jestem pewna... czy mogę świętować to Dziś...
No, ale na potrzeby tego tekstu przyjmijmy jednak, że jestem Kobietą : )

I tak sobie myślę, że świat się zmienił, kobiety też. I życie kobiet. Historyczką to ja nie jestem żadną, raczej histeryczką ;P ale tak sobie myślę, jak to różnie z nami, kobietami bywało...

Dawniej szyć musiałyśmy umieć ze skór dzikich zwierząt. Włosy mocne trzeba było mieć, bo można je było stracić łatwo jak się na "randkę" szło. Bo zamiast za ręce to za włosy nas ciągano... Uroda była czymś jeszcze bardziej względnym niż dziś!
Później długo generalnie nic nam nie było wolno. Ani się uczyć, ani decydować, ani wybierać. Tylko rodzić. I to jeszcze komu trzeba i "co trzeba" (czyt. chłopców! broń Boże dziewczynkę). Bo władcy byli potrzebni... a nie jakieś płaczliwie istoty.
I nawet nie mogłyśmy decydować z kim chcemy życie spędzić. Przydział był. Kto lepiej ustawiony, ten lepiej córkę odda/wyda. I jeszcze zarobi na tym! A cóż z tego, że przyszły mężulek księciulek obleśny, gruby, tłusty? Że zdradza? Że bije? Że plecy całe włosiem porośnięte? Że mył się ostatni raz siedem miesięcy temu? Kobieta twardą jest i wytrzymać musi. W imię ojczyzny...
Z czasem działo się trochę lepiej, bośmy się obudziły i praw zaczęły żądać. Uczyłyśmy się i sukcesy się zaczęły. Prawa się jakieś nabyło. Choć jeszcze społeczeństwo lepiej wiedziało czego chcemy.... Czyli, że obowiązek za mąż wyjść, bo same rady nie damy. I tym Panom, naszym mężom, dzieci porodzić. I że lepiej nie pracować, bo dzieci ważniejsze i dom. I kapcie mężowi ktoś przynosić musi. I obiadek podawać.



A teraz? Wszystkie widzimy jak jest : ) możemy więcej, chcemy więcej. W każdej sferze życia możemy podejmować decyzje (co nie zawsze nam się udaje, bośmy emocjonalne bardzo!). Nawet same możemy o rękę poprosić Tego Jedynego. Bo kto nam zabroni?!
Zarabiamy. Może większość z nas trochę gorzej niż Oni, ale jednak. Silne jesteśmy, mimo, że są dni, kiedy płaczemy o nic... Mądre jesteśmy, mimo, że czasem gapiąc się w pełną szafę nie widzimy nic do ubrania....

No i tak w ogóle, to teraz i my i Oni mamy te same wady i te same zalety. Już nie tylko kobiety są zadbane. Już nie tylko mężczyźni utrzymują rodziny.
Wszystko się wymieszało.... Bo jeśli nam się zachce, to i Żonę mieć możemy : ) a co!







* Dostałam kwiaty, cukierki Krówki (nie wiem czy to coś ma znaczyć... ;P) i Świnkę... tak... tę chorobę.... nie śmiać się!! :)
No i pyszne czekoladki do Bardzo Mądrego Mężczyzny :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...