Znalazłam w Sieci taki oto dywanik:
Biały, bo biały, więc zupełnie niefunkcjonalny... jednak zaintrygowały mnie te "ślady", które go pomysłowo zdobią : ) czyje to mogą być ślady?
Do niczego mi nie pasują... jeśli macie ochotę weekendowo sypnąć pomysłami, to zapraszam : )
P.S. Tych pomysłowych dywaników jest więcej....
Pisuję o...
Cytaty
(15)
Dialogi
(19)
Dlaczego?
(9)
Dzień z Życia Rudej
(4)
Film
(56)
Gusta i guściki
(23)
Ładne rzeczy
(32)
Miejsca w Internecie
(16)
Moimi Oczami
(33)
Muuzyka
(12)
Opowiastka z inspiracją w tle
(4)
Para pełną parą
(3)
Piękne Kobiety
(11)
Przeczytane
(18)
Przemyślenia
(111)
Przepis na Wspaniały Weekend
(4)
Radość Życia
(38)
Reklama i Nie
(10)
Rymowanki
(5)
Szybkie myśli
(48)
Ugotowane :)
(21)
Upatrzone-wymarzone
(2)
Usłyszane i skomentowane
(11)
Z Uśmiechem
(45)
Zabawa
(13)
Zakupy
(5)
Zobaczone
(12)
sobota, 6 marca 2010
piątek, 5 marca 2010
Nie trzeba się zastanawiać...
... Oglądając najnowszy film naszego rodaka Pana Polańskiego. "Autor Widmo" jest przewidywalny jak lipcowa pogoda w Chowacji. Codziennie 35 stopni C. Codziennie upał, żar i wiadomo, że dnia następnego będzie to samo.
Weekend prawie mamy, więc jeśli ktoś ma ochotę dać odpocząć mózgowi, to śmiało może zobaczyć film o zawiłościach polityczno-damsko-męsko-pisarskich. W zasadzie to te zawiłości przez cały obraz mkną drogą prostą jak alejka w parku. Mnie zaskoczyła tylko ostatania scena. Która też najbardziej podobała mi się w całym filmie.
Bo oto Ewan McGregor jako główny bohater (tytułowy autor widmo) dostaje zlecenie napisania wspomnień byłego premiera (w tej roli doskonale bluzgający śliną podczas wybuchu gniewu Pierce Brosnan). I tak się zaczyna. Pojawiają się oczywiście problemy, intrygi, zagadki, aż do wyjaśniania i bardzo ciekawego zakończenia otwartego :)
Ja jednak oglądam film nieco szerzej. To znaczy zwracam uwagę na muzykę czy też kolorystykę obrazu. I różne inne....
I tak, muzyka była wedlug mnie świetna! Nazwisko twórcy (Alexandre Desplat) nic mi nie powiedziało, choć umuzyczniał wiele obrazów. Wsłuchajcie się...
Kolory. Albo ja miałam coś z oczami (za duża ilość pop cornu może im zaszkodzić?), albo kolory były jakieś inne i ciekawsze... bardzo mi się podobały!
Na moją uwagę zasłużyła też aktorka grająca żonę byłego premiara - Olivia Williams. Bardzo mi się podobała jej gra. Urodę ma nieprzeciętną, ciekawa kobieta...
Główny Ewan M natomiast... niby przystojny... uroczy chłoptaś... w filmie wydawał się mieć nieproporcjonalnie dużą głowę :P co ciągle mnie śmieszyło... a myślę, że tego Pan Roman nie miał w założeniu...
Cieszyłam się bardzo na ten film. A okazał się taki sobie. Taki se nawet można by rzec : )
Ktoś postrzegł go inaczej? : ) ciekawam Waszego zdania. Kto da więcej niż "taki se"?
Weekend prawie mamy, więc jeśli ktoś ma ochotę dać odpocząć mózgowi, to śmiało może zobaczyć film o zawiłościach polityczno-damsko-męsko-pisarskich. W zasadzie to te zawiłości przez cały obraz mkną drogą prostą jak alejka w parku. Mnie zaskoczyła tylko ostatania scena. Która też najbardziej podobała mi się w całym filmie.
Bo oto Ewan McGregor jako główny bohater (tytułowy autor widmo) dostaje zlecenie napisania wspomnień byłego premiera (w tej roli doskonale bluzgający śliną podczas wybuchu gniewu Pierce Brosnan). I tak się zaczyna. Pojawiają się oczywiście problemy, intrygi, zagadki, aż do wyjaśniania i bardzo ciekawego zakończenia otwartego :)
Ja jednak oglądam film nieco szerzej. To znaczy zwracam uwagę na muzykę czy też kolorystykę obrazu. I różne inne....
I tak, muzyka była wedlug mnie świetna! Nazwisko twórcy (Alexandre Desplat) nic mi nie powiedziało, choć umuzyczniał wiele obrazów. Wsłuchajcie się...
Kolory. Albo ja miałam coś z oczami (za duża ilość pop cornu może im zaszkodzić?), albo kolory były jakieś inne i ciekawsze... bardzo mi się podobały!
Na moją uwagę zasłużyła też aktorka grająca żonę byłego premiara - Olivia Williams. Bardzo mi się podobała jej gra. Urodę ma nieprzeciętną, ciekawa kobieta...
Główny Ewan M natomiast... niby przystojny... uroczy chłoptaś... w filmie wydawał się mieć nieproporcjonalnie dużą głowę :P co ciągle mnie śmieszyło... a myślę, że tego Pan Roman nie miał w założeniu...
Cieszyłam się bardzo na ten film. A okazał się taki sobie. Taki se nawet można by rzec : )
Ktoś postrzegł go inaczej? : ) ciekawam Waszego zdania. Kto da więcej niż "taki se"?
środa, 3 marca 2010
Czy wiesz, że...
... tak wiele zależy od nas i tak niewiele od nas zależy?
Tak wiele jest przypadkowych sytuacji, które potem zmieniają nasze życie.
Osoby, które spotykamy, wydają nam się przelotną znajomością nagle stają się nam bliskie, potrzebne (nie w sensie interesownosci, choć czasem i tak bywa).
Myśl, która pojawia się tylko na chwilę w naszej głowie czasem staje się Myślą Przewodnią Życia, celem...
Słowa wypowiadamy bez przemyślenia, a one do różnych ludzi trafiają z różną Siłą, Mocą. I są różnie rozumiane!
Wszystko ma swój sens w naszym Życiu.
Kiedy cierpimy korzystajmy z bliskości Przyjaciół. Radość dzielmy na jak najwięcej części : ) To się opłaca!
Nie wiemy często jaka Siła jest w nas. Nie zdajemy sobie sprawy jaki wpływ mamy na Otoczenie.
Nasz Wiara i Niewiara (nie tylko ta religijna) potrafią tak wiele, że nie jesteśmy w stanie nawet tego objąć rozumem. Ani słowami, ani literkami...
Tak wiele jest przypadkowych sytuacji, które potem zmieniają nasze życie.
Osoby, które spotykamy, wydają nam się przelotną znajomością nagle stają się nam bliskie, potrzebne (nie w sensie interesownosci, choć czasem i tak bywa).
Myśl, która pojawia się tylko na chwilę w naszej głowie czasem staje się Myślą Przewodnią Życia, celem...
Słowa wypowiadamy bez przemyślenia, a one do różnych ludzi trafiają z różną Siłą, Mocą. I są różnie rozumiane!
Wszystko ma swój sens w naszym Życiu.
Kiedy cierpimy korzystajmy z bliskości Przyjaciół. Radość dzielmy na jak najwięcej części : ) To się opłaca!
Nie wiemy często jaka Siła jest w nas. Nie zdajemy sobie sprawy jaki wpływ mamy na Otoczenie.
Nasz Wiara i Niewiara (nie tylko ta religijna) potrafią tak wiele, że nie jesteśmy w stanie nawet tego objąć rozumem. Ani słowami, ani literkami...
wtorek, 2 marca 2010
Optymizm
Biegły jak oszalałe. Ja gdyby Szaleństwo gnało je, ścigało. Wiadomo bowiem, że Szaleństwo jest niebezpieczne.... Bardzo niebezpieczne.
Biegły te Złe i te Dobre.
Bieg zmienił się w wyścig. O ich śmierć i życie.
Dobrych było więcej, około siedemnastu. Złe były mniej liczne, ale straszyły rozmiarami. Były ogromne! No i głośniejsze... Darły się niemiłosiernie...
Zostało pareset metrów. Już widać metę. Teraz wszystkie resztkami sił pędziły. Złe na prowadzeniu... Dobre je doganiają. Niektóre już tylko powłóczą nóżkami... Złe tracą siły od tych wrzasków. Zaczyna brakować im tchu. Dobre wyprzedzają!
Jest szansa! Taaaak.... Dobre zwyciężyły ten mordeczy wyścig!!!
Dobre Myśli nie dały się pokonać Złym Myślom!!! : ) To się nazywa OPTYMIZM!
Oby zawsze w nas wygrywały te wyścigi... Oby nie dały sie zakrzyczeć, zepchnąć na zły tor. Tylko do przodu, do przodu!
Biegły te Złe i te Dobre.
Bieg zmienił się w wyścig. O ich śmierć i życie.
Dobrych było więcej, około siedemnastu. Złe były mniej liczne, ale straszyły rozmiarami. Były ogromne! No i głośniejsze... Darły się niemiłosiernie...
Zostało pareset metrów. Już widać metę. Teraz wszystkie resztkami sił pędziły. Złe na prowadzeniu... Dobre je doganiają. Niektóre już tylko powłóczą nóżkami... Złe tracą siły od tych wrzasków. Zaczyna brakować im tchu. Dobre wyprzedzają!
Jest szansa! Taaaak.... Dobre zwyciężyły ten mordeczy wyścig!!!
Dobre Myśli nie dały się pokonać Złym Myślom!!! : ) To się nazywa OPTYMIZM!
Oby zawsze w nas wygrywały te wyścigi... Oby nie dały sie zakrzyczeć, zepchnąć na zły tor. Tylko do przodu, do przodu!
poniedziałek, 1 marca 2010
"Człowiek, który gapił sie na kozy"
O tak... tytuł mówi sam za siebie : ) oczywiście tytuł filmu, ktróry (o dziwo!) w tej sytuacji został przetłumaczony z oryginału dość wiernie. Dziwne, że nie wymyślono nam w wersji polskiej czegoś w stylu "Kozy w akcji" lub "Wojna z kozami w tle"...
"Człowiek, który gapił się na kozy" to film ze wspaniałą obsadą. Trafiłam na niego sprawdzając w czym nowym grać będzie Kevin Spacey. I gra w tym właśnie! Ale gra tak naprawdę rolę trzeciorzędną... Na ekranie królują George Clooney, Ewan McGregor oraz Jeff Bridges. Aż miło patrzeć, prawda?
Fabuła tego filmu jest tak zwariowana, ża pomijając obsadę, dla niej warto go zobaczyć : ) Dziennikarz poszukujący ciekawego tematu (Ewan M.), przypadkowo spotyka Lyna (G. Clooney z wąsem!!!). Ten, opowiada mu o nowej jednoste wojskowej, w której służył. Jednostka, której założyciel miał wizję i probował wprowadzać w życie nowe sposoby walki (podczas zgrupowań ćwiczyli między innymi taniec...). Na przykład wyszukiwał ludzi, którzy mieli Moce. Moc, dzięki której za pomocą wzroku można wiele dokonać (np. zatrzymać pracę serca kozy). Albo Moc wdzierania się do czyjegoś umysłu.
Dziennikarz na początku mu nie wierzy, ale postanawia to sprawdzić wybierając się z Lynem na misję....
I tutaj zaczyna się szereg przygód, opowieści...
Są one momentami tak bzdurne i naiwne, że z sentymentem patrzymy na dorosłego mężczyznę, który wierzy w to co opowiada.
Mimo, że film ma być o wojnie, to jest on w moim odczuciu ciepły. Męska przyjaźń (i w ogóle przyjaźń) to wspaniałe widowisko. Pokrzepiające i wyzwalające najlepsze odczucia. No i uśmiech. Bo kiedy nie śmiejemy się z bzdurnej teorii "uderzenia śmierci", które polega na klepnięciu w czoło, a śmierć przychodzi kiedyś... kiedykolwiek (wszyscy umieramy przecież), to uśmiechamy się na widok wojskowych ratujących małe kózki : )
Zdjęcia znalazłam w Sieci.
"Człowiek, który gapił się na kozy" to film ze wspaniałą obsadą. Trafiłam na niego sprawdzając w czym nowym grać będzie Kevin Spacey. I gra w tym właśnie! Ale gra tak naprawdę rolę trzeciorzędną... Na ekranie królują George Clooney, Ewan McGregor oraz Jeff Bridges. Aż miło patrzeć, prawda?
Fabuła tego filmu jest tak zwariowana, ża pomijając obsadę, dla niej warto go zobaczyć : ) Dziennikarz poszukujący ciekawego tematu (Ewan M.), przypadkowo spotyka Lyna (G. Clooney z wąsem!!!). Ten, opowiada mu o nowej jednoste wojskowej, w której służył. Jednostka, której założyciel miał wizję i probował wprowadzać w życie nowe sposoby walki (podczas zgrupowań ćwiczyli między innymi taniec...). Na przykład wyszukiwał ludzi, którzy mieli Moce. Moc, dzięki której za pomocą wzroku można wiele dokonać (np. zatrzymać pracę serca kozy). Albo Moc wdzierania się do czyjegoś umysłu.
Dziennikarz na początku mu nie wierzy, ale postanawia to sprawdzić wybierając się z Lynem na misję....
I tutaj zaczyna się szereg przygód, opowieści...
Są one momentami tak bzdurne i naiwne, że z sentymentem patrzymy na dorosłego mężczyznę, który wierzy w to co opowiada.
Mimo, że film ma być o wojnie, to jest on w moim odczuciu ciepły. Męska przyjaźń (i w ogóle przyjaźń) to wspaniałe widowisko. Pokrzepiające i wyzwalające najlepsze odczucia. No i uśmiech. Bo kiedy nie śmiejemy się z bzdurnej teorii "uderzenia śmierci", które polega na klepnięciu w czoło, a śmierć przychodzi kiedyś... kiedykolwiek (wszyscy umieramy przecież), to uśmiechamy się na widok wojskowych ratujących małe kózki : )
Zobaczcie : ) Obsada + Fabuła = Ciekawy Film.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








