sobota, 27 lutego 2010

Kolorowo, weekendowo...


Znalazłam w Sieci i pomyślałam, że ten fotel mógłby być pociechą dla tych wszystkich, którzy zmęczeni są tygodniem, bieganiną i szarością codzienną...  : ) Czyli pewnie większość z nas....
Nie wiem jak Wy, ale ja niekoniecznie chciałabym mieć coś takiego w swoim salonie (kiedy już go będę miała :P), jednak zamykając oczy chętnie zapadam się w taki fotel.

Otacza mnie kolorowa łąka... nogi odpoczywają... czas się zatrzymuje... świat przestaje wywierać na mnie nacisk... mmm...

ODPOCZYNEK. Oby każdemu był dany. Amen!

piątek, 26 lutego 2010

O obrotach ciał seksualnych

Parę ostatnich sytuacji sprzysięgło się przeciwko mnie i spowodowało kolejne przemyślenie. Ostrzegam lojalnie iż poniższy tekst może brzmieć bardzo zrzędliwie. Aczkolwiek autorka poniższego tekstu nie ma złych zamiarów, myśli, ani też nic złego na celu :)
Zaznaczę też, że autorka poniższego tekstu (czyli Ja :)) nie jest starą panną (nic do nich nie mam, znam nawet jedną i baaaaaardzo lubię), nie jest samotną, niedopieszczoną smęciarą. Nie jest też przesadnie pruderyjna. Troszkę może, ale nie do przesady!

A teraz do rzeczy. Czy tylko ja mam dość tego, iż wszystkie produkty (może prócz zabawek dla dzieci) są nam ostatnio sprzedawane za pomocą szerokorozwiniętego seksu? I o ile rozumiem na przykład żele pod prysznic i ich reklamy z paniami, które już teraz nie pokazują tylko spienionej dłoni czy nogi, lecz pokazują swoje WsZyStKiE wdzięki, o tyle nie potrafię pojąć sprzedawania w ten sposób muzyki.
Zobaczyłam ostatnio teledysk zespołu Rammstein. To co grają nie należy do moich ulubionych gatunków, delikatnie pisząc. Jednak to co zobaczyłam w tym teledysku przeszło moje najśmielsze "oczekiwania".
Porno. Porno. Ze wszystkimi szczegółami. Wszystkie narządy widoczne dokładnie. Wszystko widoczne.
Oczywiste jest że teraz będzie chciał to zobaczyć każdy. Bo wieści o tym teledysku roznoszą się niczym światło. Błyskawicznie.

Poza muzyką sprzedawane nam są usługi. I też za pomocą seksu. I nie mam tutaj na myśli usług seksualnych, żeby było jasne :P Słyszałam o fryzjerze, w którym to pracują fryzjerki strzygące i obcinające będąc w samej bieliźnie. Przynajmniej na proszkach zaoszczędzą... jak im się pochlapie.... farbą na przykład.
Na jednym z obserwowanych przeze mnie blogów przeczytałam też o nowopowstającym programie kulinarnym, gdzie pokaz przygotowania potraw będzie prowadzony przez panie toples. Pewnie co by smaczniej było...

Nie mogę tego pojąć. Co się dzieje? Czy ktoś to rozumie? To zjawisko przesycone jedną jedyną tematyką. Ja wiem, że popęd, że miłość, że chęci, że pragnienie, że pierwotne instynkty...
Ale żeby tak wszystko? Lub też prawie wszystko? Czy lubicie bardziej mydełka, które reklamuje naga kobieta? Czy muzyka jest przyjemniejsza dla ucha kiedy towarzyszy jej seks na ekranie? A jeśli chodzi o fryzjera, to pozostanę przy swoim nowym nabytku kosztem nawet nagich panów, którzy by mieli mnie strzyc...

Prawda, że prosty przekaz? : )
Znalezione w Sieci.

środa, 24 lutego 2010

Cadillacowy zawrót główy!

Dobry film wczoraj zobaczyłam. A w zasadzie to dziś. To właśnie między innymi świadczy o tym, że był dobry. Wczoraj stało sie nagle dziś, jeśli wiecie co mam na myśli. Kiedy zostajemy wciągnięci w historię... czyjeś dzieje... czasem za pomocą książki, a czasem dzięki filmowi. A kiedy jeszcze do tego dochodzi muzyka.... Nie wiem jak Wy, ale ja reaguję na takie połącznie filmu i muzyki. Zaznaczę od razu, że nie piszę o musicalu. Piszę o "Cadillac Records".

Jest to historia studio nagrań, które rozwijało się w latach 50tych i 60tych w Stanach. Studio to pozwoliło zabłysnąć gwiazdom, które zapoczątkowały rozwój bleusa, rock'n rolla ....
Dodam, że gwiazdy te błyszczały na Czarno. A w tamtych czasach trudno było wybić się Czarnoskórym. Udawało im się dzięki Leonardowi Chessowi (w tej roli świetny Adrien Brody). Muszę przyznać, że albo ja stałam się bardziej złośliwa, albo to jemu jeszcze bardzie wydłużył się nos... :P jednak nawet jego nos zajmujący mu długość połowy twarzy nie przysłonił świetnej gry.
W obsadzie ze znanych mi postaci wyróżniała się Beyonce Knowles (w barankowej peruce :P), która zgrała początkującą Ette James!!
Jednak warto zwrócić uwagę na doskonałe kreacje pozostałych aktorów.



Na początku nie dawałam sobie wielkich szans zobaczenia filmu w całości z okazji późnej godziny. Jednak szybko zostałam wciągnięta w wir muzyki, przyjaźni, nienawiści, miłości. Różnice rasowe tamtych czasów zupełnie mi nieznane drażniły i wywoływały pytania "jak tak można?". Obserwowałąm jak człowiek zmienia się wraz ze zdobyciem sławy i pieniędzy... Emocje, seks, intrygi, pieniądze, samochody i muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka : )

Film zrobił na mnie wrażenie, bo świetnie oddał klimat tamtych czasów (przynajmniej według mnie). Początki głównych nurtów muzycznych. Spory pomiędzy członkami zespołu. Oglądało się z ciekawością, słuchało się z przyjemnością : )
Dla mężczyzn niezapomniane widoki samochodów... nawet ja, jako kobieta potrafiłam to docenić.





Oglądając miałam pewne skojarzenie. A mianowicie z filmem "Dreamgirls". Historia podobna tyle, że o kobiecym trio w formie musicalu. Świetny. Jeśli podobały Wam się "Dreamgirls", to cadillacowa historia również przypadnie Wam do gustu.

Polecam i daję Znak Jakości Małej Mi!

wtorek, 23 lutego 2010

"Modne" strachy na wróble

Od jakiegoś czasu zastanawia mnie pewna sprawa (nie ona jedyna! Żeby nie było, że tylko o jednym myślę :))

Bo teraz to panuje taki kult Klienta, Konsumenta, Kupującego, Potencjalnie Kupującego. To znaczy jeśli ktoś chce istnieć na rynku to sobie szanuje i stara się i Kult bierze na poważnie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Tak bym robiła gdybym chciała sprzedać. Nie odstraszała, tylko zachęcała. Zachęcająco zachęcała : )
I tak sobie dochodzę... do wniosku... chadzając po centrach handlowych, które uwielbiam, że niektóre sklepy z odzieżą wszelaką to dziwnie chcą zachęcić.

Piszę o MANEKINACH. Tak, te plastikowe (?) stwory mające byś czymś na podobieństwem człowieka, ustawiane na witrynach markowych sklepów. Czy zwróciliście kiedyś na nie uwagę? Ja niestety tak!
Najcześciej widzę je w sklepie Vero Moda, gdzie siedzą one na poszczególnych stolikach z wyłożonymi ubraniami. Podskakuję wtedy ze strachu, bo kto je tam posadził!? Żeby na nie wpadać myśląc, że jakiś zmęczony, znużony pan będący z panią na zakupach przysiadł sobie.... (to wtedy przychodzi mi do głowy jako pierwsze!)

Czasem stoją sobie gołe i niewesołe. Miny ich mówią "wynocha'', "po co tu podchodzisz ty intruzie??!!!", "idź sobie, sio!!"... Jak te poniżej....



Albo coś na kształt kobiety w dziwnej pozycji nie wiadomo co mającej oznaczać...
Bo niby co ma prezentować to coś poniżęj??



House na przykład promuje jak widzę szarość... czyżby sugerowali, że jesteśmy szarzy?! Nijacy?! Co to to nie! Niby kolorowe ubrania... ale kto je ma na sobie??



H&M z kolei preferuje kolory (prawie jak ufoludki :P)... lepsze to niż szarość, ale brak twarzy jakoś mnie razi... 

 

Poniżej prezentuję te, które według mnie są niezłe :) i nie odstraszają...


Camaieu (powyżej) to mój faworyt : ) Nawet fryzury mają ładne i stylowe....





Manekin dla mnie to taka stojąca reklam, prezentacja... a nie strach na wróble! : ) Bo jeśli chcę sobie ze strachem na wróble poobcować... to na pole się wybiorę.

niedziela, 21 lutego 2010

Małe zachcianki

- Zjadłam bym grzankę... z serem... mmm....
- Acha (bezruch)
- (słodki uśmiech numer pięć)
- (pozostanie w bezruchu)
- Nie będę z tobą w ciąży, to się nie opłaca.
- (śmiech)
- (śmiech)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...