sobota, 30 stycznia 2010

Dziś bez rymu :)

Lubię kiedy otula mnie kołdra,
lubię gdy z kaloryfera bucha ciepło,
lubię bliskość bliskich mi osób,
lubię ciepłe słowa, które przecież nic nie kosztują...
lubię kolory, które kontrastują z tą szarą (lub teraz szaro-białą) rzeczywistością,
lubię, gdy brzuch boli mnie od śmiechu,
lubię odpoczynek po pracy, ale nie odpoczynek bez pracy, stały,
lubię szczerość, jasność,
lubię..... lubić.

 
A on lubi chodzić po trawie :)


Choć czasem lubienie nie przychodzi łatwo... Czasem przecież nasz Wewnętrzny Mąciciel Szczęścia pokazuje wady, złe cechy, lub usilnie tłumaczy i dowodzi, że szklanka jest do połowy pusta...
I zanim czegoś nie doświadczymy, będziemy przekonani, że to jest nie do przeżycia. Kiedy odetchniemy z ulgą, bo doświadczenie było tylko doświadczeniem, a nie ciosem śmiertelnym znowu sobie przyrzekamy, że już więcej słuchać Mąciciela nie będziemy :) Tylko, że on zwykle taki głośny jest... taki natarczywy. Jak go uciszyć? Jak wyrzucić z Wnętrza? Jakieś sposoby sprawdzone istnieją na to? :) A może ktoś poradnik napisał?

czwartek, 28 stycznia 2010

Nowoczesny handel - staromodna Mała Mi

Literka po literce... słowo po słowie... myśl można przelać na papier :)

Zawsze chciałam tak zacząć jakąś pisaninę :P
Na szczęście jest co przelać. Na ten wirtualny papier, którym jest to magiczne okienko. I tak się zastanowiłam nad działaniem różnych instytucji/firm itp.. Spokojnie, nie będzie tutaj ani słowa o ZUSach, Urzędach Skarbowych ani o innych tego typu odchłaniach rozpaczy, grzechu, chaosu, zgorzknienia.... :)
Otóż mam znajomego. Nie tylko jednego, ale ten znajomy to taka szyszka chciałoby się powiedzieć. Persona. Jest on bowiem p.o. kierownika w jednym z oddziałów Housa. Hihi :)
Nie jestem specjalną fanką ich ubrań, ale zmieniają im sie kolekcje i czasem zaglądam. I wczoraj zajrzałam. Trzeba tutaj nadmienić, że jestem wymagającą klientką........................... o tak.................. wymagam, ponieważ być może zostawię jakąś część swoich cieżko (w miłej atmosferze w prawdzie, ale jednak!) zarobionych pieniędzy. I generalnie lubię miłych sprzedawców i miłe panie sprzedające. Lubię kiedy mówi mi się "dzień dobry", lubię kiedy pyta się mnie o to czy potrzebuję pomocy (choć nieczęsto jej potrzebuję... bo w sklepach sobie radzę świetnie ;p). I nie mam tutaj na myśli jakiejś wielkiej książęcości... Szacunek do klienta.
I otóż wchodzę sobie wczoraj do salonu Housa. Salon wygląda tak, jak gdyby właśnie epidemia grypy X wybiła wszystkich sprzedawców. Pustka. Oczywiście towar leży, wisi, generalnie towar jest obecny. Sprzedawców brak na horyzoncie.
Jako, że jak już napisałam wyżej, w sklepach radzę sobie dobrze, to przeglądam, szukam, rozglądam się. I ciągle nic. Nikt sie nie pojawia. Znalazłam parę ciekawych rzeczy. Jednak u kogo to kupić? Wszystkich wymiotło.
Wyszłam więc z myślą, że sprawdzę sobie to w innym Salonie.

Potem jednak dowiedziałam się od Wyżej Wymienonego p.o., że oto i jest nowa polityka firmy*! Polityka polegająca na "nie odstraszaniu klientów" i "pozwoleniu im sobie pooglądać" .... Rozwiązana Zagadka Poliszynszyla, jak to się mówi ;)

I teraz moja myśl. Nie wiem co o tym myśleć! Bo to jest takie dziwne podejście. Jakby na łatwiznę. Oni nic nie robią, a my mamy i tak kupować? Oczywiście możemy (klienci potencjalni) do nich (czyt. sprzedawców, a nie ubrań ;p) podchodzić i prosić o pomoc... I wtedy oni mają nam udzielić rady, podać, przynieść, pokazać itp...
Ale jakoś wydaje mi się to dziwne... Może staromodna jestem... ale w handlu o klienta podobno trzeba zabiegać... A nie "nie odstraszać"!

No cóż, jestem ciekawa jaki to będzie miało wpływ na sprzedaż :)


Logo znalezione w Sieci.


* opisuję tylko jej część zapewne. W szczegóły się nie zagłębialiśmy....

wtorek, 26 stycznia 2010

Nawet coś nieprzydatnego czasem się przydaje!

Muszę coś wyznać. Coś za co mogę być zlinczowana... Ale cóż, szczerość ponad wszystko (to mogłby być mottem paru osób... ). Zaryzykuję. Otóż do dzisiejszego dnia uważałam "genialny" i taki "nowoczesny" portal jak Nasza Klasa (lub jak kto woli w języku młodzieżowym NK ;D), za całkowicie zbędny. I doskonale obrazujący efekt owczego pędu... Wszyscy tam są! Ja też muszę!
I tak sobie tkwiłam w tymże przekonaniu. Do dziś, jak już wspomniałam. Ponieważ dziś moja koleżanka dokończyła historię swojej siostry. Historię mrożącą krew w żyłach....
A były to tak...
Siostra koleżanki pracuje w jakimś centrum handlowym (lub jak kto woli CH ;p). I tamże właśnie, w pracy, zgubiła pewnego uroczego dnia wszystkie swoje dokumenty. Straszne! Jak wiadomo, masa problemów, kolejne wydatki tip... nic przyjemnego.
Tego samego dnia siostra mojej koleżanki powzięła czynności zapobiegawcze. Czyli blokowanie kart, zawiadamianie służb ważnych oraz uspokajanie się.
Kiedy dzień pracy się skończył, siostra koleżanki wróciła do domu. Nie znam szczegółów i dokładnej kolejnosci wydarzeń, ale jedno jest pewne ;) włączyła komputer i odwiedziła Naszą Klasę. O tak... nic tak nie odstresowuje jak widok większej ilości znajomych na swoim koncie niż ma nielubiana koleżanka z pracy ;p (przynajmniej tak mi się wydaje...).
I cóż widzi siostra koleżanki mojej? Widzi wiadomość w swojej skrzynce odbiorczej. Od nieznajomego. Może i poczuła dreszczyk emocji, ale na pewno nie spodziewała się, że tym nieznajomym jest.... Ochroniarz z CH, w którym pracuje! A jeśli nawet przyszłoby jej to do głowy jakimś cudem... to już na pewno nie wpadłaby na to, że chce on ją powiadomić o tym, że znalazł jej wszystkie dokumenty : )
O tak, to się nazywa DOBRA WIADOMOŚĆ :) Prawda?

I ta historia powinna się dalej potoczyć tak....
Spotkali się na kawie... w miłej kawiarence... on przybył z piękną różą... zachwycony jej urodą nie chciał jej oddać dowodu (bo zdjęcie ;p), ale oddał jej dokumenty za pocałunek... ona z radością przyjęła zaproszenie na kolejne spotkanie...
I tak dalej i tak dalej by nie napisać, że "żyli długo i szczęśliwie" : )

Końcówkę wymyśliłam, trochę mnie poniosło ;p ale reszta była prawdą, całą prawdą i tylko prawdą! Tak mi dopomóż Panie X!



Ten jakże sugestywny obrazeczek znalazłam w sieci oczywiście : )

P.S. Nie mam konta na NK : )

Tym razem pół serio, pół żartem : )

Takie dwa cytaty znalazłam dzisiaj. Oba teksty brzmią tak, jak gdyby były bardzo łatwe do wykonania. Ale kiedy się głębiej zastanowić (albo nawet nie głębiej, tylko w ogóle ;p) to dochodzi się do wniosku, że czasem coś prostego na pierwszy rzut oka, może być baaaaaaaardzo pokręcone... i zawiłe. Oto i one:


"Chcesz ukryć twarz - wyjdź nago."
Stanisław Jerzy Lec



"Radę, którą dajesz drugiemu, zastosuj również do siebie."
Mikołaj Gogol



Powyżej takie mądre i filozoficzne cytaty. Poniżej zaprezentuję to co spisuję w pracy (spokojnie, wszyscy wiedzą, że prowadzę spis cytatów) ;D

„Nic mi się nie chce, nic mi się nie chce, i to się rozwija!!”
Koleżanka A.


„Moja fryzjerka wyszła z więzienia! Hura! Idę się obciąć– Koleżanka K.

- A nie boisz się, że nadążyła za modą? – Koleżanka A."


-"HITEM PREZENTOWYM NA KOMUNIĘ SĄ TERAZ OBRĄCZKI CZYSTOŚCI.

-ZASTANAWIAM SIĘ NA CO JE NALEŻY ZAKŁADAĆ ;/ "- Koleżanka A.


A tutaj cytat letni, aby się rozgrzać odrobinę : )
"Ciepłe piwo i spocone kobiety to jest koszmar lata!" – Kolega K.
 
W pracy mamy bardzo wesoło, ale "obcy" potrzebują paru dni dla przyzwyczajenia uszu i mózgów : )

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Pół żartem, pół żartem :P

Jako, że przeglądam pewne filmowe strony z milion razy na dzień, dziś natknęłam się na plakat "Pół żartem, pół serio" : ) nie wiedziałam, że tak wygląda! Ale widok ten podniósł kąciki moich boskich ust ;p



Hahaha : ) Świetnie wymyślone : )

Źródło:  www.filmweb.pl 

Ziewanie oraz Czasu postrzeganie

Dużo się pisze o czasie. Albo raczej o Czasie... Poeci, artyści potrafią tworzyć dzieła na ten temat. Bo temat dość wdzięczny : )

Dla każdego czas znaczy co innego, ale jest równie cenny. W zależności o momentu życia, w którym się znajdujemy tak spoglądamy i tak czujemy Czas. Oczywiście przed osiemnastką pchamy do przodu... oby już dorosłym być. Potem kremy, botoksy, kłamstwa (jeszcze mnie to nie dotyczy, gdyby ktoś tak chciał pomyśleć ;p). Bo chcemy Czas cofnąć.
W mojej ulubionej części Harrego Pottera ("Czara Ognia") wiele razy jest poruszana kwestia czasu. I jest opisywana prawie namacalnie, przynajmniej dla mnie. Każdy z nas ma chyba tak, że Czas w tych nieodpowiednich momentach (kiedy czeka na nas coś strasznego, stresującego) biegnie szaleńczo tak, że by maraton wygrał, a kiedy chciałoby się chwilą żyć...
Och, poprostu zwykle ma nieodpowienie tempo, prawda? : )
Czekamy na coś z niecierpliwością... a On śmie się wlec, jak gdyby nie rozumiał naszego namiętnego czekania na to coś... taki niedomyślny, egoistyczny.

Zapomniałam, że ze mnie nie jest poetka, ani artyskta i rozpisywać się nie miałam. Ale chciałam zwrócić Waszą uwagę na kawałeczek piosenki (prezentowany poniżej) lub nawet na jej całość : )

"Czekaj dni siedem

Być może zimnych i wietrznych
Ale dni siedem jedynie
Bo ósmy będzie wieczny

Puść go i nie trzymaj
Nie skręcaj, nie naginaj
Capniesz go za łachy, będzie wierzgał, fikał
przez palce wyciekał

Bo ten który minął, do ciebie nie należał
I ten który nadejdzie, także twój nie będzie"

LAO CHE w swojej nowej piosence : )

Fanką tegoż zespołu nie jestem, ale spodobały mi się te słowa. Uczą pokory. I szacunku. Bo przed niektórymi rzeczami (nawet tymi nienamacalnymi) kark trzeba ugiąć... Ale pewnie to wiecie : )

A jeszcze niżej znaleziony przeze mnie na potrzeby tekstu powyżej zegar. Ciekawy, prawda? Bo Czas to pojęcie ZAGADKOWE i taaakie EMOCJONUJĄCE....


Zdjęcie ze strony www.wnetrza.webzine.pl


niedziela, 24 stycznia 2010

Nie mam pomysłu na tutuł

Zobaczyliśmy film :) Długo czekał na swoją kolejkę, bo jakoś nastrój nie ten, bo inny można by zobaczyć itp
Dziś był dzień na "Paranoid Park". Dziwny film. Ale dziwny nie z powodu fabuły, ani nawet nie do końca z powodu tego, jak film został zrobiony. Dla mnie po prostu "Paranoid Park" jest filmem bez zakończenia. Tylko, że to tym razem wcale nie jest plusem filmu. Raczej ogląda się to tak, jakby film był "nie dorobiony". To jest jedyny jak dla mnie minus.
Koncepcja filmu mi się podobała. Obraz opowiada o nastolatku z problemami. Rodzice się rozwodzą, dziewczyna nie rozumie (myśli tylko o seksie! Nie wiedziałam, że nastolenie dziewczyny tak mają...), jego pasją są deskorolka, z którą do końca sobie jeszcze nie radzi...




Film obfituje z sceny w zwolnionym tempie. Jak dla mnie ok. Mimo kilku scen "idących", które potrafią znudzić ;p przynajmniej wielu moich znajomych ;)
Główną rolę gra Gabe Nevins (zupełnie mi nieznany aktor). I nawet mi się w tej roli podobał.
Tenże właśnie bohater (Alex o dużych brązowych oczach) wplątuje się w nie lada kłopoty (czyt. morderstwo). I wydawałoby się, że akcja się zawiąże... ale niestety. To, że popełniono morderstwo wcale w tym filmie nie oznacza, że będzie szerokozakrojone śledztwo. Coś tam niby robią... niby szukają... ale nędzne to ich szukanie. To też minus.



"Idące" sceny.... ;p

Ciekawostką była też dla mnie muzyka ;) kawałki były bardzo różnie dobrane. Tak, że mometami wydawały mi się zupełnie niepasujące do tego, co widziałam.

O dziwo jednak zgadzam się z "szufladką", do której wrzucono ten film :) Szufladka z napisem "dramat". Dodałabym też "psychologiczny". Ale spokojnie... nie z gatunku tych ciężkich.

Podsumowując.
Nie mam zbyt dobrego nastroju. Dobra, mam raczej podły nastrój. Ale film był generalnie lepszy niż gorszy :)





I plakat. Pasujący moim zdaniem do treści filmu :)

Zdjęcia znalezione w sieci....
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...