Nie uwierzycie co mi się przydarzyło. Otóż dziś udało mi się "wywalczyć" swoje pieniądze. I to dwa razy. To będzie opowieść ku przestrodze : )
Robiąc zakupy w marketach nie można wierzyć (jak ja to dotąd czyniłam) w to, że ceny na zawieszkach pod towarem zgadzają się z rzeczywistymi cenami, które przyjdzie nam zapłacić! Mnie już dwa razy udało się wykryć taki błąd. W dwóch różnych supermarketach: Real i Tesco. Kupując różne produkty.
Śmiem twierdzić, że w supermarketach panuje wielki nieład cenowy.
Ja obserwuję to od niedawna i już mam na koncie dwa błędy. Kiedyś być może nie chciałoby mi się iść do informacji i pytać skąd ta różnica w cenach. Nie są to wysokie kwoty, owszem - mój pierwszy raz to 0,99 pln (na płynie do płukania), ale dziś różnica wynosiła 2,10 pln (na prezerwatywach)! I wiecie co? To jest błędne myślenie! Niewysokie kwoty... ale kiedy te kwoty się doda, nagle okaże się, że nazbierało się tego... Nie możemy na to pozwolić.
Chciałam więc zaapelować - sprawdzajcie swoje paragony! Nie pozwalajmy, aby ktoś zarabiał na naszej "niedokładności". Supermarkety i tak narzucają już horrendalne marże...
Bo tak, wydaje nam się, że robimy tanie zakupy. Wydaje nam się. Ale czy mam pewność, że zanim nie zaczęłam sprawdzać swoich paragonów, nie wyrzuciłam pieniędzy na rzecz "pomyłki" cenowej? Nie, nie mam pewności. A mnie osobiście brak pewności drażni wielce!
Drugi przypadek cenowy dotyczył dziś mojego płaszcza zimowego. Otóż zakupiony rok temu płaszcz firmy New Yorker, wygląda(ł) niczym kupiony w ciucholandzie (nawet gorzej, bo w ciucholandach rzeczy są segregowane). Jakiej jakości rzeczy kupujemy? Nigdy nie będziemy tego wiedzieć dopóki nie zaczniemy korzystać z zakupionego towaru. Ale pewne jest, że nie powinniśmy zapominać o gwarancji, która nam przysługuje. Konsekwentnie też korzystajmy z możliwości wymiany wadliwego towaru lub (co mnie dziś spotkało) zwrotu gotówki. Bo przecież nikt nie chciałby chodzić w takim płaszczu, wierzcie mi!
Nie możemy machnąć ręką ani na 0,99 (na płynie do płukania) pln, ani na 2,10 (na prezerwatywach) pln, ani też na płaszcz, który nie spełnia naszych wymagań.
Jedyny plus tych sytuacji jest taki, że obsługa powyższych sklepów nie robiła problemów : ) choć pani od prezerwatyw miała chyba niezły ubaw ;D
Mała, ruda kobietka przychodzi do niej i macha paczką... hihi... ]:->
Czy takich przypadków jest więcej? Też znajdujecie błędy cenowe??
Pisuję o...
Cytaty
(15)
Dialogi
(19)
Dlaczego?
(9)
Dzień z Życia Rudej
(4)
Film
(56)
Gusta i guściki
(23)
Ładne rzeczy
(32)
Miejsca w Internecie
(16)
Moimi Oczami
(33)
Muuzyka
(12)
Opowiastka z inspiracją w tle
(4)
Para pełną parą
(3)
Piękne Kobiety
(11)
Przeczytane
(18)
Przemyślenia
(111)
Przepis na Wspaniały Weekend
(4)
Radość Życia
(38)
Reklama i Nie
(10)
Rymowanki
(5)
Szybkie myśli
(48)
Ugotowane :)
(21)
Upatrzone-wymarzone
(2)
Usłyszane i skomentowane
(11)
Z Uśmiechem
(45)
Zabawa
(13)
Zakupy
(5)
Zobaczone
(12)
piątek, 4 grudnia 2009
czwartek, 3 grudnia 2009
Najważniejszy list w roku - List do Świętego Mikołaja
Jednak nie można się poddawać : ) O co byście poprosili?
Ja na pierwszym miejscu o dłuższą dobę (bo do cholery nie wyrabiam się z wszystkim co sobie wymyśle do wykonania na jeden dzień!) Jest tyle rzeczy do zrobienia, że jeśli doba sie nie wydłuży, to życia mi nie starczy!
Potem poprosiłabym o ciszę. Zaznaję jej tak rzadko, że jest u mnie w ilości deficytowej. Tak więc 100 metrów sześciennych ciszy poproszę :)
Dystans do świata i życia - to prośba nr 3. Myślę, że to "urządzenie" przydatne każemu. Wiele rzeczy ułatwi, wielu uszczęśliwi. Bo tyle sytuacji nas przytłacza. A spojrzenie z dystansu jest niczym talbetka uspokajająca. Po co się denerwować? Stresować? Są rzeczy ważniejsz niż to czy ktoś się nas czepia, czy komuś nie pasuje nasze podejście to piwa itp
Teraz nieco mniej poważne życzenia ;p
Większe obniżki w moich kochanych sklepach (np. Promod)
Więcej słońca w tym naszym kraju.
Aby chipsy i słodycze były niekaloryczne ;D
W kinie więcej dobrych filmów i zawsze ciepłego popcornu.
W łazience suchych ręczników (nie znoszę mokrych)
Ciepłej zimy.
Częstych nowych dostaw w ciucholandach.
Dodatkowych 10cm wzrostu.
Zielonych oczu.
Skrzynki e-mailowej pełnej miłych maili : )
Oczywiście można by tak długo wymieniać, ale nie należy przeciążać Świętego. Dlatego na tym zakończę moją listę. Inni też muszą mieć szasne, wiem o tym.
A jaki jest Wasz początek listu do Świętego Mikołaja? : )
Papierosom mówię NIE
Mamy dziś środę :) To moja środa z przyjaciółką. Co tydzień. Przynajmniej staramy się - wiadomo, trzeba być elastycznym. I tak, w miarę możliwości spotykamy się w środy i albo gdzieś wychodzimy, albo siedzimy u którejś z nas.
Dziś była środa wyjścia. I o tym chciałam napisać. Ponieważ niedawno odkryłyśmy (a w zasadzie to samo odkryło się przed nami) nowe miejsce. Tak. Nowe miłe miejsce do posiedzenia w Radzionkowie i w Tarnowskich Górach. Sami możecie zobaczyć, np tutaj Strona główna . Oczywiście zachęcam do odwiedzenia tej kawiarni. Proponują wspaniałe kawy, desery i niesamowite herbaty (dziś popijałyśmy żółtą - godna polecenia).
Generalnie Cafe-Bar-Celona dorównuje moim ukochanym snobistycznym miejscom typu kawiarnia Cafe Club i Tchibo z jedną małą różnicą. Ceny nie są aż tak wysokie :)
Kanapy są genialnie wygodne... obsługa (jak do tej pory) bardzo miła i te herbaty... Dla kogoś, kto lubuje się w wybieraniu... długim wybieraniu, wybieraniu spośród wielu gatunków, to jest miejsce doskonale :)
Atmosfera bardzo przyjemna. Dziś jednak pojawił się spory minus tej sielankowej sytuacji. Otóż kiedy tak sobie siedziałyśmy i miło spędzałyśmy czas na rozmowach o wszystkim oraz na zaglądaniu panom biznesmenom do laptopa, ktoś przy stoliku w rogu zaczął palić papierosy. O tak. Atmosfera się zagęściła. Zaczęło piec w oczy. Doprawdy nie rozumiem dlaczego tak miłe miejsce musi bywać zatruwane... Przyjemna chwila ulotniła się, a dym papierosowy nie! Co za szkoda :(
Tak więc poszłyśmy sobie do domu.
Mam nadzieję, że już niedługo ta udręka się skończy i ktoś "u góry" zabroni palenia w miejscach, gdzie powinno być miło i powinno pachnieć tylko kawą i pysznymi ciasteczkami itp, a nie tym paskudztwem (czyt. papierosami).
Nie mogę też zrozumieć jak te zabijające, owinięte w bibułę trawska mogą sprawiać komuś przyjemność!!
Blee... No jak??
Ja jestem na NIE. Stanowczo.
Dziś była środa wyjścia. I o tym chciałam napisać. Ponieważ niedawno odkryłyśmy (a w zasadzie to samo odkryło się przed nami) nowe miejsce. Tak. Nowe miłe miejsce do posiedzenia w Radzionkowie i w Tarnowskich Górach. Sami możecie zobaczyć, np tutaj Strona główna . Oczywiście zachęcam do odwiedzenia tej kawiarni. Proponują wspaniałe kawy, desery i niesamowite herbaty (dziś popijałyśmy żółtą - godna polecenia).
Generalnie Cafe-Bar-Celona dorównuje moim ukochanym snobistycznym miejscom typu kawiarnia Cafe Club i Tchibo z jedną małą różnicą. Ceny nie są aż tak wysokie :)
Kanapy są genialnie wygodne... obsługa (jak do tej pory) bardzo miła i te herbaty... Dla kogoś, kto lubuje się w wybieraniu... długim wybieraniu, wybieraniu spośród wielu gatunków, to jest miejsce doskonale :)
Atmosfera bardzo przyjemna. Dziś jednak pojawił się spory minus tej sielankowej sytuacji. Otóż kiedy tak sobie siedziałyśmy i miło spędzałyśmy czas na rozmowach o wszystkim oraz na zaglądaniu panom biznesmenom do laptopa, ktoś przy stoliku w rogu zaczął palić papierosy. O tak. Atmosfera się zagęściła. Zaczęło piec w oczy. Doprawdy nie rozumiem dlaczego tak miłe miejsce musi bywać zatruwane... Przyjemna chwila ulotniła się, a dym papierosowy nie! Co za szkoda :(
Tak więc poszłyśmy sobie do domu.
Mam nadzieję, że już niedługo ta udręka się skończy i ktoś "u góry" zabroni palenia w miejscach, gdzie powinno być miło i powinno pachnieć tylko kawą i pysznymi ciasteczkami itp, a nie tym paskudztwem (czyt. papierosami).
Nie mogę też zrozumieć jak te zabijające, owinięte w bibułę trawska mogą sprawiać komuś przyjemność!!
Blee... No jak??
Ja jestem na NIE. Stanowczo.
wtorek, 1 grudnia 2009
Moje wyznania -holiczki : )
Ostatnio przeczytałam książkę, która podobno powinna być moją Biblią, czyli "Wyznania zakupoholiczki" :) autorstwa Sophie Kinsell.
Zobaczyłam te książkę u mojej Miłej Koleżanki i pomyślałam sobie, że to może być przyjemna lekturka. Pożyczyłam więc. Przeczytałam tę książkę w tempie błyskawicznym, bo tak mnie wciągnęła. Jest to oczywiście opowieść łatwa i lekka, ale dobra na taką pogodę i porę (szarość... senność...). Wciągałam się więc w przeżycia panny R. Bloomwood, denerwując się, jak też ona może popełniać takie błędy! I jak może być tak niekonsekwenta! Książka jest zabawna, idealna jako relaks.
Generalnie NIGDY nie chciałabym znaleźć się w położeniu głównej bohaterki. Długi, kłamstwa, intryga. Jednak po ostatnich moich zakupach (prezentowo-świątecznych) pojawiły się w mojej głowie pewne "ale"...
Tak więc NIGDY nie chciałabym znaleźć się w położeniu głównej bohaterki, ALE...
Po moich ostatnich zakupach, podczas których prawie nic sobie nie kupiłam, pozazdrościłam jej! O tak. Mój rozum był znacznie głośniejszy niż mój minizakupoholizm... Wszystko wydawało się śliczne, pasujące do mnie, w odpowiedniej cenie.... ale... zbędne! Chciałam sobie sprawić przyjemność i kupiłam kolczyki (zaprezentowane poniżej : )), ale były sweterki, piękny szal, korale i wiele, wiele innych (odwiedziliśmy bowiem Sferę 2 w Bielsku).
Kupione zostały prezenty dla wszystkich bliskich, a moje przyjemności? Nici z nich. Za głośny rozum. Nota bene ten sam rozum cichnie kiedy jest baaaaaaaaaaardzo potrzebny...
Tak więc jesteśmy skrajnościami : ) ja i Rebecca Bloomwood :)
Muszę popracować nad złotym środkiem.
Zobaczyłam te książkę u mojej Miłej Koleżanki i pomyślałam sobie, że to może być przyjemna lekturka. Pożyczyłam więc. Przeczytałam tę książkę w tempie błyskawicznym, bo tak mnie wciągnęła. Jest to oczywiście opowieść łatwa i lekka, ale dobra na taką pogodę i porę (szarość... senność...). Wciągałam się więc w przeżycia panny R. Bloomwood, denerwując się, jak też ona może popełniać takie błędy! I jak może być tak niekonsekwenta! Książka jest zabawna, idealna jako relaks.
Generalnie NIGDY nie chciałabym znaleźć się w położeniu głównej bohaterki. Długi, kłamstwa, intryga. Jednak po ostatnich moich zakupach (prezentowo-świątecznych) pojawiły się w mojej głowie pewne "ale"...
Tak więc NIGDY nie chciałabym znaleźć się w położeniu głównej bohaterki, ALE...
Po moich ostatnich zakupach, podczas których prawie nic sobie nie kupiłam, pozazdrościłam jej! O tak. Mój rozum był znacznie głośniejszy niż mój minizakupoholizm... Wszystko wydawało się śliczne, pasujące do mnie, w odpowiedniej cenie.... ale... zbędne! Chciałam sobie sprawić przyjemność i kupiłam kolczyki (zaprezentowane poniżej : )), ale były sweterki, piękny szal, korale i wiele, wiele innych (odwiedziliśmy bowiem Sferę 2 w Bielsku).
Kupione zostały prezenty dla wszystkich bliskich, a moje przyjemności? Nici z nich. Za głośny rozum. Nota bene ten sam rozum cichnie kiedy jest baaaaaaaaaaardzo potrzebny...
Tak więc jesteśmy skrajnościami : ) ja i Rebecca Bloomwood :)
Muszę popracować nad złotym środkiem.
poniedziałek, 30 listopada 2009
Smakowe erotyczne igraszki
Idę cała podniecona. Już niedługo, jeszcze tylko parę chwil i stanie się. Ja i On. Prawie sam na sam. Ale tylko na początku prawie. Potem już będziemy tylko ja i On. O tak... mmmmmm.... już na samą myśl o tej chwili mruczę sobie lubieżnie...
Idę więc. Zbliżam się do miejsca naszego spotkania. Tak rzadko się widujemy, tak rzadko łączymy się w jedność, że cała aż płonę. Wyobraźnie pracuje na wysokich obrotach. Już czuję jego smak, jego delikatność na moich ustach. Zapominam się i oblizuję wargi. Och! Jeszcze parę chwil.
Jestem na miejscu. Wchodzę. Siadam. Zamawiam kawę i czekam. Przymykam oczy. Wdycham powietrze, wczuwam się w atmosferę miejsca, w którym ja i Mój Kochanek znowu się złączymy. On rozpłynie się w moich ustach, ja będę całą sobą chłonąć jego zapach, każdy szczegół jego istoty.
Przyniesiono kawę. Tylko w tym miejscu kawa jest podawana z taką porcją takiej niesamowitej śmietany. Zaczynam popijać kawę, niby to spokojnie, niepozornie. Jednak wewnątrz cała drżę. Myślę właśnie, jakby go tu zaskoczyć... z której strony ugryźć. Grr... Gdyby tylko wiedział co go czeka.
Tak go pragnę.
I kiedy właśnie zlizuję z łyżeczki śmietankę - pojawia się. ON. Jest. Nareszcie. Po tak długim czasie moje oczy nie mogą się nacieszyć jego widokiem. Moje zmysły szaleją. Węch odróżnia już tylko jego zapach. Silny, świeży, podniecający. Oczy nie widzą nic poza nim. Boski. Słuch zanikł. On milczy, więc cały świat milczy.
Biorę głęboki wdech. Jak tu nie popsuć takiej wspaniałej chwili?
Spoglądam. Uśmiech pojawia się mimowolnie na mojej twarzy. Moje usta rozchylają się. Już za chwileczkę, już za momencik poczuję go. Och!
Musiałam to zrobić. Nie powstrzymałam się. Pierwszy kawałek Boskiego Czekoladowego Ciastka Royal już za mną... Poczułam dreszcz rozkoszy. Ten biszkopt najbardziej czekoladowy z wszystkich czekoladowych ciast... Ta masa o nieskazitelnym smaku. To połączenie. Polewa. Śmietana.
Och! Och... Jak mi dobrze. Czekoladowy orgazm....................................................
Musiałam się podzielić tym uczuciem. Czekoladomaniacy mnie zrozumieją i będą wiedzieli gdzie szukać tych doznań : ) powodzenia i smacznej konsumpcji tegoż związku : )
Idę więc. Zbliżam się do miejsca naszego spotkania. Tak rzadko się widujemy, tak rzadko łączymy się w jedność, że cała aż płonę. Wyobraźnie pracuje na wysokich obrotach. Już czuję jego smak, jego delikatność na moich ustach. Zapominam się i oblizuję wargi. Och! Jeszcze parę chwil.
Jestem na miejscu. Wchodzę. Siadam. Zamawiam kawę i czekam. Przymykam oczy. Wdycham powietrze, wczuwam się w atmosferę miejsca, w którym ja i Mój Kochanek znowu się złączymy. On rozpłynie się w moich ustach, ja będę całą sobą chłonąć jego zapach, każdy szczegół jego istoty.
Przyniesiono kawę. Tylko w tym miejscu kawa jest podawana z taką porcją takiej niesamowitej śmietany. Zaczynam popijać kawę, niby to spokojnie, niepozornie. Jednak wewnątrz cała drżę. Myślę właśnie, jakby go tu zaskoczyć... z której strony ugryźć. Grr... Gdyby tylko wiedział co go czeka.
Tak go pragnę.
I kiedy właśnie zlizuję z łyżeczki śmietankę - pojawia się. ON. Jest. Nareszcie. Po tak długim czasie moje oczy nie mogą się nacieszyć jego widokiem. Moje zmysły szaleją. Węch odróżnia już tylko jego zapach. Silny, świeży, podniecający. Oczy nie widzą nic poza nim. Boski. Słuch zanikł. On milczy, więc cały świat milczy.
Biorę głęboki wdech. Jak tu nie popsuć takiej wspaniałej chwili?
Spoglądam. Uśmiech pojawia się mimowolnie na mojej twarzy. Moje usta rozchylają się. Już za chwileczkę, już za momencik poczuję go. Och!
Musiałam to zrobić. Nie powstrzymałam się. Pierwszy kawałek Boskiego Czekoladowego Ciastka Royal już za mną... Poczułam dreszcz rozkoszy. Ten biszkopt najbardziej czekoladowy z wszystkich czekoladowych ciast... Ta masa o nieskazitelnym smaku. To połączenie. Polewa. Śmietana.
Och! Och... Jak mi dobrze. Czekoladowy orgazm....................................................
Musiałam się podzielić tym uczuciem. Czekoladomaniacy mnie zrozumieją i będą wiedzieli gdzie szukać tych doznań : ) powodzenia i smacznej konsumpcji tegoż związku : )
niedziela, 29 listopada 2009
It's jungle out there.....
Jestem po kąpieli, zielona herbatka Mikołajkowa* zaparzona... Mogę więc napisać o Monku ;) Monk. Detektyw Monk ;p Na pewno wielu z Was nie jest on obcy. Jest to bardzo popularny serial (dostępne też książeczki).
Nie tak dawno przeczytałam we wszystkowiedzącym miejscu (czyt. Internecie), że ten wspaniały serial już niebawem się skończy... I oto wpadłam w zadumę i smutek : ( Dlaczego Monk...? Dlaczego nie "Moda na sukces"???? <-- krzyczy jakiś mój wewnętrzny głos!
Serial jest rewelacyjny (oczywiście mam tutaj na myśli Monka...). Zabawny - i ta zabawność nie składa się głównie z głupich gagów głupowatych aktorów w głupich komediach, które nijak nie posiadają dialogów czy też fabuły. W "Detektywie..." zabawne były sytuacje, reakcje bohaterów, dialogi, porucznik Disher (Jason Gray-Stanford) ;p i jego urocza, pełna dziecinności naiwność : )
Niesamowite jest w tym serialu jest to, że mimo tego o czym opowiada w głównej mierze (czyli morderstwa, przestępstwa itp) potrafi on być jednocześnie ciepły oraz napawający optymizmem. To wg mnie niesamowite połączenie... Bo przecież z jednej strony mordują (widoki nie zawsze przyjemne), ale z drugiej strony Przyjaźń... to niesamowite. Bo przecież główni bohaterzy to wieloletni przyjaciele.
Sam Adrian Monk ( Tony Shalhoub) nie poradziłby sobie bez nich. On i jego nerwice natręctw... Jego obawy, strach, lęki... Lęk przed zarazkami, zamkniętymi pomieszczeniami, kontaktem z ludźmi, przed mlekiem. Skrajny pedantyzm.... to tylko niewielka część jego lęków i fobii. Oczywiście w kolejnych odcinkach bywają one zabawne, ale pomyślcie.... jest wielu ludzi, którzy borykają się z czymś podobnym. Może nie w takim natężeniu, ale jednak. Sama mam parę takich mały "obsesyjek" i wiem... jak one potrafią być męczące i dręczące... i utrudniające życie...
Ale Monk ma pomocnice. Najpierw była pielęgniarka Sharona Fleming, a potem Natalie Teeger. Ja osobiście wolę te drugą : ) ładniejsza, milsza, i nie ubierała się jak wywłoka ;p
Jest też oczywiście kapitan Stottlemeyer (Ted Levine). Kolejny przyjaciel. Razem pracują, a ostatnio Monk był nawet drużbą na ślubie kapitana : )
Prócz przyjaźni, której nie brak w kolejnych odcinkach, ogromne wrażenie robi na mnie miłość Monka do Trudy. Nie jestem romantyczką... poważnie... w moim związku to nie ja zapalam wieczorem świeczuszki....
Ale miłość Monka do jego zamordowanej żony.... rozczula mnie totalnie. Płaczę jak dziecko w niektórych momentach... : ( jajku... jak on ją kocha.... tyle lat po jej śmierci... Tak mało się uśmiechać, tak bardzo pamiętać (a pamięć to on ma wybitną, jak wiecie... ). Niesamowite...
I to wszystko w serialu kryminalnym. W serialu, który mimo, że jest kryminalny, jest też ciepły i dający nadzieję. Oraz momentami siłę. Monk daje radę, to ja też!!! : )
Niech więc mi ktoś odpowie! Dlaczego ten serial się kończy, a "Moda na sukces" nie????????????
* polecam herbaciarnię Czas na Herbatę
Nie tak dawno przeczytałam we wszystkowiedzącym miejscu (czyt. Internecie), że ten wspaniały serial już niebawem się skończy... I oto wpadłam w zadumę i smutek : ( Dlaczego Monk...? Dlaczego nie "Moda na sukces"???? <-- krzyczy jakiś mój wewnętrzny głos!
Serial jest rewelacyjny (oczywiście mam tutaj na myśli Monka...). Zabawny - i ta zabawność nie składa się głównie z głupich gagów głupowatych aktorów w głupich komediach, które nijak nie posiadają dialogów czy też fabuły. W "Detektywie..." zabawne były sytuacje, reakcje bohaterów, dialogi, porucznik Disher (Jason Gray-Stanford) ;p i jego urocza, pełna dziecinności naiwność : )
Niesamowite jest w tym serialu jest to, że mimo tego o czym opowiada w głównej mierze (czyli morderstwa, przestępstwa itp) potrafi on być jednocześnie ciepły oraz napawający optymizmem. To wg mnie niesamowite połączenie... Bo przecież z jednej strony mordują (widoki nie zawsze przyjemne), ale z drugiej strony Przyjaźń... to niesamowite. Bo przecież główni bohaterzy to wieloletni przyjaciele.
Sam Adrian Monk ( Tony Shalhoub) nie poradziłby sobie bez nich. On i jego nerwice natręctw... Jego obawy, strach, lęki... Lęk przed zarazkami, zamkniętymi pomieszczeniami, kontaktem z ludźmi, przed mlekiem. Skrajny pedantyzm.... to tylko niewielka część jego lęków i fobii. Oczywiście w kolejnych odcinkach bywają one zabawne, ale pomyślcie.... jest wielu ludzi, którzy borykają się z czymś podobnym. Może nie w takim natężeniu, ale jednak. Sama mam parę takich mały "obsesyjek" i wiem... jak one potrafią być męczące i dręczące... i utrudniające życie...
Ale Monk ma pomocnice. Najpierw była pielęgniarka Sharona Fleming, a potem Natalie Teeger. Ja osobiście wolę te drugą : ) ładniejsza, milsza, i nie ubierała się jak wywłoka ;p
Jest też oczywiście kapitan Stottlemeyer (Ted Levine). Kolejny przyjaciel. Razem pracują, a ostatnio Monk był nawet drużbą na ślubie kapitana : )
Prócz przyjaźni, której nie brak w kolejnych odcinkach, ogromne wrażenie robi na mnie miłość Monka do Trudy. Nie jestem romantyczką... poważnie... w moim związku to nie ja zapalam wieczorem świeczuszki....
Ale miłość Monka do jego zamordowanej żony.... rozczula mnie totalnie. Płaczę jak dziecko w niektórych momentach... : ( jajku... jak on ją kocha.... tyle lat po jej śmierci... Tak mało się uśmiechać, tak bardzo pamiętać (a pamięć to on ma wybitną, jak wiecie... ). Niesamowite...
I to wszystko w serialu kryminalnym. W serialu, który mimo, że jest kryminalny, jest też ciepły i dający nadzieję. Oraz momentami siłę. Monk daje radę, to ja też!!! : )
Niech więc mi ktoś odpowie! Dlaczego ten serial się kończy, a "Moda na sukces" nie????????????
* polecam herbaciarnię Czas na Herbatę
Subskrybuj:
Posty (Atom)




